Śmiech śmiechem, ale porządek musi być

Dziś krótka rozprawka na temat tego, jak w różnych firmach traktuje się zagadnienie blokowania ekranu w chwili odejścia od komputera. Ponieważ zdarzyło mi się w życiu pracować w kilkunastu różnych firmach (niektóre całkiem maleńkie, inne zatrudniające tysiące pracowników), mam dość dobre rozeznanie na temat tego, jak to wygląda w praktyce.

W małych firmach zazwyczaj praktykuje się podejście powiewawczo-zwisawcze, a więc wszystkim zwisa i powiewa czy podczas przerwy na siku twój ekran będzie zablokowany czy nie. Wynika to z tego, że w małych firmach ludzie sobie na ogół ufają, wszyscy się znają i – z paroma wyjątkami – na ogół panuje tam niemal rodzinna atmosfera.

Całkiem inaczej wygląda sprawa w dużych korporacjach. Tutaj królują dwa skrajnie przeciwne podejścia, obydwa nastawione na szybkie „wytresowanie” nowicjuszy, żeby nie zapominali o blokowaniu komputera przed odejściem od stanowiska pracy.

Podejście numer 1: dyscyplinarne. Jeżeli przełożony zobaczy, że odszedłem od niezabezpieczonego komputera (choćby po to, żeby zanieść jakiś dokument koledze dwa biurka dalej), poprosi mnie na szybkie tete-a-tete w odosobnionym miejscu i pouczy mnie, że jeszcze raz i będą wyciągnięte konsekwencje. Zrobi to ze śmiertelnie surową miną, która ma nowicjusza wystraszyć i uczulić na zagadnienie. Metoda ta działa lepiej lub gorzej – często, zwłaszcza w działce IT, pracownik zna swoją wartość i wie, że firma nie pozbędzie się go z dnia na dzień, więc się zbytnio nie przejmuje. Końcem końców gość się jednak nauczy, może po drodze dostanie karniaka w postaci braku bonusu albo dodatkowej porcji naczyń na zmywaku.

Podejście numer 2: humorystyczne. Wyjątkowo skuteczne, w zasadzie działa od pierwszego razu. Przyuważamy niezabezpieczoną konsolę (której niczego nie świadomy właściciel właśnie opróżnia swoje intestinum crassum ewentualnie wchłania mieszankę smoły, krezolu, fenolu, formaldehydu, cyjanowodoru i paru innych składników dymu tytoniowego), podchodzimy, uruchamiamy Ałtluka i wysyłamy do wszystkich pracowników w budynku wiadomość o maksymalnie kompromitującej treści. Najczęściej są to szczegóły dotyczące pożycia intymnego z udziałem stekowców, ewentualnie wariacje na temat kroju i koloru bielizny. Bardziej kreatywni złośliwcy sięgają czasem po broń ciężką klasy „Bułka, Bułka”. Efekt jest taki, że delikwent przez kolejnych parę dni będzie prześladowany przez Greenpeace (wersja ze stekowcami), ewentualnie podrywany przez lokalnych gejofilów (wersja ze skórzanymi stringami), lub też w ostateczności traktowany jak nieświeże powietrze (wersja z Bułką). Tak czy owak, drugi raz prędzej odgryzie sobie ucho niż zostawi niezabezpieczoną konsolę.

Oświadczenie: w trakcie pisania niniejszego postu nie ucierpiała żadna bułka.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Śmiech śmiechem, ale porządek musi być"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pendragon
Gość

W jednej książce, która na pewno znasz pewien Gracjan wywinął numer pewnemu Gustawowi, w wyniku czego Gustaw najpierw stracił pracę, potem żonę a wreszcie wyjechał do Irlandii szukać swojego wymarzonego zmywaka. A wszystko to przez jeden niezablokowany ekran…

jaro
Gość

Odpalamy google i wpisujemy David Hasselhof. Klikamy grafika.
Wybieramy jeden z golych torsow Davida i rigth click -> set as desktop background….
juz nigdy nie zapomni sie wylogowac

wpDiscuz