Daję ci Kosza

Mieczysław Kosz, którego twórczość odkryłem całkiem niedawno dzięki wpisowi na zaprzyjaźnionym blogu, był muzykiem wybitnym. Gdyby dziś żył, w przyszłym miesiącu skończyłby 66 lat. Zginął tragicznie przed czterdziestką wypadając z okna. Samobójstwo? Być może. Miał w życiu bardzo pod górkę, tracąc wzrok w wieku dwunastu lat i pozostając już do końca życia całkowicie uzależnionym od otaczających go ludzi, którzy niestety… No nie wiem, nie znam historii z bliska, ale gdyby był szczęśliwszy to może by nie zakończył życia tak młodo i dramatycznie. Podobno życie Kosza poza krótkimi chwilami na scenie było kwintesencją smutku i nieszczęścia. Na scenie natomiast… Kiedy siadał do klawiatury, wydarzała się Magia.

Mam w pracy znajomego, który na co dzień słucha głównie muzyki elektronicznej, ale jest otwarty na różne inne eksperymenty. Mówi, że nie lubi jazzu, ale że od czasu do czasu trafia na jazzowe perełki, które go zachwycają, chociaż teoretycznie nie powinny. Czyli całkiem podobnie jak u mnie. Podrzuciłem mu tego Kosza, zobaczymy jaki będzie efekt. Na razie kolega o Koszu milczy – nie wiem, z dobrego wychowania czy z zachwytu…

Ja sam utonąłem w Koszu po uszy.

Jeżeli lubisz fortepian i masz jakiekolwiek inklinacje w stronę free jazzu, prawdopodobnie nie uciekniesz od żadnej z raptem dwóch płyt, które Kosz wydał.

Tu link do Kosza na Spotify:

A dla Czytelników nie-spotifajowych link do “Summertime” na Turyrce:

Miłego słuchania!

Liczba słów w tym wpisie: 291

Sprawdź też

2022

Zagapiłem się.

Jak o właściwie jest z tym zdjęciem M87*

O czarnych dziurach, galaktykach i interferencji.

Zapisz się
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
5
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x