Mizofonia

In O autorze, Różności by xpil7 Comments

Mizofonia została oficjalnie uznana za jednostkę chorobową dopiero w 2001 roku, chociaż jej symptomy były znane lekarzom już pod koniec dziewiętnastego wieku.

W niektórych angielskojęzycznych źródłach można też spotkać skrót SSSS (Selective Sound Sensivity Syndrome).

Czym jest mizofonia?

To schorzenie psychiczne objawiające się negatywną, często bardzo silną reakcją na pewne klasy dźwięków, tak zwanych „wyzwalaczy” (ang: triggers). Zakres wyzwalaczy jest szeroki i indywidualny dla każdego chorego. Niektórych drażnią tylko wybrane, bardzo konkretne dźwięki; inni mocno reagują na całą ich gamę. Czasem siła reakcji jest zależna od rodzaju dźwięku-wyzwalacza.

Na stronie http://www.misophonia.com możemy znaleźć szczegółową klasyfikację najczęściej spotykanych wyzwalaczy:

  • Dźwięki związane z ustami i jedzeniem: stęknięcia przy połykaniu, beknięcia, przeżuwanie, kruszenie (lodu lub twardych kawałków jedzenia), przełykanie, żucie i strzelanie gumą, cmokanie, obgryzanie paznokci, stukanie zębów o sztućce lub talerze, siorbanie, lizanie, spluwanie, ssanie (lodów itp.), przełykanie, rozmawianie z pełnymi ustami, szorowanie zębów szczoteczką lub nicią dentystyczną, „cmokanie” przy wyciąganiu resztek jedzenia spomiędzy zębów, zgrzytanie zębami, chrząknięcia.
  • Dźwięki związane z oddychaniem / nosem: stękanie, mruczenie, krzyk, głośne oddychanie, pociąganie nosem, parskanie, chrapanie, kichanie, zbyt głośne (lub zbyt ciche) rozmawianie, „skrzypiące” mówienie, ciężkie oddychanie, czkawka, ziewanie, świszczenie i pogwizdywanie nosem.
  • Dźwięki związane z ludzkim głosem: nucenie, stłumiona mowa, mówienie przez nos, nadużywanie słówek typu „hmmm”, „yyy”, „eee” itp, dźwięki niektórych spółgłosek, śpiewanie, mówienie „chropawe”, fałszowanie podczas śpiewania, szepty, gwizdanie.
  • Dźwięki otoczenia: kliknięcia klawiszy, myszy, pilota TV, klikanie długopisem, odgłosy pisania (ołówek, długopis), szelest / rozdzieranie papieru, tykanie zegara, odgłosy powiadomień smartfona.
  • Dźwięki „kuchenno-metalowe”: stukanie naczyniami, sztućcami, brzęczenie monet w kieszeni
  • Dźwięki „plastikowe”: zgniatanie plastikowych opakowań / butelek, łamanie plastiku, odgłosy odbijania piłeczek.
  • Dźwięki „samochodowe”: szorowanie ubraniem o siedzenie, odgłosy „bipnięć” przy zamykaniu auta, trzaskanie drzwi, stukanie kluczyków o kolumnę kierownicy, tykanie kierunkowskazów.
  • Dźwięki sprzętu ciężkiego: kosiarki do trawy, klimatyzacja, odkurzacze, piły motorowe
  • Odgłosy odległe: inni ludzie, telewizja lub muzyka za ścianą, dalekie trzaskanie drzwiami, odgłosy gry w koszykówkę
  • Dźwięki odzwierzęce: szczekanie psów, ćwierkanie ptaków, cykanie świerszczy, kumkanie żab, lizanie się psów lub kotów, picie, jedzenie, wycie, drapanie się, wygryzanie pcheł, stukanie pazurami.
  • Dźwięki związane z dziećmi: płacz / krzyk, paplanie, dorośli mówiący „dziecinnym” głosem
  • Dźwięki związane z ruchami ciała: szuranie lub stukanie stopami, pstrykanie palcami, stukanie obcaców, klapanie kapciami, „strzelanie” stawami palców, mruganie (!), obgryzanie / obcinanie paznokci, jedzenie, przeżuwanie, kręcenie palcami, bawienie się własnymi włosami, ruchy na skraju pola widzenia („kątem oka”), powtarzające się ruchy ciała (kiwanie ręką, nogą, głową itd).

