Mizofonia

Mizofonia została oficjalnie uznana za jednostkę chorobową dopiero w 2001 roku, chociaż jej symptomy były znane lekarzom już pod koniec dziewiętnastego wieku.

W niektórych angielskojęzycznych źródłach można też spotkać skrót SSSS (Selective Sound Sensivity Syndrome).

Czym jest mizofonia?

To schorzenie psychiczne objawiające się negatywną, często bardzo silną reakcją na pewne klasy dźwięków, tak zwanych „wyzwalaczy” (ang: triggers). Zakres wyzwalaczy jest szeroki i indywidualny dla każdego chorego. Niektórych drażnią tylko wybrane, bardzo konkretne dźwięki; inni mocno reagują na całą ich gamę. Czasem siła reakcji jest zależna od rodzaju dźwięku-wyzwalacza.

Na stronie http://www.misophonia.com możemy znaleźć szczegółową klasyfikację najczęściej spotykanych wyzwalaczy:

  • Dźwięki związane z ustami i jedzeniem: stęknięcia przy połykaniu, beknięcia, przeżuwanie, kruszenie (lodu lub twardych kawałków jedzenia), przełykanie, żucie i strzelanie gumą, cmokanie, obgryzanie paznokci, stukanie zębów o sztućce lub talerze, siorbanie, lizanie, spluwanie, ssanie (lodów itp.), przełykanie, rozmawianie z pełnymi ustami, szorowanie zębów szczoteczką lub nicią dentystyczną, „cmokanie” przy wyciąganiu resztek jedzenia spomiędzy zębów, zgrzytanie zębami, chrząknięcia.
  • Dźwięki związane z oddychaniem / nosem: stękanie, mruczenie, krzyk, głośne oddychanie, pociąganie nosem, parskanie, chrapanie, kichanie, zbyt głośne (lub zbyt ciche) rozmawianie, „skrzypiące” mówienie, ciężkie oddychanie, czkawka, ziewanie, świszczenie i pogwizdywanie nosem.
  • Dźwięki związane z ludzkim głosem: nucenie, stłumiona mowa, mówienie przez nos, nadużywanie słówek typu „hmmm”, „yyy”, „eee” itp, dźwięki niektórych spółgłosek, śpiewanie, mówienie „chropawe”, fałszowanie podczas śpiewania, szepty, gwizdanie.
  • Dźwięki otoczenia: kliknięcia klawiszy, myszy, pilota TV, klikanie długopisem, odgłosy pisania (ołówek, długopis), szelest / rozdzieranie papieru, tykanie zegara, odgłosy powiadomień smartfona.
  • Dźwięki „kuchenno-metalowe”: stukanie naczyniami, sztućcami, brzęczenie monet w kieszeni
  • Dźwięki „plastikowe”: zgniatanie plastikowych opakowań / butelek, łamanie plastiku, odgłosy odbijania piłeczek.
  • Dźwięki „samochodowe”: szorowanie ubraniem o siedzenie, odgłosy „bipnięć” przy zamykaniu auta, trzaskanie drzwi, stukanie kluczyków o kolumnę kierownicy, tykanie kierunkowskazów.
  • Dźwięki sprzętu ciężkiego: kosiarki do trawy, klimatyzacja, odkurzacze, piły motorowe
  • Odgłosy odległe: inni ludzie, telewizja lub muzyka za ścianą, dalekie trzaskanie drzwiami, odgłosy gry w koszykówkę
  • Dźwięki odzwierzęce: szczekanie psów, ćwierkanie ptaków, cykanie świerszczy, kumkanie żab, lizanie się psów lub kotów, picie, jedzenie, wycie, drapanie się, wygryzanie pcheł, stukanie pazurami.
  • Dźwięki związane z dziećmi: płacz / krzyk, paplanie, dorośli mówiący „dziecinnym” głosem
  • Dźwięki związane z ruchami ciała: szuranie lub stukanie stopami, pstrykanie palcami, stukanie obcaców, klapanie kapciami, „strzelanie” stawami palców, mruganie (!), obgryzanie / obcinanie paznokci, jedzenie, przeżuwanie, kręcenie palcami, bawienie się własnymi włosami, ruchy na skraju pola widzenia („kątem oka”), powtarzające się ruchy ciała (kiwanie ręką, nogą, głową itd).

