I wogle

Od niepamiętnych czasów próbowałem interesować się tematem Wogli. Powód dość banalny: wszyscy o nich na co dzień mówią, a nikt ich nie widział.

Czasami zamiast o Woglach, niektórzy wolą mówić o Wogulach – przypuszczam, że Wogul jest wersją żeńską, a Wogl (Wogiel?) – męską. Ewentualnie na odwrót.

Niemniej jednak z Woglami było w moim dotychczasowym życiu całkiem jak z sepulkami u Ijona Tichego: wszyscy o nich na Encji rozmawiali, ale nijak nie szło takiej sepulki zobaczyć ani nawet zdefiniować. Jak tylko człowiek próbował drążyć temat bardziej szczegółowo, kończyło się katastrofą, albo obrazą moralności. Albo jednym i drugim.

Tak więc sytuacja z Woglami wyglądała tak, że mimo najszczerszych wysiłków i chęci, nie było mi dane dowiedzieć się o nich niczego poza tym, że najczęściej występują z “i”:

– Robiłem dziś biceps, klatę, i Wogle.

– Jadłem dziś wspaniały obiad: schabowy, kapusta, ziemniaki, surówka i Wogle.

– A ten Łukasz to chyba szczęśliwy jest. Ma dobrą pracę, fajną rodzinę, dom, auto i Wogle.

Zauważyliście, że we wszystkich powyższych przykładach każdy jeden Wogiel ma z przodu “i”? Intrygujące, prawda?

Są, oczywiście, egzemplarze, które obywają się bez tego “i”, na przykład:

– A tak Wogle to gdzie mieszkasz?

– Wogle cię nie rozumiem

– Bo tak Wogle to ja nie piję, tylko dziś tak wyszło.

No właśnie. Dookoła dużo Wogli, ale się, skurczybyki, ukrywają.

Ale nie przede mną. Nie dalej jak kilka dni temu udało mi się przyłapać jednego Wogla na wolności, w stanie dzikim. I nawet pstryknąłem mu fotkę. Co prawda nazajutrz już go tam nie było, ale zdjęcie jest, więc mam dowód: widziałem Wogla!

No sami popatrzcie:

wogle


Zapisz się
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
8
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x