Jak już nadmieniłem, powyższa lista nie wyczerpuje wszystkich możliwych wyzwalaczy reakcji mizofonicznej; obejmuje wyłącznie te najbardziej powszechne. Ponadto uważny Czytelnik zauważy, że niektóre wyzwalacze związane są nie z dźwiękiem, a z ruchem. Kręcenie palcami czy kiwanie nogą mogą odbywać się w całkowitej ciszy, mimo to u niektórych chorych wywołują reakcję identyczną z mizofoniczną.

Jak to działa?

Co dzieje się w głowie osoby chorej na mizofonię w chwili, kiedy usłyszy wyzwalacz?

Pojawia się odruch, który jajogłowi po angielsku nazywają „fight-or-flight”, czyli przemożna chęć usunięcia źródła wyzwalacza (atak lub ucieczka). Większość mizofoników wybiera ucieczkę. Nie zawsze można po prostu zastrzelić kogoś wydającego denerwujące dźwięki. W przypadku członków rodziny jest to zdaje się nawet nielegalne.

Pozostaje więc ucieczka. Ta jednak, jak już wejdzie w nawyk, na dłuższą metę prowadzi do izolacji społecznej, pogorszenia wyników w nauce, w pracy a także spadku ogólnie pojętej satysfakcji z życia. Mizofonik to osoba na ogół mało towarzyska, ponieważ czym większa grupa ludzi, tym większe są szanse na to, że ktoś (świadomie lub nie) „włączy” wyzwalacz.

Z nie do końca znanych przyczyn często jest tak, że dźwięk – wyzwalacz w wykonaniu osoby bliskiej (rodzina, przyjaciele, współpracownicy) skutkuje silniejszą reakcją mizofoniczną, niż ten sam dźwięk w wykonaniu osoby całkiem obcej. Nie jest to jakąś uniwersalną regułą, ale wzorzec taki pojawia się dość często.

Jak sobie radzić?

No cóż. Najprościej byłoby pozbyć się źródła dźwięku – wyzwalacza. Ale nie zawsze się da.

Można też odizolować się od dźwięku (są różne sposoby – więcej szczegółów w dalszej części).

Kolejną metodą jest jest silne skupienie się na własnej reakcji mizofonicznej, niejako „siłowe” zablokowanie chęci dania w ryj lub ucieczki. Efekt jest taki, że po chorym niczego nie widać, jednak wewnętrzna walka, jaką musi on stoczyć sam ze sobą sprawia, że nie jest w stanie skupić się na czymkolwiek innym.

Otwartość

Osoba chora na mizofonię obawia się głośno mówić o swoim schorzeniu, głównie z dwóch powodów:

  1. Obawa przed śmiesznością. Ponieważ mizofonia jest chorobą sklasyfikowaną całkiem niedawno, a także stosunkowo rzadką, spotyka się na ogół z niedowierzaniem otoczenia. Najczęstsze reakcje to śmiech, ewentualnie porady typu „no weź nie przesadzaj”, „nie pozwól, żeby czyjeś mlaskanie tobą rządziło”, ” po prostu to ignoruj” i podobne. Brak zrozumienia jest frustrujący, a obawa przed ośmieszeniem się to potężna siła.
  2. Ludzka złośliwość. Ponieważ ludzie są tylko (i aż) ludźmi, często bywa tak, że dowiedziawszy się o takim „dziwactwie” mizofonika będą w jego pobliżu specjalnie produkować wyzwalacze, żeby – mniej lub bardziej dyskretnie – obserwować jego reakcje. Albo żeby po prostu, po ludzku dokopać leżącemu („skoro mam dziś gorszy dzień, niech inni też nie mają za dobrze”).

