Daję ci Kosza

Mieczysław Kosz, którego twórczość odkryłem całkiem niedawno dzięki wpisowi na zaprzyjaźnionym blogu, był muzykiem wybitnym. Gdyby dziś żył, w przyszłym miesiącu skończyłby 66 lat. Zginął tragicznie przed czterdziestką wypadając z okna. Samobójstwo? Być może. Miał w życiu bardzo pod górkę, tracąc wzrok w wieku dwunastu lat i pozostając już do końca życia całkowicie uzależnionym od otaczających go ludzi, którzy niestety... No nie wiem, nie znam historii z bliska, ale gdyby był szczęśliwszy to może by nie zakończył życia tak młodo i dramatycznie. Podobno życie Kosza poza krótkimi chwilami na scenie było kwintesencją smutku i nieszczęścia. Na scenie natomiast... Kiedy siadał do klawiatury, wydarzała się Magia.

Mam w pracy znajomego, który na co dzień słucha głównie muzyki elektronicznej, ale jest otwarty na różne inne eksperymenty. Mówi, że nie lubi jazzu, ale że od czasu do czasu trafia na jazzowe perełki, które go zachwycają, chociaż teoretycznie nie powinny. Czyli całkiem podobnie jak u mnie. Podrzuciłem mu tego Kosza, zobaczymy jaki będzie efekt. Na razie kolega o Koszu milczy - nie wiem, z dobrego wychowania czy z zachwytu...

Ja sam utonąłem w Koszu po uszy.

Jeżeli lubisz fortepian i masz jakiekolwiek inklinacje w stronę free jazzu, prawdopodobnie nie uciekniesz od żadnej z raptem dwóch płyt, które Kosz wydał.

Tu link do Kosza na Spotify:

A dla Czytelników nie-spotifajowych link do "Summertime" na Turyrce:

Miłego słuchania!

5 komentarzy

      1. Dobrze, że poszło w świat! Cieszę się, że się spodobało. Polecam też płytę RGG, o której pisałam tutaj: https://5000lib.wordpress.com/2015/05/07/106-harmonia-spokoju-czyli-starght-story/ wspominam o tym, bo często zapomina się o płytach, bardzo szybko po ich wydaniu, a zdecydowanie nie warto. PGG.
        Ad vocem filmu, to zniechęciło mnie do oglądania zdanie, które wygłosił pod jego adresem, pan Tomasz Raczek (natknęłam się na nie wczoraj) ,i chociaż zwykle staram się w jakiś sposób wyrobić własne, na podstawie własnych doświadczeń, mając za sobą doświadczenie innego filmu, tego samego reżysera, nie mam ochoty na powtarzanie tego doświadczenia,nie tylko dlatego, że pan Tomasz Raczek potwierdza wszystkie moje obawy (schematyczne ujęcie postaci,uproszczenia i stereotypy niezachęcający do sięgnięcia po jazz Kosza) ale również dlatego, że twórczość i wątki biograficzne Mieczysława Kosza znam. W gwoli sprawiedliwości wspominany krytyk mówi o jednym plusie tegoż filmu, mianowicie przeobrażeniu Ogrodnika, ale żeby to zobaczyć poczekam na inny obraz, nie jest to argument, który by mnie przekonał, ale może Wasze zdanie będzie inne. :-).

  1. Dzięki za polecankę, wypróbowałem, ale mi nie podeszło. Od jazzu wymagam więcej energii. To teraz, skoro dałeś mi Kosza, pij czarną polewkę.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.