Jak już nadmieniłem, powyższa lista nie wyczerpuje wszystkich możliwych wyzwalaczy reakcji mizofonicznej; obejmuje wyłącznie te najbardziej powszechne. Ponadto uważny Czytelnik zauważy, że niektóre wyzwalacze związane są nie z dźwiękiem, a z ruchem. Kręcenie palcami czy kiwanie nogą mogą odbywać się w całkowitej ciszy, mimo to u niektórych chorych wywołują reakcję identyczną z mizofoniczną.

Jak to działa?

Co dzieje się w głowie osoby chorej na mizofonię w chwili, kiedy usłyszy wyzwalacz?

Pojawia się odruch, który jajogłowi po angielsku nazywają „fight-or-flight”, czyli przemożna chęć usunięcia źródła wyzwalacza (atak lub ucieczka). Większość mizofoników wybiera ucieczkę. Nie zawsze można po prostu zastrzelić kogoś wydającego denerwujące dźwięki. W przypadku członków rodziny jest to zdaje się nawet nielegalne.

Pozostaje więc ucieczka. Ta jednak, jak już wejdzie w nawyk, na dłuższą metę prowadzi do izolacji społecznej, pogorszenia wyników w nauce, w pracy a także spadku ogólnie pojętej satysfakcji z życia. Mizofonik to osoba na ogół mało towarzyska, ponieważ czym większa grupa ludzi, tym większe są szanse na to, że ktoś (świadomie lub nie) „włączy” wyzwalacz.

Z nie do końca znanych przyczyn często jest tak, że dźwięk – wyzwalacz w wykonaniu osoby bliskiej (rodzina, przyjaciele, współpracownicy) skutkuje silniejszą reakcją mizofoniczną, niż ten sam dźwięk w wykonaniu osoby całkiem obcej. Nie jest to jakąś uniwersalną regułą, ale wzorzec taki pojawia się dość często.

Jak sobie radzić?

No cóż. Najprościej byłoby pozbyć się źródła dźwięku – wyzwalacza. Ale nie zawsze się da.

Można też odizolować się od dźwięku (są różne sposoby – więcej szczegółów w dalszej części).

Kolejną metodą jest jest silne skupienie się na własnej reakcji mizofonicznej, niejako „siłowe” zablokowanie chęci dania w ryj lub ucieczki. Efekt jest taki, że po chorym niczego nie widać, jednak wewnętrzna walka, jaką musi on stoczyć sam ze sobą sprawia, że nie jest w stanie skupić się na czymkolwiek innym.

Otwartość

Osoba chora na mizofonię obawia się głośno mówić o swoim schorzeniu, głównie z dwóch powodów:

  1. Obawa przed śmiesznością. Ponieważ mizofonia jest chorobą sklasyfikowaną całkiem niedawno, a także stosunkowo rzadką, spotyka się na ogół z niedowierzaniem otoczenia. Najczęstsze reakcje to śmiech, ewentualnie porady typu „no weź nie przesadzaj”, „nie pozwól, żeby czyjeś mlaskanie tobą rządziło”, ” po prostu to ignoruj” i podobne. Brak zrozumienia jest frustrujący, a obawa przed ośmieszeniem się to potężna siła.
  2. Ludzka złośliwość. Ponieważ ludzie są tylko (i aż) ludźmi, często bywa tak, że dowiedziawszy się o takim „dziwactwie” mizofonika będą w jego pobliżu specjalnie produkować wyzwalacze, żeby – mniej lub bardziej dyskretnie – obserwować jego reakcje. Albo żeby po prostu, po ludzku dokopać leżącemu („skoro mam dziś gorszy dzień, niech inni też nie mają za dobrze”).