Czy mizofonię da się leczyć?

Póki co – niestety nie.

Niektórzy lekarze sugerują podawanie leków antydepresyjnych (Prozac, Zoloft, Lexapro) lub do nich zbliżonych (Adderall, Concerta, Ritalin, Lamictal, Depakote), lub suplementów witaminowych, mineralnych lub na bazie tranu. Jednak wszystko to służy wyłącznie łagodzeniu skutków, a nie leczeniu przyczyny.

Prowadzi sę również terapie kognitywno-behawioralne, mające na celu ułatwienie chorym kontrolowania własnej reakcji mizofonicznej. Efekty są mieszane, niektórzy pacjenci obserwują poprawę.

Poza próbami leczenia mizofonii stosuje się również metody „mechaniczne” ograniczania wpływu wyzwalaczy. Jedną z nich jest stosowanie zatyczek dousznych lub słuchawek z opcją ANC. Inną jest wprowadzenie do otoczenia chorej osoby źródeł białego szumu akustycznego, na przykład głośnych wentylatorów, w których hałasie wyzwalacze „zacierają się”, powodując złagodzenie reakcji. Wszystkie te metody mają swoje oczywiste wady, jednak niektórzy pacjenci notują poprawę podczas ich stosowania.

Dlaczego o tym piszę?

Wspomnienia podpowiadają mi, że pierwsze objawy mizofonii pojawiły się u mnie w okolicach późnej podstawówki (połowa lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia), jednak faktycznie mogło to być dużo wcześniej (pamięć ludzka jest zawodna, poza tym chętnie pozbywamy się negatywnych wspomnień). Nie wiedziałem wówczas jeszcze, że taka choroba w ogóle istnieje, ani że poza mną są inni ludzie, którzy na nią cierpią.

Na artykuł o mizofonii natknąłem się całkiem niedawno na… Joe Monsterze, portalu, którego używam głównie do celów rozrywkowych. Z ciekawości poguglałem trochę i ze zdumieniem stwierdziłem, że temat mizofonii jest intensywnie omawiany na niezliczonej ilości internetowych grup wsparcia, blogach i forach. Jest bowiem tak, że łatwiej mizofonikowi znaleźć wsparcie i zrozumienie wśród anonimowej braci internetowej, niż we własnym otoczeniu.

Czy potrzebuję uczestnictwa w grupie wsparcia dla chorych na mizofonię?

Wydaje mi się, że nie. Tak naprawdę mam świadomość nieuleczalności tej choroby, więc wiem, że będzie mi ona towarzyszyć dożywotnio. Nauczyłem się z tym żyć i radzić sobie, chociaż czasem jest naprawdę trudno. Wiedza, że inni też tak mają jest w pewien sposób kojąca. Rodzinę i najbliższych znajomych wytresowałem całkiem skutecznie. Przywykli, żeby w moim towarzystwie nie mlaskać, ciamkać, chrumkać, ciągać nosem ani nie robić mnóstwa innych rzeczy. A gdy czasem potrzebują seansu kina domowego przy paczce chipsów, wychodzę na drugi koniec mieszkania z książką i czekam, aż im się te chipsy skończą.

W pracy… bywa różnie. Kilka razy zdarzyło mi się, że przy biurku obok pracował ktoś, kto jadł lunch w taki sposób, że nie tylko było doskonale słychać co i w jaki sposób przeżuwa, ale gdyby dobrze zajrzeć, można by przez szeroko otwarte usta zobaczyć krzesło, na którym delikwent siedzi. Dlatego lunch staram się jeść w odosobnieniu, a czasem „na mieście”. Obowiązkowo w słuchawkach.

