Wszystko w normie

Dziś, w ramach odsapki od cytatów z Pratchetta, króciutko o czystości i porządku.

Nasza najmłodsza latorośl (a właściwie nasz najmłodszy Latorośl) ma swój kojec, zwany w lokalnej rodzinnej grypserze Więzieniem, do którego wędruje nie za często i nie za chętnie – głównie wtedy, kiedy trzeba iść do kibelka, a nie ma komu Młodego przypilnować na tych parę chwil. Czytaj dalej Wszystko w normie

Making Money: cytat…

Tym razem tylko jeden cytat, za to całkiem, ale to całkiem zabawny:

‚We got a bit carried away,’ said Moist. ‚We were a bit too creative in our thinking. We encouraged mongooses to breed in the posting boxes to keep down the snakes…’ Czytaj dalej Making Money: cytat…

Wzór błędu

Miałem niedawno okazję odwiedzić nasz sympatyczny konsulat przy Eden Quay. Przy okazji stania w ogonku do okienka…

Nie wiem po cholerę stałem w tym ogonku, skoro pan z mikrofonem i tak wywoływał każdego po nazwisku, ale skoro wszyscy stali to nie chciałem być gorszy 😉 Czytaj dalej Wzór błędu

Koń trola jak ości

Dawno już minęły czasy, kiedy działy kontroli jakości produktów zajmowały się kontrolowaniem jakości produktów. Dzisiaj kontrola jakości polega na wyprodukowaniu takiego egemplarza, który zepsuje się jak najprędzej po upłynięciu okresu gwarancyjnego, ale w miarę możliwości nie tuż przed tym terminem, bo wtedy trzeba będzie wymienić egzemplarz na nowy (w ramach gwarancji), a to obniża zyski.

Tak więc żarówki świecą krótko, lodówki i pralki psują się jak w zegarku, a samochody po przejechaniu 150500 kilometrów zaczynają rzęzić. Czytaj dalej Koń trola jak ości

The Last Hero

Czytam sobie „The Last Hero” mojego ulubionego Pratchetta i ku swemu zdumieniu odkrywam coś, o czym mój dobry znajomy mówił mi kilka lat temu, a ja mu wtedy, głupi, nie wierzyłem: mianowicie to, że Pratchett w oryginale smakuje lepiej niż po tłumaczeniu na polski, i to nawet po tak genialnym tłumaczeniu jak to, co robi pan Piotr Cholewa, o którym już nie raz wspominałem, i pewnie jeszcze nie raz wspomnę, bo to mój blog i mogę sobie powtarzać te same informacje tak często jak będę miał ochotę, nikomu nic do tego.

A za rok na maturze z polskiego będzie trzeba zrobić rozbiór gramatyczny powyższego zdania 😉

Wracając jednak do meritum: przeczytałem dopiero może ze trzy czwarte powieści, a już mam bóle w przeponie. Zdarza mi się wręcz parskać śmiechem w porannym Luasie. Tej książki po prostu nie da się nie lubić!

Powieść ma dwa główne wątki, oraz mnóstwo wątków pobocznych, które zawsze wałęsają się wielkimi stadami w dziełach Wieszcza. Wątki główne to:

1. Cohen Barbarzyńca (czyli po naszemu Cohen The Barbarian, ewidentne nawiązanie do Conana Barbarzyńcy) i jego Srebrna Orda próbują dostać się na szczyt Cori Celesti, siedziby bogów, żeby oddać im to, co zostało im skradzione dawno temu. Czyli ogień. Dużo ognia, w postaci bardzo wybuchowej baryłki. Krótko mówiąc, Cohen chce rozpier… teges, rozwalić siedzibę bogów za to, że pozwolili mu się zestarzeć.

2. Magowie próbują przeszkodzić Cohenowi, wysyłając na Cori Celesti ekipę złożoną z Rincewinda, Marchewy i Leonarda z Quirmu (plus niespodzianki, uuk, uuk), a ponieważ muszą to zrobić szybko, jedynym sposobem jest lot kosmiczny wokół Dysku, dzięki czemu po nabraniu odpowiedniej prędkości mogą dotrzeć na Cori Celesti przed Cohenem i próbować go powstrzymać.

Obydwa wątki są prowadzone genialnie. Srebrna Horda to dziadkowie wszyscy dobrze już po osiemdziesiątce, którzy jednak dalecy są od tego, żeby umrzeć. Nawet głuchy Hamisz na swoim wózku inwalidzkim potrafi robić mieczem lepiej niż ktokolwiek inny, w związku z czym najeżona niebezpieczeństwami droga do siedziby bogów przypomina raczej swobodny spacerek przeplatany dialogami na temat właśnie co pozabijanych monstrów.

Z kolei statek kosmiczny zbudowany przez Leonarda ma napęd odrzutowy wykonany ze smoków, które w normalnych warunkach na ogół wybuchają przy lekkiej czkawce, tu jednak udało się tak dobrać im dietę, że zamiast eksplozji mamy kontrolowane burpnięcia i beknięcia (a także, o czym przekonujemy się kawałek później, o wiele bardziej wydajne pierdnięcia). Dzięki temu wyprawa, z przygodami, oblatuje Dysk od spodu, przy okazji dokonując szczegółowych obserwacji słoni i żółwia, na których cały ten świat się trzyma.

