Pod prąd

Chuinka

Jak nakazuje starożytny obyczaj, wywodzący się z religii nakazującej miłować bliźniego swego jak siebie samego, przed zamordowaniem karpia trzeba najpierw zamordować drzewko, a potem je przystroić i udawać, że jest żywe ;)

Tak więc dzisiaj, w późnych godzinach popołudniowych, zaopatrzyliśmy się w (już zamordowane, ale jeszcze pachnące) drzewko z pięknymi zielonymi igłami. Drzewko przejechało autkiem (w plastikowym worku, jak na zwłoki przystało) parę kilometrów. Potem chyłkiem przenieśliśmy trupa do windy – na szczęście nikogo nie było po drodze – aby wreszcie wstawić sztywniaka w specjalną podstawkę, i przystroić różnymi wesołymi motywami typu lampki und bombki. W tym roku dodatkowo okazało się, że trup jest ciut za wysoki i wali głową w sufit, więc żeśmy bez większych ceregieli upiłowali denatowi głowę piłą. Ręczną. Jutro zamierzamy nabyć w drodze kupna jakąś rozgwiazdę, którą następnie zatkniemy w miejscu niedawnej głowy celem upiększenia.

Upiłowaną głowę dla niepoznaki wetknęliśmy do dzbanka z wodą. Na śmietniku dziwnie by wyglądała.

Dziecko już oswojone, bo w zeszłym roku też żeśmy przez to przechodzili, więc jest git.

Nawiasem mówiąc, trochę to jest dziwne. Nieoficjalnie całkiem spory odsetek naszych znajomych deklaruje się jako ludzie niewierzący, ale jak trzeba pod koniec roku zamordować drzewko i karpia, rwą się do roboty jakby ich kto gonił.

Ot, siła tradycji…


Pokaż więcej

Powiązane wpisy

Zapisz się
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Back to top button
8
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x