Słuchawki to w ogóle doskonały sposób na odizolowanie się od mizofonicznych wyzwalaczy. Spotify dostarcza mi dużo dobrej muzyki, również takiej do wspomagania koncentracji (utwory instrumentalne, medytacyjne).

A jak już czasem trafi się kompletny clusterfuck, czyli na przykład obowiązkowe wyjście firmowe do knajpy czy innej jadłodajni – no cóż. Wtedy zapieram się we własnej głowie barykadą, mówię sobie „no i co, nic nie poradzisz” i po prostu cierpliwie czekam aż się imprezka skończy. Na szczęście to nie przytrafia się zbyt często, a jeżeli nawet już się zdarzy, w lokalu na ogół gra głośna muzyka, najlepszy przyjaciel chorego na mizofonię.

Na koniec.

Mizofonia to rzecz dla mnie raczej wstydliwa, niechętnie o tym rozmawiam, nie znam też osobiście żadnego mizofonika (poza samym sobą). Wpis na blogu zrobiłem chyba po to, żeby się przemóc. A trochę też po to, żeby pokazać wszystkim moim trzem Czytelnikom, że jestem nie tylko piękny, mądry i dobry (i przede wszystkim skromny!), ale że czasem zdarza mi się puścić bąka, podłubać w nosie lub też powściekać w cichości na zbyt głośno przeżuwającego sąsiada.

Taki lajf.

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Mizofonia"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Stefek
Gość

Dlaczego wstydliwy?? Raczej uwazam, ze bardziej nalezy sie wstydzic choroby psychicznej w postaci religii albo wspierania partii politycznych. Wiekszosci ze wspomnianych przykladow tez nie cierpie chronicznie i dobrze mi z tym. W zyciu jednak bym nie pomyslal, ze moze kogos denerwowac odglos koszykowki. Z powodu sluchania przez sasiadke badziewiastej muzyki najwieksza przyjemnosc sprawilo mi wyprowadzenie sie od niej jak najdalej (tak, to chyba ucieczka). Dzisiaj nie mam przez sciane nikogo i juz nawet na wrony glupio sie wsciekac. Mam tylko nadzieje, ze nasze wspolne lunche kiedys byly wolne od nadmiarowych doznan 🙂

Paulina
Gość

Bardzo fajny post, dodałeś do niego rzeczy, o których nie pisałam. Nawiążę do tego, co może powodować otwarcie w tym temacie. Wiesz co, jakoś często spotykam się z negatywną reakcją. Mój facet zareagował złośliwie, mówi, że jestem jakaś nie teges i będzie sobie robił, co chce. Natomiast w pracy raz powiedziałam pewnej osobie, że nie znoszę pociągania nosem i nagle ona zaczęła pociągać nosem po kilku dniach. Nie wiem, czy to złośliwość, czy po prostu przypadek. Jak widać, nasze schorzenie nie spotyka się ze zrozumieniem. Jest to traktowane często jako fanaberia.

5000lib
Gość

Świetnie że napisałeś o mizofinii i o swoim doświadczeniu,to wnoszące, gratuluję.

hegemon
Gość

Ciekawe, wydaje mi się, że każdy ma trochę odgłosów, których nie może znieść. Mnie denerwuje mlaskanie, skrobanie paznokciem po rajstopach, wyłamywanie palców i jeszcze kilka innych. Zawsze słyszałem, że na dźwięki są uwrażliwieni ludzie, którzy z natury są słuchowcami. Ja chyba jestem, bo nie mogę pracować i skupić się na przykład przy muzyce. Czy to jest już mizofonia???

Ania
Gość

Współczuję – cieszę się, że nauczyłeś się z tym żyć. Zauważyłam u siebie taką specyficzną odmianę nazwijmy to „mizofonii”. Strasznie drażnią mnie monotonne dźwięki, ale głównie w muzyce. Kołysanki, rytmiczne uderzenia (oprócz nielicznych wyjątków), powtarzające się motywy. Jak żyć?!

wpDiscuz