Jak zwykle jednak w serii o Dysku, nie fabuła jest tu najważniejsza, tylko gagi językowe. Czytanie książek Pratchetta kojarzy mi się trochę z pójściem na bardzo, bardzo długi kabareton, na którym nie ma przerw między gagami, nie ma zapowiadających, a wszystkie numery są z najwyższej półki i karetki nie nadążają z odwożeniem duszących się ze śmiechu widzów na OIOM.

Żeby nie być gołosłownym, poniżej zapodaję kilka cytatów. Jak ktoś nie zna angielskiego, niech sięgnie po tłumaczenie Cholewy (nie zawiedzie się, obiecuję).

OK, lecimy:

„The place where the story happened was a world on the back of four elephants perched on the shell of a giant turtle. That’s the advantage of space. It’s big enough to hold practically anything, and so, eventually, it does.
People think that it is strange to have a turtle ten thousand miles long and an elephant more than two thousand miles tall, which just shows that the human brain is ill-adapted for thinking and was probably originally designed for cooling the blood. It believes mere size is amazing.
There’s nothing amazing about size. Turtles are amazing, and elephants are quite astonishing. But the fact that there’s a big turtle is far less amazing than the fact that there is a turtle anywhere.”

O rysunkach Leonarda:

„This man was so absent-mindedly clever that he could paint pictures that didn’t just follow you around the room but went home with you and did the washing-up.”

Leonard dobiera sobie pomocników do budowy statku kosmicznego:

„Not craftsmen, my lord” he said. „I have no use for people who have learned the limits of the possible”

O umiejętnościach improwizacji Leonarda:

„Some people are confident because they are fools. Leonard had the look of someone who was confident because, so far, he’d never found reason not to be. He would step off a high building in the happy state of mind of someone who intended to deal with the problem of the ground when it presented itself.”

O efekcie motyla:

„The wizards were good at wind, weather being a matter not of force but of lepidoptery.”

Dialog Srebrnej Ordy o cywilizacji:

“It sucks all the life right out of you, civilisation.”
„It killed Old Vincent the Ripper,” said Boy Willie. „He choked to death on a concubine.”
There was no sound but the hiss of snow in the fire and a number of people thinking fast.
„I think you mean cucumber,” said the bard.
„That’s right, cucumber,” said Boy Willie. „I’ve never been good at them long words.”
„Very important difference in a salad situation.” said Cohen.

Dialog Srebrenej Ordy o bohaterze zdumiewająco podobnym do Prometeusza:

“It’s classical mythology, Cohen,” said the minstrel. „I thought everyone knew. He was chained to a rock for eternity and every day an eagle comes and pecks out his liver.”
„Is that true?”
„It’s mentioned in many of the classic texts.”
„I’m not much of a reader,” said Cohen. „Chained to a rock? For a first offence? He’s still there?”
„Eternity isn’t finished yet, Cohen.”
„He must’ve had a big liver!”
„It grows again every night, according to the legend,” said the minstrel.
„I wish my kidneys did,” said Cohen.”

Powyższe cytaty to zaledwie czubek góry lodowej. Naprawdę, bardzo, bardzo polecam „Ostatniego bohatera”. Najlepiej w wersji oryginalnej, ale jak ktoś się nie czuje z angielskim za mocno, tłumaczenie Cholewy też daje radę.

Tymczasem prawie północ, czas na sen.

Dobranoc.

 

Wtorkowy miszmasz

Zmarło się ostatnio Robinowi Williamsowi. Smutna sprawa, gdy umiera dobry człowiek. Tzn. wiadomo, każdego to czeka, bilet w jedną stronę i tak dalej, ale śmierć samobójcza jest zawsze bardziej przejmująca od naturalnej. Tym bardziej, gdy trafia się komuś postrzeganemu jako osoba pogodna i pełna optymizmu. Czytaj dalej Wtorkowy miszmasz

Szwedzki kucharz poleca: Pizza z Thermomixa

Dziś przepis na pizzę, bardzo nietypowy. Dlaczego? Zaraz się okaże.

Składniki:

  • Sześć dużych, czerwonych papryk
  • Jeden dobrze wyrośnięty por
  • Trzy do pięciu sporych marchewek
  • Sól i pieprz do smaku

Sposób przyrządzenia: Czytaj dalej Szwedzki kucharz poleca: Pizza z Thermomixa

Trzynaście prac Xpilesa

Jak już niektórzy moi znajomi wiedzą, a trzej regularni Czytelnicy tej namiastki bloga dowiedzą się za chwilę, niedawno przytrafiło mi się zmienić pracę, po raz kolejny.

Czy to jest dobra wiadomość?

Zależy jak na to patrzeć. Czytaj dalej Trzynaście prac Xpilesa

Na celowniku

Tytuł dzisiejszego wpisu jest trochę za bardzo dramatyczny. Miało chodzić o to, że znalazłem się ostatnimi czasy na celowniku spamerów, jednak prawda jest taka, że ze względu na maleńką oglądalność mojego bloga, spamerzy nie celują konkretnie we mnie; po prostu załapałem się na jakąś większą falę ataków. Czytaj dalej Na celowniku