Psikutas bez „s” czyli Big Data po mongo(l)sku

Niech się Czytelnik nie da zwieść głębią tytułu dzisiejszego wpisu, nie o andrologii kynologicznej bowiem dziś będzie, tylko o technologiach przetwarzania danych. A konkretnie – dużych zbiorów danych, o niekoniecznie z góry ustalonej (bądź znanej) strukturze, czyli o tym, co od jakiegoś czasu otrzymało znamienną nazwę „Big Data”. Czytaj dalej Psikutas bez „s” czyli Big Data po mongo(l)sku

Hej! To moja ryba!

Zauważyłem, że gros wpisów z ostatnich kilku dni dotyczy albo Juniora i jego ostatnich przygód (żarcie, spanie, wydalanie), albo technicznych szczegółów bloga. Nic dla „normalnych” zjadaczy bitów, żądnych ciekawostek ze świata albo przynajmniej czegoś niebędącego paplaniną o wtyczkach lub pieluszkach. Czytaj dalej Hej! To moja ryba!

Mieszanka niekorzystna

Dostałem wczoraj sms-a od znajomego z Polski, że Chińczycy namieszali mi na blogu.

Myślę sobie, no ładnie. Zachciało mi się własnego serwera, nie pozabezpieczałem go pewnie zbyt dobrze i teraz mam za swoje. Czytaj dalej Mieszanka niekorzystna

Wpuszczony w kanał

Proszę się nie martwić, tytułowe wpuszczenie w kanał nie ma tym razem nic wspólnego z rurami – jeżeli więc ktoś się obawiał przydługawych opisów meandrów zawodu hydraulika, niech odsunie troski w cień. Chodzi bowiem o całkiem inny rodzaj kanału. Czytaj dalej Wpuszczony w kanał

Jednorożec

Wylała się woda z kubka na stół, Madzia ogląda plamę i tradycyjnie odpala moduł skojarzeniowy:
– O! Wygląda jak kaczka!
Po chwili
– Albo jak jednorożec!
Tata patrzy, kręci głową, zezuje… gdzie tu jednorożec?
– Jednorożec?
– No, ale taki bez rogu!
Kurtyna

Czytaj dalej Jednorożec

Przesiadka raz jeszcze

Jako osobnik o sporych inklinacjach technologicznych, postanowiłem sprawdzić jak prowadzi się bloga na własnym serwerze (zamiast na serwerze współdzielonym) i w związku z tym wykupiłem niedawno, testowo na trzy miesiące, usługę VPS. Czytaj dalej Przesiadka raz jeszcze

Gorący punkt

Jak już niedawno pisałem swoją łamaną angielszczyzną, zamieniłem ostatnio siekierkę na kijek i zamiast się wozić po dzielni ze smartfonem, używam skromnie Nokii 6310i (starsi górale mogą jeszcze pamiętać takie zwierzę). Tym samym odciąłem się od szeroko pojętego internetu, co ma swoje zalety (więcej czasu), jednak ma też swoje wady (główną z nich jest – niespodzianka – brak internetu pod ręką). Czytaj dalej Gorący punkt