Rozmiar ma znaczenie, #4

O tym, że liczy się nie tylko długość, ale też (a może nawet przede wszystkim) grubość. A także o tym, że w razie awaryjnej sytuacji warto mieć pod ręką lepiej wyposażonych kolegów.

Wpis o podobnym tytule już tu kiedyś był.

{…szuku, szuku…}

I to niejeden!

Najpierw było o dużych liczbach:

Rozmiar ma znaczenie

… potem o pojemności akumulatora…

Rozmiar ma znaczenie: odsłona druga

… a jeszcze potem o długościach haseł:

Rozmiar ma znaczenie: odsłona trzecia

 

Tym razem jednak nie będę pisał o rozmiarach wirtualnych, no bo ileż można? Dzisiejszy wpis poświęcę temu, jak ważna jest długość fizyczna, taka namacalna. I grubość też.

Bo sprzęt musi być długi i gruby, a nie jakiś tam smętny korniszonek.

Zacznijmy jednak od początku.

Jak już kilkakrotnie nadmieniłem, udało nam się niedawno wyprowadzić na wieś.

To znaczy nie do końca na wieś. Newbridge ma jakieś 30 tysięcy mieszkańców. Ale mieszkamy na uboczu, więc pisząc o wsi aż tak bardzo się znów z prawdą nie mijam.

Mieszkanie na wsi ma mnóstwo zalet, o których już tu, zdaje się, wspominałem. Nie chcę się powtarzać.

No i też nie chcę się powtarzać.

O czym to ja…

A, właśnie. Oprócz zalet ma też wady, które – w miarę możliwości – staramy się bądź niwelować, bądź przekuwać w zalety. Inaczej się nie da.

Jedną z wad, która do niedawna doskwierała nam dość dotkliwie, był brak zasięgu telefonii komórkowej. I to taki konkretny. Nie, że jedna kreska.

Zero, Null. Nada.

Żeby złapać jedną kreskę, dzięki czemu dało się pogadać (ale tylko po japońsku: jako-tako), a także na przykład odebrać ważnego sms-a z, dajmy na to, kodem autoryzującym transakcję bankową, trzeba było wychodzić na dwór, a następnie udawać Statuę Wolności cierpiącą na skrzyżowanie pląsawicy Huntingtona z zaawansowanym ADHD. Ubaw po pachy, ale głównie dla sąsiadów.

Poszedłem więc po rozum do głowy i zgłębiłem nieco zagadnienie wzmacniaczy sygnału GSM.

Następnie, przeliczywszy decybele, metry kwadratowe oraz budżet, nabyłem w drodze kupna zgrabny booster, który miał mi rozwiązać problem braku zasięgu raz, a dobrze.

To było gdzieś tak… ze cztery miesiące temu nazad.

Taki booster składa się z trzech elementów:

  • Prostokątnej anteny kierunkowej, służącej do łapania sygnału od operatora. Ustawia się ją na zewnątrz domu, najlepiej na wysokim maszcie, a następnie nakierowuje na najbliższy BTS swojego operatora.
  • Wzmacniacza właściwego, zaopatrzonego w bezkierunkową antenkę rozsyłającą wzmocniony sygnał po domu. To nieduża skrzyneczka (wielkości dwóch, góra trzech tabliczek czekolady), dość masywna i zasilana z kontaktu 220V.
  • Kabla koncentrycznego łączącego te dwa elementy, zakończonego gwintowanymi wtyczkami z obydwu stron.

Sam kabel ma może z 5mm średnicy, ale wtyczki są grube na ponad centymetr i nie da się ich odłączyć od kabla (tzn. odłączyć się pewnie da, choćby i sekatorem ogrodniczym, ale trzeba wtedy kupić nowy kabel z wtyczkami)

Zainstalowanie ustrojstwa na strychu nie wchodzi w rachubę. Ściana nośna zasłania maszt operatora.

Próba wyciągnięcia anteny kierunkowej przez kratkę wentylacyjną na strychu też spełzła na niczym.

Pozostało tylko jedno rozwiązanie: przewiercić się przez ścianę i postawić antenkę w ogródku. Tam bowiem udało mi się złapać całkiem fajny sygnał.

No i teraz tak: ściana jest gruba jak jasny gwint. Trzy warstwy twardego, między nimi dwie warstwy ocieplenia.

A więc potrzebuję długiego wiertła.

Ale ponieważ wtyczki są grube, potrzebuję też odpowiednio grubego wiertła.

Zaglądam do swojej skrzyneczki z narzędziami, ale tam słabiutko. Nie dowierciłbym się nawet do połowy grubości ściany, no i musiałbym jakoś rozwiercać na boki, żeby osiągnąć odpowiednią grubość otworu.

Wykonałem więc szybko telefon do znajomego, który się na wierceniu dziur zna. Okazało się, że akurat ma chwilę, a także – co ważniejsze – ma adekwatne wiertło.

Znajomy przyjechał z własną wiertarką oraz trzema wiertłami o takiej długości, że dałoby się nimi prawdopodobnie dowiercić do Alaski.

Przegryzienie się przez ścianę cienkim wiertłem zajęło mu może z 15 sekund. Potem poprawił średnim, a wielki finisz odbył się przy użyciu wiertła najgrubszego, rozmiar zaiste afrykański.

Zamontowanie antenki, wycelowanie nią w najbliższy BTS, przeciagnięcie kabla przez ścianę oraz przetestowanie rozwiązania zajęło niecały kwadrans.

Efekt?

Mamy w końcu zasięg w domu!

Co prawda „tylko” 3G (taki wzmacniacz działa jak dodatkowy BTS, ale ponieważ nie jest on częścią „oficjalnej” infrastruktury operatorskiej, nie da się uzyskać pełnego 4G), ale to w zupełności wystarcza. Internet po tym ustrojstwie osiąga do 2.4 Mb/s, ale najważniejsze, że można się teraz wszędzie dodzwonić bez konieczności używania WhatsAppa czy innych tego typu wynalazków.

Yay!

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Rozmiar ma znaczenie, #4"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zielona Małpa
Gość

Co za tematyczny zbieg okoliczności 🙂 Wczoraj na ulotce znalazłam, że jakaś wieczorowa szkoła zawodowa oferuje wyszkolenie na wiertacza. Zaczęliśmy więc z chłopakiem dyskusję, czy szkolenie w ogóle jest potrzebne, bo zdaniem mojej drugiej połówki wiertarkę każdy utrzyma, a to już połowa sukcesu. Ale tak sobie myślę, że są sprzęty, również wiertarki, które ze względu na swoją specyfikę, wymagają przynajmniej krótkiego kursu obsługi. W końcu tunele też kopie się za pomocą wiertarek, ale takich gigantycznych 🙂

Rzast
Gość

Ciekaw, w pracy by się nam przydało, bo chociaż BTS jest ok. 600 metrów od nas, to mury bardzo blokują sygnał… Muszę dać znać gdzie trzeba 😀

Kasia
Gość

Z tym mieszkaniem na wsi to jest tak, ze z brakiem sygnalu mozna jakos zyc. Gorzej kiedy do najblizszego pubu piechota sie nie dojdzie 🙁

wpDiscuz