Wtorkowy miszmasz

Zmarło się ostatnio Robinowi Williamsowi. Smutna sprawa, gdy umiera dobry człowiek. Tzn. wiadomo, każdego to czeka, bilet w jedną stronę i tak dalej, ale śmierć samobójcza jest zawsze bardziej przejmująca od naturalnej. Tym bardziej, gdy trafia się komuś postrzeganemu jako osoba pogodna i pełna optymizmu.

Tak sobie dzisiaj pomyślałem, że dziwnie jest ten świat ułożony. Jak człowiek umiera, nie mówi się o nim źle, choćby był najgorszym hultajem (pomijam przypadki ekstremalne). Ale dopóki ktoś żyje, o ile tylko ten ktoś jest postacią w miarę znaną, media za wszelką cenę starają się mu dokopać. Jednym mniej dotkliwie, innym bardziej, ale zawsze. Nie czytam w porannej prasie, że dwa miliony mieszkańców Dublina będzie dziś wiodło względnie szczęśliwy żywot przez większość dnia, ani że Ms O’Hare ugości swoją córkę schabowym i pierogami w najbliższy piątek, tylko o tym, że ktoś kogoś zabił, a przedtem jeszcze pastwił się, albo na odwrót. Albo, że Ms Jones zakrztusiła się sosem pomidorowym.

Tzn. czytałbym, gdybym czytywał poranną prasę zamiast książek na Kindelku. Czasami po prostu rzuci mi się w oczy jakiś tytuł z Metro / Heralda porzuconego na siedzeniu. Albo wciskanemu mi w twarz w popołudniowym szczycie komunikacyjnym.

Po prostu próbuję dziś powiedzieć, że jest mi trochę smutno z faktu, że złe wieści sprzedają się lepiej niż dobre wieści. A to, co się lepiej sprzedaje, siłą rzeczy wypiera wszystko inne.

A więc, żeby nie było, że tylko marudzę, dobra wieść: mój kurduplasty synalek opanował dzisiaj – po raz pierwszy w życiu – sztukę stania na dwóch nogach. Ma się rozumieć przy lekkim wsparciu okolicznych mebli, ale jednak. Z siadu przechodzi w klęczki, jedna nóżka, druga nóżka, wyprostować kolanka – i stoję, ha! I banan na gębie taki, że wykarmiłby stado bibliotekarzy.

Z innych dobrych wiadomości: kończę pomalutku „Soul Music”, lada dzień proszę się spodziewać recenzji. Będzie dużo gwiazdek, a jak mi nie zabraknie rozpędu, również cytatów. Jest Śmierć w roli legionisty, jest Muzyka Ze Skałami („Music with Rocks”), jest mnóstwo przezabawnych dialogów (jak zwykle u Mistrza). Zdarza mi się parskać śmiechem przy lekturze 😉

A na zakończenie dialog, który przydarzył mi się niedawno w ramach próby sprzedania mojego srajfona (jak niektórzy być może pamiętają, jestem od niedawna nieszczęśliwym posiadaczem srajfona, i szukam jelenia, który za drobną opłatą zdejmie ze mnie to brzemię). Dialog szedł, mniej więcej, tak:

– Jaki to telefon? Tzn. jaki kolor, simlock i cena?
– To jest iPhone 5S, czarny, stan idealny, simlock Vodafone IE. Do tego oryginalne pudełko, chyba nawet z paragonem, ładowarka, kabelek. Słuchawki oddałem córce, więc jest bez słuchawek. Ale za to z pancerną obudową, którą dorzucam gratis. Cena w okolicach €400, do niedużych negocjacji.
– OK pomyślę i dam znać, tylko muszę się najpierw mojego starego pozbyć.
– A tu akurat polecam wannę z kwasem, to stary, sprawdzony sposób…

Próbowałem się potem tłumaczyć, że to nie ja tylko moje specyficzne poczucie humoru i niewyparzona gęba. Zobaczymy.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz