Migawka zza kierownicy

Kolejny fantastyczny pokaz kreatywności w zakresie interpretacji przepisów o ruchu drogowym dał dziś kierowca kremowego Mercedesa. A było tak:

Jadę sobie potulnie w sznurze aut, lewym pasem. Jakieś piętnaście aut przede mną – rondo. Prawy pas puściutki, wszyscy jadą lewym, bo na rondzie zjeżdżają od razu w lewo na M50. Jadę koło za kołem, średnia prędkość w okolicach pół kilometra na godzinę. Jedynka, półsprzęgło, leniwie o pół metra do przodu, luz, jedynka, półsprzęgło…

Otagowani

W ostatni weekend udało mi się w końcu otagować ostatniego nieotagowanego posta na tym blogu, dzięki czemu na prawym marginesie możemy teraz podziwiać prawdziwy śmietnik tagów. Może kiedyś dopracuję się czegoś bardziej sensownego i zwartego, póki co można sobie popływać w śmietniku, albo go ostentacyjnie zignorować 🙂

O.

Trzy migawki weekendowe

Ostatnio nastąpił wysyp wydarzeń, które obserowane z boku są prawdopodobnie niezwykle zabawne, jednak dla mnie jako obserwatora „od środka” są nad wyraz irytujące i powodują, że temperatura skacze mi momentalnie do sześciuset milionów stopni, i tylko wbudowane w uszy zawory bezpieczeństwa z głośnym gwizdem ratują mnie przed eksplozją (a moją rodzinę przed zostaniem ochalapanymi resztkami substancji szarej, zwanej umownie mózgiem).

Wściebcy i szykli, trzustka

Zachciało nam się ostatnio z Żoną zakosztować trochę multimedialnej rozrywki – sprzedali my dziecko do sąsiadów i udali my się szykiem zwartym ku najbliższemu kinu, w którym akurat grali wściebkich i szykłych. A może szybkich i wściekłych? Jakoś tak… W każdym razie chodzi o szóstą już część filmu o koleżkach, którzy jeżdżą fajnymi brykami (stąd szybcy), i zmagają się z przeciwnościami losu w postaci rozmaitych bandziorów (to by wyjaśniało człon „wściekli”, jak sądzę).