SSL, TLS, HTTPS – sukces

Po wczorajszej przekładce adresu bloga (z HTTP na HTTPS) wszystko niby działało, ale dwóch Czytelników zwróciło mi uwagę (dzięki!), że jednak nie do końca. Zamiast zielonej kłódeczki w pasku adresu było widać kłódeczkę szarą z wykrzyknikiem w żółtym trójkącie.

Przeorałem więc jeszcze raz wszystkie pliki konfiguracyjne, certyfikaty, klucze… Wszystko poprawnie, według instrukcji, powinno działać aż miło. Tymczasem jednak – wykrzyknik.

Wczytałem się jeszcze raz w komunikat błędu pod tym wykrzyknikiem, a tam napisane jak wół, że NIEKTÓRE elementy strony (na przykład OBRAZKI) są serwowane bez zabezpieczeń.

Z głupia frant klikłem prawym myszem w losowo wybrany obrazek i wybrałem opcję „Image info”. I wyskoczyło okienko z mnóstwem szczegółowych informacji o wszystkich obrazkach aktualnie wyświetlanych na stronie. Adresy wszystkich zaczynały się od https.

Wszystkich?

Nie! Jedna, jedyna osada, zamieszkała przez nieugiętych Galów… A nie, wróć, to nie ta bajka.

Jeden, jedyny obrazek, okazało się, był serwowany przez http zamiast https. Ten taki kolorowy bocianek po lewej stronie menu głównego.

Rozwiązaniem problemu okazała się zmiana ścieżki do logo z http na https, w konfiguracji menu.

Co prawda mam wtyczkę, która przerabia „w locie” wszystkie odwołania http na https, ale najwyraźniej logo w menu aktywuje się na samym końcu i „jakoś” przelatuje przez sitko tej wtyczki. Na szczęście po ręcznym ustawieniu ścieżki do logo na https wszystko wróciło do jakiej-takiej normy. Kłódeczka jest zielona, wykrzyknik zniknął, a zły Cezar wrócił do Rzymu na tarczy, pobity sromotnie przez dzielnych Galów.

A po co to wszystko?

Na razie głównie dla treningu oraz poszerzania własnej wiedzy. Google już od jakiegoś czasu odgraża się, że wkrótce zacznie „karać” strony nie używające SSL, umieszczając je niżej w wynikach wyszukiwania (ale jeszcze tego nie robi – przynajmniej nie oficjalnie). Ponadto gdybym chciał kiedyś (nie daj Billu) wprowadzić jakieś płatności na stronie…

Dalibóg nie mam pojęcia, co mógłbym sprzedawać. Może leczenie bezsenności? A może jakaś akcja typu „zapłać piątaka, to przestanę blogować na tydzień”? No nie wiem, naprawdę.

… na stronie, powiadam, bez certyfikatu się nie obejdzie.

Czy coś.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz