Ludzki JSON

https://xpil.eu/lDZgp

Całkiem niedawno, w odstępie zaledwie kilku dni, temat Human JSON pojawił się na czterech różnych blogach w moim czytniku RSS.

Tutaj: Neil, tutaj: Stefan, tutaj: Corey oraz tutaj: Rozie

Skoro ludzie gadają, a ja przecież jestem ludzie (co prawda złośliwi twierdzą, że bardziej Homo niż Sapiens, ale ja tam swoje wiem, ook ook!), wrzucę swoje trzy grosze.

Idea jest - przynajmniej w teorii - równie zacna co banalna. Próbujemy wspierać nierówną walkę szarej galarety z mnożącymi papugami, czyli po pierwsze primo potwierdzamy swoją własną człowieczność (ook!), a po drugie primo wskazujemy zaufane blogi i strony znajomych i nieznajomych, o których wiemy, że są człowiekami i piszą normalnie z głowy zamiast na bezdurno generować slop z elemelka.

Technicznie odbywa się to w tej sposób, że zapisujemy na naszym serwerze www pojedynczy plik JSON (o nazwie human.json), w którym umieszczamy link do własnej strony, a także linki do innych stron, którym ufamy, że są stuprocentowo homosapiensoidalne.

Bardziej szczegółowo jest to opisane na przykład tutaj: https://codeberg.org/robida/human.json

Dzięki temu jeżeli jakaś strona ma odpowiednio dużo "ufających jej" ludzi, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że jest prowadzona przez żywego człowieka, który nie używa LLM-ów do generowania treści.

O ile idea brzmi zacnie w teorii i emocjonalnie byłbym skłonny pójść w tę stronę i nawet wyrzeźbić w Dżejsonie własnego człowieczka, o tyle od strony praktycznej staję jednak za Roziem.

Jak ogólnie wiadomo, teoria zgadza się z praktyką tylko w teorii, bo w praktyce to już niekoniecznie.

No bo tak: każdy, ale to każdy, kto ma dostęp do serwera WWW, może umieścić nań plik human.json z dowolną treścią. Domeny są tanie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kupić dwadzieścia domen i postawić dwadzieścia fałszywek, sztucznie "pompując" stronę zaprzyjaźnionego elemelka. Równie dobrze moglibyśmy ufać emailowi od nigeryjskiego książątka bądź też telefonowi z banku z zapytaniem o hasło do naszego konta online.

Żeby tego typu system miał jakiekolwiek szanse na wyhodowanie nóżek, metoda na tworzenie nowych połączeń w ramach tego uczłowieczonego grafu musiałaby być w jakiś sposób kosztowna. Stworzenie jednostki kryptowaluty wymaga proof-of-work czyli matematycznego dowodu na to, że komputer kryptogórnika wykonał odpowiednio dużo odpowiednio skomplikowanych operacji zanim "wykopał" kolejną monetkę. Kupując dom musimy wpłacić depozyt tudzież wytarzać się w prawniczym błotku (czyli kasa plus czas). Stąd też zaufanie do krypto-kasy albo do adresu stałego zameldowania / zamieszkania.

W przypadku human.json można by na przykład pomyśleć o uzależnieniu "poziomu zaufania" od wieku domeny albo historii certyfikatów TLS danej domeny. Albo sprawdzić, czy właściciel strony ma odpowiednio dużo kont społecznościowych (masto, github czy inne). To wszystko nadal niczego nie gwarantuje... ale przynajmniej odrobinę podnosi próg wejścia do systemu.

Jest jeszcze jedna kwestia: a co, jeżeli LLM jest wykorzystywany gdzieś tam w cyklu tworzenia tekstu, ale wyłącznie jako pasywne narzędzie do sprawdzania literówek ewentualnie poprawności politycznej? Ja sam od czasu do czasu przepuszczam swoje teksty przez LLM-a z prośbą o sprawdzenie błędów (w tym również interpunkcji, która u mnie strasznie kuleje). A więc tak: piszę pierwszą wersję własnoręcznie, przepuszczam ją przez LLM-a, ale nie kopiuję odpowiedzi tylko ją adaptuję, żeby zachować własny styl. Czy nadal "mam prawo" być traktowany jako ludzki bloger? Moim zdaniem tak, ale tu już wchodzimy w szarą strefę.

P.S. Przy okazji pisania tego tekstu trafiłem na taką oto perełkę: https://github.com/tailscale/hujson.

https://xpil.eu/lDZgp

1 Comment

Skomentuj Borys Anuluj pisanie odpowiedzi

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.