Makaronowe małżeństwa

Gwoli wstępu uprzedzam, że niniejszy wpis jest trochę niepoprawny politycznie. Osoby o IQ poniżej temperatury pokojowej proszone są o przełączenie kanału. Osoby hołdujące różnym Niewidzialnym Człowiekom mogą – ale na szczęście nie muszą – poczuć się {nieco | bardzo | trochę | odrobinę | mocno | lub czasopisma} (zbędne skreślić) urażone.

Rzadko zdarza mi się komentować wydarzenia z niwy religijnej, albowiem – jak często podkreślam – jestem osobnikiem areligijnym. Czyli mam głęboko gdzieś …

nie będę mówił, gdzie konkretnie, bo nie lubię używać słów typu „dupa” na bądź co bądź publicznym blogu

… poglądy innych ludzi na kwestie eschatologiczne, na to, co o ich stroju czy sposobie odżywiania się myśli ich Niewidzialny Przyjaciel, czy pozwala im w niedzielę na jedzenie lub picie tego czy tamtego, na dłubanie prawą ręką w lewej dziurce od górnego, przedniego nosa, albo w jakim wieku były ich latorośle, kiedy przechodziły rytualne Chlapanie Wodą. I tak dalej. Uważam, za Douglasem Adamsem, że świat mógłby być o wiele lepszym miejscem, gdyby wiodące poglądy większości ludzkości nie opierały się na przekonaniu, że trzeba kogoś przybić za ręce i nogi do dwóch kawałków drewna, żeby wszystkim było lepiej. Ani nie chce mi się jakoś wierzyć, że jegomość, który może człowieka wtrącić do piekielnych czeluści na całą wieczność tylko za to, że ten raz i drugi sobie pomyślał o żonie sąsiada – no chyba, że zaraz potem pójdzie do takiej specjalnej budki i opowie o wszystkim koleżce w czarnej kiecce – no więc, że ów jegomość nas kocha i robi to wszystko dla naszego dobra. Może jestem po prostu tępy, ale nijak mi to nie leży w kontekście.

Jednak przeczytany niedawno artykuł o nowelizacji przepisów dotyczących zawierania małżeństw w Nowej Zelandii wywołał na mym zdegenerowanym licu takiego banana, że postanowiłem udzielić sobie dyspensy i zarzucić temat publicznie.

Okazuje się bowiem, że od mniej więcej półtora tygodnia KLPS może zatwierdzać w Nowej Zelandii małżeństwa. W większości krajów biznes ten został zmonopolo… zmolinipo… zmonololo… zlomopono… szlag; został przejęty przez jedną, wiodącą odnogę bajkopisarską, a tymczasem w Kraju Kwitnącego Kiwi (czyli po naszemu KKK) można iść do kapłana KLPS i wziąć przed jego makaronowym obliczem ślub. Normalny, legalny ślub.

Albowiem Nowa Zelandia dopuszcza do tego biznesu nie tylko jakąś jedną, konkretną religię, ale dowolną „organizację rozpowszechniającą wierzenia religijne, przekonania filozoficzne oraz humanitarne”. Ślub można tam wziąć u joginów, druidów czy nawet scjentologów.

Fajnie.

Z moją Żonką mamy „tylko” ślub cywilny. Na kościelny (ani prawo- ani lewosławny) raczej nie mamy zbyt wielkich szans. Głównie ze względu na mój opór materii objawiający się znaczną niesubordynacją w pobliżu ww. gości w czarnych kieckach. Z drugiej jednak strony, jeżeli miałbym możliwość wzięcia ślubu kościelnego w Nowej Zelandii, z durszlakiem na głowie…

Hmmm, kusząca myśl.

A tutaj link dla niedowiarków: http://www.stuff.co.nz/life-style/weddings/75107725/church-of-flying-spaghetti-monster-approved-to-perform-marriages

 

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Makaronowe małżeństwa"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Motylek
Gość

Jak się pospieszycie to będziecie pierwszą parą! Może nawet załapiecie się na njusa w tiwi!

Jaro
Gość

Wesołych Świąt!

wpDiscuz