Czy mizofonię da się leczyć?

Póki co – niestety nie.

Niektórzy lekarze sugerują podawanie leków antydepresyjnych (Prozac, Zoloft, Lexapro) lub do nich zbliżonych (Adderall, Concerta, Ritalin, Lamictal, Depakote), lub suplementów witaminowych, mineralnych lub na bazie tranu. Jednak wszystko to służy wyłącznie łagodzeniu skutków, a nie leczeniu przyczyny.

Prowadzi sę również terapie kognitywno-behawioralne, mające na celu ułatwienie chorym kontrolowania własnej reakcji mizofonicznej. Efekty są mieszane, niektórzy pacjenci obserwują poprawę.

Poza próbami leczenia mizofonii stosuje się również metody „mechaniczne” ograniczania wpływu wyzwalaczy. Jedną z nich jest stosowanie zatyczek dousznych lub słuchawek z opcją ANC. Inną jest wprowadzenie do otoczenia chorej osoby źródeł białego szumu akustycznego, na przykład głośnych wentylatorów, w których hałasie wyzwalacze „zacierają się”, powodując złagodzenie reakcji. Wszystkie te metody mają swoje oczywiste wady, jednak niektórzy pacjenci notują poprawę podczas ich stosowania.

Dlaczego o tym piszę?

Wspomnienia podpowiadają mi, że pierwsze objawy mizofonii pojawiły się u mnie w okolicach późnej podstawówki (połowa lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia), jednak faktycznie mogło to być dużo wcześniej (pamięć ludzka jest zawodna, poza tym chętnie pozbywamy się negatywnych wspomnień). Nie wiedziałem wówczas jeszcze, że taka choroba w ogóle istnieje, ani że poza mną są inni ludzie, którzy na nią cierpią.

Na artykuł o mizofonii natknąłem się całkiem niedawno na… Joe Monsterze, portalu, którego używam głównie do celów rozrywkowych. Z ciekawości poguglałem trochę i ze zdumieniem stwierdziłem, że temat mizofonii jest intensywnie omawiany na niezliczonej ilości internetowych grup wsparcia, blogach i forach. Jest bowiem tak, że łatwiej mizofonikowi znaleźć wsparcie i zrozumienie wśród anonimowej braci internetowej, niż we własnym otoczeniu.

Czy potrzebuję uczestnictwa w grupie wsparcia dla chorych na mizofonię?

Wydaje mi się, że nie. Tak naprawdę mam świadomość nieuleczalności tej choroby, więc wiem, że będzie mi ona towarzyszyć dożywotnio. Nauczyłem się z tym żyć i radzić sobie, chociaż czasem jest naprawdę trudno. Wiedza, że inni też tak mają jest w pewien sposób kojąca. Rodzinę i najbliższych znajomych wytresowałem całkiem skutecznie. Przywykli, żeby w moim towarzystwie nie mlaskać, ciamkać, chrumkać, ciągać nosem ani nie robić mnóstwa innych rzeczy. A gdy czasem potrzebują seansu kina domowego przy paczce chipsów, wychodzę na drugi koniec mieszkania z książką i czekam, aż im się te chipsy skończą.

W pracy… bywa różnie. Kilka razy zdarzyło mi się, że przy biurku obok pracował ktoś, kto jadł lunch w taki sposób, że nie tylko było doskonale słychać co i w jaki sposób przeżuwa, ale gdyby dobrze zajrzeć, można by przez szeroko otwarte usta zobaczyć krzesło, na którym delikwent siedzi. Dlatego lunch staram się jeść w odosobnieniu, a czasem „na mieście”. Obowiązkowo w słuchawkach.

Słuchawki to w ogóle doskonały sposób na odizolowanie się od mizofonicznych wyzwalaczy. Spotify dostarcza mi dużo dobrej muzyki, również takiej do wspomagania koncentracji (utwory instrumentalne, medytacyjne).

