EDW #10: Data Marts

Dotychczas omówiliśmy sobie pięć z siedmiu warstw logicznych hurtowni danych. Dziś czas na warstwę szóstą: Data Marts (w skrócie: DMARTS albo DM).

Jest to ostatnia warstwa hurtowni, nad którą mamy pełną kontrolę. Dane w warstwie DMARTS pochodzą bezpośrednio z EDW, a więc z punktu widzenia jakości danych jest to warstwa równie solidna, jak bezpośrednio ją poprzedzająca EDW. Czytaj dalej EDW #10: Data Marts

UTF != UTF

I have recently faced a very annoying issue with one of the ETL processes. Very annoying issues are often easily resolvable in simple ways[citation needed] and thankfully this was one of them. However, before I managed to solve it, I wasted a whole bunch of otherwise perfectly usable minutes which is something I always loathe.

By writing this entry I am hoping to save you from wasting those precious minutes yourself. Czytaj dalej UTF != UTF

ETL – rozważania luźne

Jako że od wielu lat „siedzę” w branży Business Intelligence, mam po drodze do czynienia z najprzeróżniejszymi, czasem dość ciekawymi zagadnieniami, składającymi się na ową tajemniczą „Inteligencję”.

Dziś opiszę – proszę się nie obawiać, tylko po łebkach i ogólnikowo – co udało mi się niedawno zaobserwować przy okazji ładowania dużych ilości danych XML do hurtowni. Czytaj dalej ETL – rozważania luźne

Marsz!

Jak można przeczytać w Wikipedii, gość urodził się w lutym 1809 roku w Hamburgu, a zmarł zaledwie 38 lat później, w listopadzie 1847 roku, w Lipsku. A w międzyczasie zrobił coś, co pozwoliło mi prawie półtora wieku później zarobić pierwsze w życiu pieniądze (takie od obcych ludzi, bo kieszonkowe się nie liczy jako zarabianie…) Czytaj dalej Marsz!

Hau, hau, hau, hau!

Jak już kiedyś pisałem, za młodu przytrafiło mi się kilka razy odwiedzić festiwal Olsztyńskie Noce Bluesowe, gdzie – na ogół – nocowałem w hotelu „Wysoka Brama” (bardzo fajne miejsce – w zasadzie jedyny hotel w pobliżu amfiteatru, na który było mnie wtedy stać). Festiwal ów trwał przeważnie trzy dni. W ciągu dnia człowiek się włóczył po mieście, a pod wieczór szedł do amfiteatru, gdzie słuchał najrozmaitszych bluesowych kapel z całego świata, a jak chęć naszła to i potańczył i popodrygiwał na deskach, drąc się przy okazji w niebogłosy z resztą tłumu. Czytaj dalej Hau, hau, hau, hau!

Program obowiązkowy: 4 lata później

Jakiś czas temu (dość dawno), pisałem o tym, jakie programy uważam za absolutnie niezbędne na swoim prywatnym komputerze.

Przez cztery lata trochę mi się zmienił pogląd na sprawę, dlatego dziś odświeżam temat.

No to lecimy: Czytaj dalej Program obowiązkowy: 4 lata później

Kombinator

Raz na jakiś czas powtarzam, że mój blog powinien trafić na listę leków dotowanych przez NFOZ, ponieważ fantastycznie leczy bezsenność. Oczywiście nie dorastam do pięt profesjonalistom – hipnotyzerom, którzy potrafią uśpić najbardziej zatwardziałego pacjenta za pomocą zaledwie pięcio-dziesięciominutowego seansu telewizyjnego (prym wiodą obrady Sejmu o planowanych podatkach na rozrzutniki gnoju, normalizacja gęstości skrętu sznurka do snopowiązałki, ewentualnie limity dotacji na opiekę nad tucznikami), niemniej jednak jakieś tam efekty uzyskuję.

Ale to wszystko tak bardziej dla jaj. Czytaj dalej Kombinator