Recenzja: Porwanie

„Porwanie” to kino akcji z 2011 roku. W zasadzie nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o fabułę – podobnych filmów widziałem już dziesiątki. Ale za to obsada całkiem sympatyczna. Mianowicie Taylor Lautner, znany dotychczas (przynajmniej mi) tylko z jednego filmu („Zmierzch” – nie jestem jakimś wielkim fanem tej wampirzo-wilkołaczej sagi, ale oglądałem) oraz Sigourney Weaver, która jeszcze do niedawna kojarzyła mi się wyłącznie z „Obcym”, ale potem odkryłem z przyjemnym zdumieniem, że jest więcej filmów, w których zagrała. Na przykład „Avatar”, „Paul”, „Osiem części prawdy” albo „Chappie” (grała też w wielu innych, ale akurat te mi zapadły w pamięci).

Czytaj dalej >>Recenzja: Porwanie

Postmodernistyczna szafa grająca z polskim akcentem

Jeżeli ktoś czytuje mojego bloga częściej niż raz, być może kojarzy odkrycie, jakiego dokonałem jakiś czas temu w ramach poszerzania swoich muzycznych horyzontów.

Dobra muza nie jest zła, czyli Pi-Dżej

Pełna nazwa zespołu brzmi „Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox”, ale dla uproszczenia sami nazywają siebie PMJ. Kapela specjalizuje się w przerabianiu współczesnych kawałków pop na modłę jazzową w stylu lat, pi x oko, dwudziestych zeszłego wieku.

Jakiś czas temu udało mi się upolować dwa bilety na koncert PMJ. Wczoraj po pracy wziąłem żonkę pod pachę i raźnym krokiem pomaszerowaliśmy do Vicar Street na widowisko.

Czytaj dalej >>Postmodernistyczna szafa grająca z polskim akcentem

Długi Mars jednak fajny!

Jeżeli  ktoś jeszcze pamięta moją nie-recenzję książki „Długi Mars”, kojrzy być może, że zdecydowałem się nie pisać recenzji, bo książki nie doczytałem do końca.

Tamto dotyczyło oryginału.

Ostatnio jednak dorwałem – dzięki Księgarni Renatka – wersję po polsku (tłumaczenie: Bóg i Mistrz bractwa tłumaczącego, Jego Wielebność PeWuC).

Czytaj dalej >>Długi Mars jednak fajny!

Szybkie restarty

Od czasu do czasu zdarza mi się, że muszę zrestartować serwer, na którym siedzi blog xpil.eu. Najczęściej wtedy, gdy pojawiają się ważne aktualizacje systemowe wymagające restartu. Na przykład nowa wersja jądra.

Tak też było niedawno (a konkretnie: dziś rano). Ubuntu wrzuciło nowe jądra do repozytoriów i trzeba było zrestartować serwer.

Z głupia frant postanowiłem tym razem zmierzyć czas trwania takiego restartu. Wyniki poniżej.

Czytaj dalej >>Szybkie restarty

Zmiana adresu blogu

UWAGA, UWAGA, UWAGA
Ważne ogłoszenie parafialne!

Od dnia dzisiejszego adres blogu uległ nieznacznej acz istotnej zmianie: usunąłem zeń fragment „/blog/”. Innymi słowy, od dziś blog działa pod adresem: xpil.eu (poprzednio: http://xpil.eu/blog/)

Wszystkie „stare” odnośniki powinny nadal działać poprawnie, więc jeżeli masz u siebie jakieś linki do moich starych artykułów, nie musisz ich zmieniać.

Nie ma również potrzeby regulowania czytników RSS – wszystkie ustawienia powinny działać „po staremu”.

Czytaj dalej >>Zmiana adresu blogu

Pchełki Python: liczby N-wskaźnikowe

Tym razem na najbardziej bezużytecznym w tej części galaktyki blogu zaprezentujemy jakże fascynujące zagadnienie liczb pierwszych wskaźnikowych.

Zapewniam, że ci z Czytelników, którzy dotychczas o owych tajemniczych liczbach nie słyszeli, zostaną za chwil parę Oświeceni.

Spłynie na Was łaska Wiedzy, dzięki czemu Wasze życia będą pełniejsze, samice Waszych jaków będą dawać więcej mleka, a sandały Wasze będą lepiej trzymać się Waszych stóp.

Czytaj dalej >>Pchełki Python: liczby N-wskaźnikowe

Kолба

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce…

A nie, wróć, to nie ta bajka.

W każdym razie jakiś czas temu, w całkiem bliskiej galaktyce zwanej przez autochtonów „Drogą Mleczną”, była sobie planeta, na której żyli byli rozmemłani, parujący toksycznymi oparami diwodorku tlenu robacy zwący siebie dumnie (i bez wyraźnej przyczyny) „homo sapiens”.

Mieszkali na kawałku skały obracającym się wokół małego, lekko żółtego słońca gdzieś w zakurzonym i pełnym pajęczyn zakątku swojej galaktyki.

Czytaj dalej >>Kолба

Słonik po chińsku

W Lemon Tree nie byliśmy już dość dawno. Jednakowoż ostatnio nadarzyła się okazja, odwiedziła nas znajoma, która chińskie żarcie może wtranżalać w dowolnych ilościach – zebraliśmy się więc jednego popołudnia i w zorganizowanym szyku udaliśmy się na z góry upatrzone pozycje. Czyli do Blessington.

O wypadach do knajp czyta się na ogół nudno. No bo w końcu o czym tu można pisać? O potrawach? O cenach? Opisywać wnętrze knajpy? Bez sensu.