A jak już czasem trafi się kompletny clusterfuck, czyli na przykład obowiązkowe wyjście firmowe do knajpy czy innej jadłodajni – no cóż. Wtedy zapieram się we własnej głowie barykadą, mówię sobie „no i co, nic nie poradzisz” i po prostu cierpliwie czekam aż się imprezka skończy. Na szczęście to nie przytrafia się zbyt często, a jeżeli nawet już się zdarzy, w lokalu na ogół gra głośna muzyka, najlepszy przyjaciel chorego na mizofonię.

Na koniec.

Mizofonia to rzecz dla mnie raczej wstydliwa, niechętnie o tym rozmawiam, nie znam też osobiście żadnego mizofonika (poza samym sobą). Wpis na blogu zrobiłem chyba po to, żeby się przemóc. A trochę też po to, żeby pokazać wszystkim moim trzem Czytelnikom, że jestem nie tylko piękny, mądry i dobry (i przede wszystkim skromny!), ale że czasem zdarza mi się puścić bąka, podłubać w nosie lub też powściekać w cichości na zbyt głośno przeżuwającego sąsiada.

Taki lajf.


27
Dodaj komentarz

avatar
Obrazki i zdjęcia
 
 
 
Filmy
 
 
 
Inne
 
 
 
15 Comment threads
12 Thread replies
10 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
bazienkaM. /WrocławAgatakasiaAgata Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Stefek
Gość
Stefek
offline

Dlaczego wstydliwy?? Raczej uwazam, ze bardziej nalezy sie wstydzic choroby psychicznej w postaci religii albo wspierania partii politycznych. Wiekszosci ze wspomnianych przykladow tez nie cierpie chronicznie i dobrze mi z tym. W zyciu jednak bym nie pomyslal, ze moze kogos denerwowac odglos koszykowki. Z powodu sluchania przez sasiadke badziewiastej muzyki najwieksza przyjemnosc sprawilo mi wyprowadzenie sie od niej jak najdalej (tak, to chyba ucieczka). Dzisiaj nie mam przez sciane nikogo i juz nawet na wrony glupio sie wsciekac. Mam tylko nadzieje, ze nasze wspolne lunche kiedys byly wolne od nadmiarowych doznan 🙂

Paulina
Gość
Paulina
offline

Bardzo fajny post, dodałeś do niego rzeczy, o których nie pisałam. Nawiążę do tego, co może powodować otwarcie w tym temacie. Wiesz co, jakoś często spotykam się z negatywną reakcją. Mój facet zareagował złośliwie, mówi, że jestem jakaś nie teges i będzie sobie robił, co chce. Natomiast w pracy raz powiedziałam pewnej osobie, że nie znoszę pociągania nosem i nagle ona zaczęła pociągać nosem po kilku dniach. Nie wiem, czy to złośliwość, czy po prostu przypadek. Jak widać, nasze schorzenie nie spotyka się ze zrozumieniem. Jest to traktowane często jako fanaberia.

Agata
Gość
Agata
offline

Ja też poprosiłam osobę z biura, żeby przestała stukać butami i teraz stuka częściej, wiem że na złość.

M. /Wrocław
Gość
M. /Wrocław
offline

Miałam tak samo… codzienny stukot stopami dzień w dzień przez prawie 10 lat, do tego chrupanie soczystego jabłka i stukot klawiatury… No cóż od niedawna mam nową pracę

5000lib
Gość
5000lib
offline

Świetnie że napisałeś o mizofinii i o swoim doświadczeniu,to wnoszące, gratuluję.

hegemon
Gość
hegemon
offline

Ciekawe, wydaje mi się, że każdy ma trochę odgłosów, których nie może znieść. Mnie denerwuje mlaskanie, skrobanie paznokciem po rajstopach, wyłamywanie palców i jeszcze kilka innych. Zawsze słyszałem, że na dźwięki są uwrażliwieni ludzie, którzy z natury są słuchowcami. Ja chyba jestem, bo nie mogę pracować i skupić się na przykład przy muzyce. Czy to jest już mizofonia???

