Wspomnień czar

Wspominki z dawnych lat

Indie VIII: Michael

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Trochę ostatnio zaniedbałem swoje indyjskie wspomnienia. Jakoś nie było okazji, chęci tudzież nastroju. Dziś jednakowoż wszystkie trzy znienacka się pojawiły, a więc kontynuuję.

Czytaj dalej »

Scena

W zasadzie nie znam uczucia tremy, a występy przed dużą publicznością sprawiają mi radość – nawet jeżeli coś czasem pójdzie nie tak jak trzeba.

Czytaj dalej »

Indie VII: Dzień święty święcić

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Któregoś dnia Manzu poinformował mnie, że nazajutrz będzie dzień święty święcić, i że jak chcę to mogę z nim iść, ale do świątyni nie wejdę bo tam wpuszczają tylko „swoich”. Niemniej jednak w czasie gdy on się będzie modlił, będę mógł …

Czytaj dalej »

Wędzidełko

Wędzidełko to kawałeczek skóry łączący górną wargę z dziąsłem. Łatwo wyczuwalne – wystarczy z zamkniętymi ustami przesunąć czubek języka do góry, poza przednie zęby.

Czytaj dalej »

Indie VI: Rozmaitości

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. A więc udało mi się dotrzeć szczęśliwie (transportem powietrzno-lądowo-wodnym) do hotelu, w którym miałem mieszkać przez kolejnych 10 dni. Domek na palach, z niedużym pomostem, z pięcioma malutkimi pokojami (jak się potem okazało, był jeszcze szósty, większy pokój dla Michaela, ale …

Czytaj dalej »

Entropia

Wszyscy pamiętamy z lekcji fizyki („he, he, kto pamięta ten pamięta” zaśmieje się w duchu Czytelnik, ale ja tam w duchy nie wierzę) definicję entropii. Entropia to nic innego jak miara nieuporządkowania układu. Na ten przykład, entropia w pokoju mojej córki rośnie w tempie zastraszającym natychmiast jak tylko wracamy do …

Czytaj dalej »

Indie V: Delhi => Śrinagar

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Tak więc, przenocowawszy w domu rodzinnym mojego indyjskiego gospodarza, następnego dnia rano zostałem przez niego zawieziony na lotnisko (lokalne, nie międzynarodowe) w Delhi i – z biletem w ręku – czekałem na samolot do Śrinagar. Nie pamiętam tu żadnych szczegółów, musiałem …

Czytaj dalej »

Indie IV: Wreszcie się wysypiam

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Na czym to ja ostatnio skończyłem… aha, już pamiętam. Ugadałem się z właścicielem „agencji turystycznej” na 10-dniowe wakacje w Śrinagar. Zapłaciłem żelazkiem po czym zapytałem go gdzie mogę w miarę niedrogo i w miarę bezpiecznie przenocować. Zaoferował mi gościnę u siebie …

Czytaj dalej »

Czołgiem

Uczelnie wojskowe mają to do siebie, że oprócz edukacji technicznej dają również w kość od strony ogólnowojskowej. Nie oszukujmy się jednak, owa „wojskowość” jest tam na poziomie dużo bardziej cywilizowanym niż w służbie zasadniczej. Która, nawiasem mówiąc, jest już chyba reliktem przeszłości. Nie jestem pewien, ale doszły mnie kiedyś echa, …

Czytaj dalej »

Uczta się, uczta

Umiałem czytać w wieku lat czterech. W drugiej klasie podstawówki czytałem już płynniej niż większość ośmioklasistów. Moim ulubionym trickiem było dosiadanie się na świetlicy do jakiegoś dużo starszego kolegi próbującego czytać gazetę i czytanie mu na głos artykułu widzianego do góry nogami.

Czytaj dalej »

Indie III: Nieoczekiwana zmiana kursu

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Dziś kontynuuję odgrzebywanie wspomnień z mojej niegdysiejszej wycieczki do Indii. Ostatnim razem opisałem jak to udało mi się dotrzeć do hotelu i zasnąć, po nieprzespanym nocnym locie z Moskwy i po krótkiej wycieczce taksówką po Delhi. Dziś ciąg dalszy.

Czytaj dalej »

ONB

Olsztyńskie Noce Bluesowe to impreza, na którą swego czasu jeździłem regularnie co roku. Nie jestem pewien czy jeszcze jest organizowany, jeżeli jednak będę się kiedyś wybierał do Kaczystanu, spróbuję zgrać się w czasie z ONB.

Czytaj dalej »

Gra muzyka!

O ile na gitarze gram w miarę znośnie (ale bez przesady, Satriani może spać spokojnie, chleba mu nie odbiorę swoim brzdąkaniem), o tyle na fortepianie gram beznadziejnie. Głównie z podowu braku fortepianu (a co za tym idzie, regularnych ćwiczeń).

Czytaj dalej »

Pykniemy bilkę?

Za (dawnych!) czasów kawalerskich przydarzyło mi się zarazić od kolegi pasją grania w snookera i wszelakie bilardy. Trochę w dziewiątkę, ale głównie w ósemkę (najrozmaitsze odmiany).

Czytaj dalej »

Indie II: Przygód ciąg dalszy

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Jeżeli ktoś czytał niedawno o tym, jak to kiedyś udało mi się dotrzeć do Indii, pamięta zapewne, że skończyłem na tym, jak to znalazłem się wreszcie na lotnisku w Delhi, niewyspany, zmęczony, nie do końca trzeźwy i okradziony z paru drobiazgów. …

Czytaj dalej »

Tona węgla

Mając lat pięć mieszkałem wraz z dziadkami na zadupiu. Dlaczego z dziadkami? A, różne były moje dzieje rodzinne, obfitowały w wiele nieoczekiwanych zwrotów, z których – jako kurdupel – zupełnie nie zdawałem sobie sprawy. Ale mniejsza. Zadupie to była kilkusetosobowa wioseczka na północy Polski. A nasza chałupa stała dodatkowo na …

Czytaj dalej »

Indie I: Zapachy stolicy

Ten wpis jest częścią serii „Moja wyprawa do Indii”. Przydarzyło mi się raz w życiu odbyć wycieczkę w naprawdę dalekie strony. Nie mówię od razu o gwiazdozbiorze Nebula ani nawet o przylądku Horn. Ale byłem w Indiach i chcę dziś powspominać tamten wypad. Dlaczego Indie? Dzięki terrorystom. Ale zacznijmy od …

Czytaj dalej »

Jak stracić na Fordzie

W domu rodzinnym zawsze był jakiś środek transportu. Albo motorynka, albo samochód, albo chociaż rower 😉 Swoje pierwsze prawdziwie własne cztery kółka (a więc: kupione za własne pieniądze) udało mi się dorwać dopiero w wieku 30 lat. Przymierzałem się do kupienia auta już wcześniej, ale pomny przestróg różnych mądrych podpowiadaczy, …

Czytaj dalej »

Szóstka

Moją ulubioną liczbą jest sześć. Na samym początku mojej pasji numerycznej (nie mylić z numerologiczną) założyłem sobie, że moją ulubioną liczbą będzie trzy. Rok później stwierdziłem, że jednak cztery. Potem było pięć. W okolicach 3. klasy podstawówki dobiłem do sześciu i tak mi zostało do dziś. Nie potrafię powiedzieć dlaczego …

Czytaj dalej »

Doceń żula

Opiszę dziś przezabawną przygodę, która przytrafiła mi się we wczesnych latach studenckich, i która nieco zmieniła mój pogląd na kwestię tzw. „żuli dworcowych”.

Czytaj dalej »

Biur(w)okracja

Napisałem niedawno kilka cierpkich słów pod adresem polskiej biurokracji. Dziś napiszę o tym, jak założyłem w Polsce własną firmę i jakie były tego efekty.

Czytaj dalej »

Ringo

Nie jestem wielkim fanem sportów ruchomych. Zwłaszcza od czasu jak ugrzązłem w wielkomiejskim środowisku korporacyjnym, moja aktywność ruchowa spadła w okolice niebezpiecznego zera. (Tak, tak, uśmiechaj się. Ja też się uśmiecham jak widzę słowa „Dublin”, „wielki” i „miasto” obok siebie)

Czytaj dalej »

Trrru-tu-tu-tu!

Grałem w życiu na kilku instrumentach. Na żadnym nie nauczyłem się grać „profesjonalnie”. Innymi słowy, jedyny sposób w jaki mógłbym dzisiaj dorabiać muzyką to „rzuć piątaka to przestanę na chwilę” – ale akurat nie wierzę, żeby to mogło zadziałać (a jeżeli nawet, to z zebranych piątaków nie pokryłbym nawet połowy …

Czytaj dalej »

Pierwsze piwo

Moje pierwsze piwo (a także, de facto, mój pierwszy w życiu alkohol) wypiłem na drugim roku studiów. Było obrzydliwie niesmaczne i zastanawiałem się jak ludzie mogą to świństwo pić.

Czytaj dalej »