Powinienem zagrać w totka

Wpis o orce w korpo, rejestracji czasu pracy oraz szansach na skreślenie głównej nagrody w totka.

Orka w korpo w charakterze speca od końputerów ma tę właściwość, że niektóre zadania są trudne do oszacowania zawczasu. Myślimy, że zajmą nam trzy godziny, a wychodzi z tego trzy dni. Albo odwrotnie: projekt zaplanowany na tydzień udaje nam się zakończyć w półtora dnia. I tak dalej.

Niemniej jednak – przynajmniej w moim przypadku – zazwyczaj nadchodzi taki moment, kiedy pracodawca chciałby się dowiedzieć za co właściwie nam zapłacił. Żąda więc zestawienia zadań, które wykonaliśmy wraz z podaniem czasu, którego potrzebowaliśmy na wykonanie każdego z nich.

Większość dużych („poważnych”) firm ma jakieś narzędzia do rejestrowania czasu pracy na bieżąco. I nie mówię tu o kartach obecności, które mierzą czas przybycia do budynku oraz jego opuszczenia. Mówię tu o programach umożliwiających alokację czasu pracy między poszczególne projekty czy zadania.

W mojej obecnej pracy mam narzędzie, którego teoretycznie powinienem używać raz dziennie, pod koniec dnia, żeby „skatalogować” w nim wszystkie te cenne minuty i godziny, które zużyłem ku chwale korporacji. Jednak robienie tego codziennie jest niemożliwością. Często bywa bowiem tak, że mamy coś pilnego do dokończenia, a tu już trzeba wychodzić z biura (przypominam, że mam teraz do domu jakieś 50 km w jedną stronę, w korkach). Ostatnia rzecz, o której człowiek wtedy myśli, to wypełnianie tabelek z minutami.

Z tego powodu za te nieszczęsne minutki zabieram się zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy gówno trafia w wentylator, czyli w pierwszy dzień roboczy każdego miesiąca – wówczas bowiem szefostwo musi koniecznie zobaczyć, na co poszły firmowe pieniądze w poprzednim miesiącu.

Proces uzupełniania minutek jest dwuetapowy: w pierwszym etapie pracowicie przeglądam wszystkie e-maile z poprzedniego miesiąca i buduję z nich listę zadań, z którymi się siłowałem. Na tym etapie każdemu zadaniu przypisuję przybliżoną ilość czasu, jaką mu moim zdaniem poświęciłem (ponieważ dzieje się to już post factum, mam dość dobre pojęcie ile faktycznie czasu mi to zajęło).

W etapie drugim konwertuję wszystko na godziny, które następnie sumuję, dzielę przez osiem (czyli zamieniam na ilość dni) i porównuję z ilością dni na ostatniej fakturze. Czasem wychodzi mi, że powinienem był przepracować w poprzednim miesiącu 40 dni, a czasem, że 10. Zabieram się wówczas do żmudnego „korygowania” poszczególnych pozycji tak, żeby na końcu wyszło coś chociaż odrobinę pokrywającego się z rzeczywistością. Nigdy nie zdarza się, żeby obydwie ilości dni pokryły się na dzień dobry, zawsze trzeba odrobinę „skorygować” wstępne estymaty. 

To znaczy, tak było aż do niedawna. Bowiem w lutym 2017 po raz pierwszy w życiu udało mi się wstrzelić idealnie. Szesnaście i pół dnia na fakturze, szesnaście i pół dnia w wykonanych zadaniach – bez żadnych korekt!

Niestety, w totka nie zagrałem. Głównie dlatego, że mam (blade, ale mam) pojęcie o rachunku prawdopodobieństwa i wiem, że większe są szanse na to, że umrę w drodze do kolektury, niż na główną wygraną 😉

Zagrałem w totka w życiu może z pięć razy, może z sześć. Głównie za namową różnych krewnych-i-znajomych-królika. Raz, zdaje się, wygrałem nawet trzy złote. Yay!

Od marca zamierzam nieco zmienić rozkład dnia i zapisywać minutki codziennie, ale nie po południu, tylko rano. Na świeży umysł.

Czy się uda? Pewnie nie, słomianość mojego zapału jest uniwersalna i nie sprawdziła się tylko w przypadku prowadzenia blogu. Ale a nuż się jednak uda?

Pożyjemy – zobaczymy.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Powinienem zagrać w totka"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
mRufa
Gość

Dokladnie taka same technike raportowania czasu mam ja 😀 – przeglad maili, do tego spotkan w kalendarzu, bo czasem mnie to szczescie spotyka, tygodniowo. Od niedawna, podobnie robie to dziennie, tylko zwykle z rana zgrubnie zgaduje ile czasu pojdzie na ktory system, a poznie jewentualnei koryguje. Jako org charytatywna mamy w Lochach 3 rozne narzędzia po temu i nie roznioslam okolicy widlami tylko dlatego, ze zanim wrocilam z projektow na lono kompjuterow, wpadli na pomysl wstaweinia miedzy te dwa miedzymordzia, dzieki czemu uzywac trzeba TYLKO jednego 😉

Jaro
Gość

to ile czasu zajmuje Ci podróż do domu? 50 km to sporo

m_t_q
Gość

polecam bam-bam. Fajne i proste narzędzie. dobambam.com

wpDiscuz