bazienka
Gość
bazienka
offline

ok, ale u mizofinika jest tak, że te emocje są bardzo skrajne- serio mam ochotę dać komuś w ryj jak nie chce skończyć ciamkać czy siorbać
a najgorsze jest jedzenie jabłka… mam ochotę przegryźć delikwentowi gardło
realną, to nie jest przenośnia
czasem wrzeszczę na ludzi jak już nie wytrzymuję

Ania
Gość
Ania
offline

Współczuję – cieszę się, że nauczyłeś się z tym żyć. Zauważyłam u siebie taką specyficzną odmianę nazwijmy to „mizofonii”. Strasznie drażnią mnie monotonne dźwięki, ale głównie w muzyce. Kołysanki, rytmiczne uderzenia (oprócz nielicznych wyjątków), powtarzające się motywy. Jak żyć?!

Cela
Gość
Cela
offline

Czyżbym została czwartym czytelnikiem? Dziękuję za wpis u mnie, bardzo się zastanawiałam nad napisaniem posta o mizofonii, ale okazało się, że było warto, kilka osób cierpi na to samo. Zastanawiam się, gdzie zaczyna się choroba, a gdzie jest to bardzo intensywna reakcja na kompletny brak kultury?
Po cichutku przyznam się, że jest jedna jedyna istota, u której toleruję głośniejsze jedzenie, to moja wnusia(2 i pół roczku )
Czyżby był to wyjątek potwierdzający regułę?
Pozdrawiam cieplutko.:))

Stella
Gość
Stella
offline

Sama mam mizofonie, a jestem w młodym wieku – prawie 18 lat – i dopiero od niedawna zaczęłam dostrzegać jak ta choroba może zniszczyć życie. Nawet proste czynności stają się udręką, spotykanie ze znajomymi staje się z czasem coraz bardziej niepotrzebne w obawie (tak jak napisałeś), przed owymi ,,wyzwalaczami”. Wiele razy nie mogłam zapanować na emocjami i zazwyczaj kończy się to płaczem, zamykaniem się w cichym pomieszczeniu i zaciskaniem pięści. Trochę boję się przyszłość, bo nie wiadomo czy będzie gorzej, czy będzie się osłabiać.
Trzymam kciuki za Ciebie i za wszystkich chorych i głęboko wierze, że znajdzie się dla nas jakiś ratunek.
Mizofonia to piekło.

Annabel
Gość
Annabel
offline

Cześć,
Też mam mizofonię. Podobnie jak mój brat. Oboje mamy inaczej niż większość ludzi zbudowane kanały zewnętrzne uszu- kiedyś koleżanka brata- lekarka zbadała nam obojgu uszy i zdziwiło ją to. Ja nie znoszę dźwięków związanych z miastem, ulicą samochodami, tzw. odległych dźwięków za ścianą- czasem doprowadza mnie to do szaleństwa, mój brat zaś ma podobnie jak Ty- nie cierpi odgłosów jedzenia, od dziecka je posiłki w samotności. Oboje jesteśmy bardzo muzykalni. Ale coś za coś, niestety… Trzymaj się i dziękuję za wpis.

Patrycja
Gość
Patrycja
offline

Dzięki za ten artykuł! Czuję, jakbym czytała o sobie… gdybym jeszcze mogła pozbyć się poczucia winy z powodu nerwów, jakie wyładowalam na bliskich 🙂

