998

Jakiś czas temu przytrafiło mi się zobaczyć za oknem wóz straży pożarnej w pełnym rynsztunku, wjeżdżający na podwórko przed naszym blokiem na sygnale, ze strażakami wyskakującymi z niego prawie w biegu. Rozwinęli węże, oparli drabinę o okno budynku…

… I dostali gromkie oklaski od grupy uczniów jakiejś młodszej klasy pobliskiej szkoły, dla których to całe przedstawienie było zrobione. Okazuje się bowiem, że w Irlandii wiele szkół nawiązuje współpracę z różnymi jednostkami alarmowymi, żeby pokazać dzieciakom jak to wszystko wygląda na żywo, a nie tylko na kartach podręczników.

W ten sposób gówniarze mogą się oswoić z funkcjonariuszami Gardy, strażakami i karetkami pogotowia. Mi się taki pomysł podoba – sam marzyłem za młodu, żeby się przejechać wozem strażackim, albo chociaż zobaczyć z bliska, jak taki wóz działa. A tu – proszę bardzo…

Na koniec pokazu każde dziecko mogło sobie wejść do strażakowozu, popytać co do czego służy, zatrąbić klaksonem i Wogle. Wszystko pod opieką czujnych strażaków.

Jeżeli chodzi o moje doświadczenia z lokalną strażą pożarną, są one raczej marne (i dobrze!) – raz tylko przytrafiło mi się, że, jadąc M50 w stronę lotniska, w biały dzień, zauważyłem po prawej stronie drogi coś jakby eksplozję. W odległości, na moje oko, może ze 200 metrów od jezdni. Nic nie było słychać, tylko – całkiem znienacka – pojawił się na 2-3 sekundy wielki słup ognia, zastąpiony za moment chmurą dymu i kurzu. Ponieważ jechałem autostradą, zanim udało mi się zjechać na jakieś w miarę legalne pobocze, minęło z pół kilometra. Zadzwoniłem na 998 i próbowałem wytłumaczyć, co widziałem, ale nie bardzo umiałem określić, który to konkretnie jest odcinek M50, ani jakie obiekty są w pobliżu – skończyło się na tym, że mi podziękowali za telefon i się rozłączyli. Dalszego ciągu nie znam…

Interesująco (i raczej chaotycznie) wygląda kwestia płacenia za „usługi” strażaków. W zależności od tego, w jakim hrabstwie się pali, koszt wezwania straży pożarnej waha się od zera do prawie tysiąca euro – w dodatku sposób liczenia tej kwoty różni się od miasta do miasta. Na przykład niektóre hrabstwa kasują stawkę godzinną za każdego strażaka, inne mają stawki minutowe albo uzależnione od tego, jakie są wysokości pensji poszczególnych strażaków biorących udział w akcji. Czasem stawka jest stała (od wezwania), czasem zależna od rodzaju akcji i tak dalej.

Czasami dochodzi do dość absurdalnych sytuacji, kiedy np. kierowcy próbują ugasić duży pożar po wypadku drogowym za pomocą malutkich gaśnic samochodowych, żeby uniknąć wzywania strażaków i płacenia za ich usługi, plus ryzykowania podwyższenia opłaty za polisę ubezpieczeniową.

Dziwny świat.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "998"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Stefek
Gość

Swego czasu robilem zlecenie dla strazy pozarnej w Limerick. Przesiedzialem z nimi caly dzien w sali zgloszen (call center?) nie wiem jak ustrojstwo nazwac… W kazdym razie jakby M50 lecialo kolo Limerick, to bys zadzwonil do tego pokoju… Jakies 8 osob na zmianie albo 6 (moze 4 – pare lat minelo – nie pamietam dokladnie).

Anyway…

Siedze tam sobie i slysze zgloszenie – zatrzasnelam sie w samochodzie i nie mam jak wyjsc, pomocy…
Po jakiej godzinie nastepne identyczne zgloszenie.
Minelo troche kaw i nastepne…
Przy 4 spadlem pod biurko 🙂

Irlandia po polsku
Gość

Ciekawa jest sprawa z wezwaniem pogotowia, bo wtedy często zjawia sie straz pozarna (przynajmniej w Dublinie). Wielki czerwony potwor podjezdza do zasłabniecia na ulicy czy podobnego przypadku. A pozniej czesto i tak sami strazacy wzywają ambulans.

wpDiscuz