Kanapka z celulozy

W ramach pisania poprzedniego wpisu (tego o zmutowanej klamce) przypomniała mi się jeszcze jedna, całkiem zabawna, historia, która weszła już do naszego kanonu rodzinnego, i którą czasem męczymy przyjezdnych jak się skończą tematy do rozmów.

W tę i z powrotem

Jak już znudzony Czytelnik (a obecnie podobno jest ich już czterech – czworo?) zapewne raczył zauważyć, dość często zdarza mi się jeździć pod różnymi pretekstami do Donegal.