Mon
Gość
Mon
offline

Mnie denerwuje ludzkie gadanie, taka durna paplanina, na przerwach w kantynie. Ludzie zamiast odpocząć gderają jak kury, co doprowadza mnie do szału i najczęściej szybko wtedy jem i resztę przerwy spędzam w innym miejscu. Dzwięki samochodów wyjeżdżających spod bloku, w którym mieszkam (z parkingu, który jest na poziomie zero) i ta kręcąca się korbka i hałas metalowej zwijanej bramy……Latem mam okna zamknięte, bo nie mogę się skupić na niczym jak to słyszę co minutę. Dzwięk przyspieszającego, pierdzącego auta/ motoru. Ludzie stojący pod blokiem i głośno gadający w nieskończoność, a głos niesie się bo odbija się od budynku naprzeciwko, dzwięk trwającego w nieskończoność wykręcanego połączenia (tzn. łączenie) na aparacie głośnomowiącym w czyimś samochodzie. Dzwięki zza ściany, szczególnie basy, które się niosą w pionie i poziomie. Muzyka lecąca 3-4 godziny z bloku naprzeciwko, 15m odległości i znów zamykam okna…Facet piłujący na balkonie płytki przez cały lipiec, zrujnowane lato…….Myślałam, że jestem sama z takim czymś, poważnie.

kasia
Gość
kasia
offline

Boszeeeeee ależ ja Cię rozumiem!!!!!!!! Ta bezsensowna paplanina i gadanie do siebie ludzi np. w sklepie gdzie pracuję…..

Marti
Gość
Marti
offline

A ja dziś miałam takie zdarzenie, jechałam samochodem, który złapał jakas dysfunkcje ze samo z siebie cos w nim wyje, i to wycie mnie mega drazni, nawet zastanawiałam sie czy go nie sprzedac bo widze ze go unikam, ale tak czy inaczej dzis byłam zmuszona jechac. W pewnym momencie wybuchłam, urwałam lusterko wsteczne, pare pokretel i jeszcze zmasakrowałam deske rozdzielcza, tez cos tam poodpadało. Jak wróciłam do domu, dałam te kawałki mężowi i chyba dzis dopiero dotarlo do niego z jakim problemem sie mierze

MGM
Gość
MGM
offline

Drogi Autorze. Dziękuję za szeroki uśmiech jaki wywołałeś tekstem o Mizofonii. O ile przypadłość jest mało zabawna, o tyle lekkość pióra pozwoli mi w niekomfortowej sytuacji myśleć o widoku krzesła pod siedzeniem ciamkającego zamiast o samym dźwięku. Wielkie Ci dzięki.

Agata
Gość
Agata
offline

Hej!
Nie spotkałam się z opinią na temat dźwięków wydawanych przez samych siebie. Bardzo denerwują mnie hałasy wydawane przez mojego partnera jednak wszystko co generuje sama jest dla mnie zupełnie normalne, zastanawia mnie to ponieważ czasami bardzo głośno oddycham czy chrupie chipsy i nawet jak przez to nie słyszę filmu mi to nie przeszkadza. Jak to jest u ciebie?
Myślę że też jest to powód braku zrozumienia u innych – najmniejszy szelest u innych mi przeszkadza a sama generuje wielki hałas.

kasia
Gość
kasia
offline

wielkie dzięki za artykuł 🙂 podaj model i markę słuchawek jakie się sprawdzają pls

bazienka
Gość
bazienka
offline

mam mizofonię
pamiętam, że od ok 10 roku życia „obrzydzało” mnie ciamkanie, ale tak, że miałam poza odruchem wymiotnym ochotę natychmiastowego przegryzienia komuś gardła, byleby tylko skończył mlaskać
rodzice uważali, że „wymyślam problem” i „histeryzuję”
teraz jest lepiej, brat po 20 latach wyraził dla mnie wsparcie, ale do dziś potrafię zakończyć rozmowę z mamą jeśli na moją prośbę, by przełknęła i dopiero do mnie mówiła- nie reaguje, zwyczajnie kończę połączenie telefoniczne
z innymi ludźmi jest gorzej- u babci przechodzi to ludzkie pojęcie i robi z tego aferę za każdym razem jak zwrócę uwagę
znajomi… byli tacy, co specjalnie wydawali TE dźwięki, by mnie wkurzyć, ale im jasno zakomunikowałam, że nie zamierzam przebywać w towarzystwie osób, które mnie wkurzają i robią swoistą krzywdę intencjonalnie
a słuchawki to złoto
trzymaj się autorze, to nic wstydliwego