Gapa do potęgi

Przegapiłem, o zgrozo, ważną rocznicę!

Otóż równo sto lat i dwa dni temu Albercik od Einsteinów opublikował swoją Ogólną Teorię Względności! Od tamtej pory wiemy na przykład o dwóch rodzajach masy i energii: relatywistycznej i spoczynkowej (o czym wspominałem zresztą niedawno w komentarzach do tego wpisu), oraz o tym, że układ odniesienia spadający swobodnie w polu grawitacyjnym może być traktowany (z obliczeniowego punktu widzenia) identycznie jak układ pozostający w stanie spoczynku – i wiele innych rzeczy, o których nie będę pisał, bo ich nie rozumiem.

No ale ogólna teoria względności swoją szosą, a szczególna swoją. Skończyłem niedawno opowiadania z udziałem Ijona Tichego, lemowego podróżnika, które zostały dołączone do tego konkretnego wydania „Kongresu futurologicznego” Jedno z tych opowiadań, zatytułowane „Profesor Dońda”, eksploatuje rozszerzoną wersję szczególnej teorii względności, w której – oprócz masy i energii – mamy jeszcze trzecią, równoważną wielkość: informację. I tak, jak w przypadku zbytnio gęstego zgromadzenia większej ilości pierwiastka rozszczepialnego, w przypadku informacji jej nazbyt wielkie zagęszczenie ma prowadzić do „eksplozji” informacyjnej niszczącej cenne bity i zamieniające je w materię.

Tak też się właśnie stało w opowiadaniu „Profesor Dońda”. Samo opowiadanie jest – przynajmniej według mnie – słabe, czytałem je może z pięć razy w życiu (a więc niewiele, w porównaniu z resztą tekstów Wieszcza), ale sam pomysł wydaje się być interesujący.

Narrator (Tichy) pisze wszystko rylcem na glinianej tabliczce, bo nie ma już komputerów, giełd, linii lotniczych ani zyliona innych aspektów działaności Homo Sapiens związanych z komputerami – bo cała informacja zgromadzona w ziemskich komputerach uległa zamianie w maleńką cząstkę materii – właśnie ze względu na zbytnie jej zagęszczenie.

Opowieść o profesorze Dońdzie jest w sumie dość zabawna, chociaż perypetie tytułowej postaci od momentu narodzin aż do chwili przewidzenia efektu „kolapsu informacyjnego” są dość tragiczne i chwilami ciężko się przez to brnie.

„Profesora Dońdy” nie polecam „niedzielnym” czytelnikom, natomiast – oczywiście – jest to obowiązkowa pozycja każdego wytrawnego lemisty.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz