Jak żółw, ociężale

Jako gówniarz mieszkałem niedaleko torów kolejowych i czasem zdarzało się, że w ramach zabawy kładłem na nich małe monety. Po przejechaniu przez pociąg taka moneta zamienia się w aluminiowy placek, dla którego pomysłowy dziesięciolatek potrafi znaleźć mnóstwo różnych zastosowań. Albo szło się z kolegami, kładło na torach kilka małych kamyków i jak pociąg nadjeżdżał, chowało w ostatniej chwili krzakach, żeby nie oberwać odłamkami. Taka łagodna wersja rosyjskiej ruletki dla młodzieży. Chociaż niektórzy twierdzą, że ma to coś wspólnego z nominacją do Nagrody Darwina….

Tak czy siak, trzydzieści lat później dowiedziałem się – w sumie całkiem przypadkiem – mnóstwa interesujących faktów na temat budowy i obsługi kół w zestawach kolejowych. I mi się zrobiło trochę głupio na wspomnienie tamtych zabaw na torach.

Koła w wagonie składu kolejowego są na ogół połączone w zestawy po cztery. Dwie osie, po dwa koła na oś, całość wkomponowana w jeden czterokołowy zestaw zamontowany do wagonu od spodu.

Taki jeden zestaw kosztuje małą fortunę i jest w zasadzie najważniejszym elementem wagonu – można jechać bez dachu, siedzeń, okien czy biletów, ale bez kół się nie pojedzie, choćby się człowiek sfajdał.

Koła wraz z osią stanowią jedną nierozłączną całość – jest to albo jednolita bryła metalu, albo wynik łączenia pod bardzo dużym naciskiem. Tak czy siak, w czasie normalnej eksploatacji kół się od osi nie odłącza.

Koła ulegają zużyciu. Stopień oraz rodzaj zużycia kół zależą od kilku czynników, głównie od rodzaju podłoża (szyn) oraz zdarzeń losowych, które sprawiają, że na szynach nagle pojawiają się kamyki, drobne monety ewentualnie samobójcy (ci ostatni są raczej miękcy i nie uszkadzają kół, ale – na ogół – ich obecność wiąże się z awaryjnym hamowaniem, które ma wpływ na zużycie kół).

Dwa główne rodzaje zużycia kół to 1) zmniejszanie się ich średnicy, wynikające z „normalnej” jazdy – w końcu metal też człowiek i też się zużywa – oraz 2) mikrouszkodzenia wynikające z najeżdżania kołem na rozmaite wyżej wymienione drobne przedmioty pozostawione na torach przez Matkę Naturę lub przez jej najdoskonalszy projekt, zwany wedle ogólnogalaktycznej nomenklatury Monstroteratum Furiosum (Ohydek Szalej), a lokalnie Homo Sapiens (co do tego drugiego członu mam zawsze wątpliwości).

Często bywa tak, że jakiś skład jeździ po stałej trasie, która ma więcej zakrętów w jedną stronę niż w drugą, w związku z czym koła jadące po zewnętrznym łuku pokonują odrobinę więcej odległości, niż te, które jadą po łuku wewnętrznym i się przez to bardziej zużywają.

I tak dalej, i tym podobne. Efekt jest taki, że po przejechaniu około ćwierci miliona kilometrów koła trzeba wymienić na nowe. Ale w międzyczasie, aby zaoszczędzić na owych wymianach, o koła się dba. Każdy wagon wjeżdża raz na jakiś czas na specjalny diagnostyczny odcinek torów, gdzie zamontowane są wyspecjalizowane kamery wraz z oprogramowaniem do analizy obrazu. Dla każdego koła dostajemy na wyjściu informację o tym, ile wynosi jego średnica, czy są (ile i jak duże) mikrouszkodzenia, a nawet czy koło jest odpowiednio „okrągłe” (może się czasem zdarzyć, że koło zużywa się bardziej w jeden poprzek, a mniej w inny, i zamiast koła mamy coś w rodzaju elipsy – różnice są oczywiście znikome i niewidzialne gołym okiem, ale jednak są).

Po opuszczeniu takiej stacji diagnostycznej mamy pełny obraz stanu każdego z kół i możemy podjąć decyzję, czy koło  może dalej jeździć, czy trzeba je przetoczyć (gra słów zamierzona). Koła przetacza się na specjalnych tokarkach, które mogą skorygować drobne uszkodzenia lub mimośród. Mogą zniwelować różnicę w średnicy między jednym a drugim kołem w ramach tej samej osi. I tak dalej.

Taka tokarka to inwestycja już sześcio- a nawet siedmiocyfrowa, więc trzeba jej używać z głową. W szczególności planować, aby nie miała zbyt długich przestojów. A jeżeli biznes idzie naprawdę dobrze i ilość składów rośnie, czasem trzeba dokupić takich tokarek, żeby się „wyrabiały”. To wszystko są ogromne pieniądze i warto walczyć o oszczędności rzędu dziesiątych procenta.

Prędkość zużywania się kół (przy normalnej eksploatacji) nie jest liniowa – koła najszybciej zużywają sie na początku, kiedy ich średnica jest największa (wynika to z faktu, że wówczas powierzchnia styku koła z szyną jest również największa), a potem już coraz wolniej.

Po zebraniu mnóstwa informacji da się przewidzieć – przynajmniej z grubsza – kiedy które zestawy kół powinny trafić na tokarkę, a kiedy trzeba je wymienić na nowe. Można dzięki temu zoptymalizować zarówno zamówienia nowych zestawów kół jak też wykorzystanie tokarek.

Fascynujące, nieprawdaż?

Hm.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Jak żółw, ociężale"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Motylek
Gość

Swietny tekst do przeczytania w pierwszy poranek w pracy po czterodniowym łikendzie. Tylko te rozmazane literki nie na moje oczy – przestraszyłam się nawet, ze wzrok tracę, potem pomyślałam, ze chyba jeszcze jednej kawy mi trzeba na rozruch, a dopiero potem szara komórka się przebudziła i powiadomiła, ze z oczkami wszystko ok.

Jaro
Gość

nie chciałem jakoś tam specjalnie narzekać, ale te rozmazane literki są wkurzające.

wpDiscuz