Czytaj dalej >>Słonik po chińsku

Pchełki SQL: MERGE, optymalizacja haszem

Dziś pchełka dotycząca optymalizacji operatora MERGE.

Uwaga: jeżeli nie wiesz, jak działa MERGE, lub po prostu nie interesujesz się bazami danych, ten wpis raczej nie jest dla Ciebie. Istnieje szansa, że uśniesz w okolicach czwartego akapitu…

Mamy następujący scenariusz: ładujemy dane do hurtowni. W pierwszej kolejności ładowana jest warstwa STAGE a następnie warstwa EDW.

Czytaj dalej >>Pchełki SQL: MERGE, optymalizacja haszem

My tu gadu gadu, a chłop jabłka rwie

Co prawda nie chłop, tylko Futrak, nie rwie tylko zamieszcza, i nie jabłka, tylko komentarze, ale cała reszta się zgadza co do joty.

Nie dalej jak wczoraj wieczorem, szesnastego lutego, w urodziny Kim Dżonga, w litewskie Święto Niepodległości, w rocznicę przyłączenia Górnego Śląska do Polski, ujawnienia Raportu Macierewicza, ostatniego paryskiego koncertu Chopina,

Czytaj dalej >>My tu gadu gadu, a chłop jabłka rwie

Smakowity żart

Czas na niewinny żarcik matematyczno-gastronomiczny.

Zanim jednak przejdziemy do żarciku, mała powtórka ze stereometrii.

Objętość dowolnej bryły możemy wyznaczyć w ten sposób, że konstruujemy dużo malutkich sześcianów „wypełniających” tę bryłę, a następnie liczymy, ile tych sześcianów jest. Oczywiście wynik będzie przybliżony, bo niektóre z sześcianów mogą wystawać na zewnątrz naszej bryły, ale rozwiązujemy ten problem zamieniając nasze sześciany na mniejsze.

Czytaj dalej >>Smakowity żart

72, 18, 1, start!

Dziś rano wymyśliłem sobie grę. Może nie jest ona zbyt ambitna, ale nic nie szkodzi. Dzięki temu pasuje do tego bloga jak ulał.

Do gry wymagane są następujące rekwizyty:

  1. Samochód
  2. Kierowca
  3. Trasa

Jako trasę wybrałem sobie mój codzienny dojazd z domu do pracy. Gra polega na uzyskaniu jak największej ilości punktów, w następujący sposób:

Czytaj dalej >>72, 18, 1, start!

Magia Plagi

Dawno, dawno temu wspominałem o aplikacji mobilnej Plague. Platforma wymiany informacji w zupełnie nowym stylu. Nie ma grup, przyjaciół, lajków ani żadnych innych tego typu wynalazków. Tworzymy coś (tekst, muzykę, film, cokolwiek), wrzucamy do Plague i dzielimy się tym z najbliższym otoczeniem, które przesyła to dalej lub nie.

Aplikacja zaczęła zyskiwać na popularności do tego stopnia, że zostali poproszeni przez firmę produkującą grę o takiej samej nazwie o zmianę nazwy. Zmienili więc, najpierw na Plag* a potem na samo Plag bez gwiazdki.

Czytaj dalej >>Magia Plagi

На шее мелких четок ряд

Dawno, dawno temu miałem w życiu epizod fascynacji poezją rosyjską .

Nawiasem mówiąc język rosyjski zawsze do mnie przemawiał i do dziś uwielbiam jego lekkość i miękkość. Niestety, nieużywany od lat, schował się gdzieś w jakimś pełnym kurzu i pajęczyn zakątku tyłomózgowia, pozostawiając na wierzchu jedynie bierną jego znajomość. Próba rozmawiania po rosyjsku kończy się nieodmiennie jąkaniem i intensywnym machaniem ręcyma, ale czytanie i słuchanie – i rozumienie – idzie mi całkiem nieźle.

Czytaj dalej >>На шее мелких четок ряд

Rekurencja a reklama

Jak powszechnie wiadomo, Internet z założenia miał służyć do współdzielenia informacji. I – z grubsza – udało się. W tej chwili dzielę się z Tobą, Czytelniku, informacją, którą ktoś inny podzielił się ze mną wcześniej, dodając do niej zarazem własne przemyślenia. Czyli system faktycznie działa.

Ale jak to zwykle bywa z każdym nowym medium, jak tylko się owo medium upowszechni, natychmiast pojawiają się wokół niego sępy w postaci firm reklamowych. Skoro można się reklamować na słupach, radiu, w prasie, telewizji i Bill jeden wie gdzie jeszcze, można się też reklamować w Internecie. Prawda?

Czytaj dalej >>Rekurencja a reklama

Cztery dni grozy

Począwszy od dziś aż do jutra wieczór trwać będzie strajk lokalnych tramwajarzy. Powtórka za tydzień, również czwartek-piątek.

Dla niezorientowanych: dubliński LUAS przewozi każdego dnia mniej więcej półtora pierdyliarda pasażerów (dane z zeszłego roku). Brak komunikacji tramwajowej oznacza chaos na drogach, bo przecież ludzie dojechać muszą. W efekcie drogi są zakorkowane po szyję, a złapanie taksówki w godzinach porannego lub popołudniowego szczytu jest mniej prawdopodobne niż to, że ktoś podejdzie do mnie na ulicy, zakrzyknie „alleluja! będzie czosnek!”, a następnie przekaże mi trójwymiarowy model PKiN-u wykonany z galaretki pomarańczowej.

Czytaj dalej >>Cztery dni grozy