Pokopane to wszystko

Od kilku dni media są owładnięte – nie po raz pierwszy zresztą – przez demony kopania kulki. Dwudziestu dwóch chłopa ugania się za naszpikowaną elektroniką kulką, trzech innych ich pilnuje, a miliony to wszystko oglądają zza szklanych okienek.

Ponieważ nigdy nie byłem wielkim fanem kopanego sportu, ani jako uczestnik (dzięki czemu na meczach w szkole na ogół lądowałem na bramce), ani jako [tele]widz, nie orientuję się kompletnie w kalendarzu Ważnych Zawodów Piłkarskich i tak dalej.

Dosłownie chwilę przedtem, zanim się dowiedziałem, że Polacy mają grać z Irlandczykami (ale tymi z Północnej), siedziałem sobie na blogu Tramwajowego, czytając o perypetiach pracowników LUAS-a, o strajku (podobno już zakończonym) i tak dalej. I przyuważyłem, że Tramwajowy zmienił wystrój swej strony wu-wu-wu na taki jakby trochę bardziejszy. Tylko tło do dupy, zlewa się z literkami co sprawia, że czytelność kuleje.

Zagadałem doń w tej sprawie i jakoś tak od słowa do słowa wyszło, że żadne z nas nie ma jakichś poważniejszych planów na najbliższą niedzielę, więc właściwie czemu by się nie spiknąć rodzinnie przy kawce i herbatce.

“Tylko” – dał mi do zrozumienia Tramwajowy – “wiesz, o siedemnastej nasi grają z Irlandią, będzie strefa kibica na chacie”.

Skompilowałem tę informację, wyszło mi na to, że chyba jakieś konkursy teraz są związane z kopaniem kulki i dla pewności zapytałem:

“A w co grają?”

Tramwajowy uprzejmie udał, że się krztusi bułką, po czym objaśnił, że chodzi o piłkę. Nie do metalu jednakowoż, tylko taką właśnie kopaną.

W ten oto sposób udało nam się w ostatnią niedzielę, kilka minut przed piątą, wbić Tramwajowemu na kwadrat, gdzie w doborowym towarzystwie najpierw obejrzeliśmy, jak nasi rozgromili Irlandczyków (północnych), potem jeszcze pierdylion powtórek najważniejszych kawałków (okazuje się, że chodzi głównie ten moment, kiedy kulka turla się do tego takiego białego prostokąta), a potem siedzieliśmy i gadaliśmy o pierdółkach, wtranżalając w międzyczasie makowca. Herbatę Tramwajowy ma smaczną, dzieciaki uganiały się po podwórku, żony plotkowały w kuchni na zapiecku, a myśmy dla odmiany trajkotali w salonie, od czasu do czasu zmieniając składy osobowe dla urozmaicenia dyskusji. A potem się nagle zrobiło Bardzo Późno, Młody zaczął lewitować i trzeba było się zbierać do dom.

Summa summarum końcówkę ostatniego weekendu oceniam na pięć z plusem.

W skali pięciozplusowostopniowej.


Zapisz się
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
4
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x