Wampirza imprezka – i co dalej?

https://xpil.eu/FbWZY

Dawno nie było nic w kategorii "krwiodawstwo", trzeba nadgonić.

W Irlandii krwiodawca po 50 wizytach zapraszany jest na imprezę pod tytułem "IBTS Award Ceremony". Uroczysty obiad, przemówienia Ważnych Ważniaków, no i samo wręczenie nagrody: eleganckiej szpilki z błyszczącym kamykiem, obowiązkowo w ładnym opakowaniu. Za 100 wizyt nagroda jest nieco bardziejsza: miniaturowa rzeźba pelikana z dwójką dzieci i łezką z iluśtam-karatowego złota.

U mnie sytuacja wygląda tak, że do 2005 roku oddałem w Polsce odrobinę ponad 42 litry. Żeby to przeliczyć na irlandzkie realia, trzeba by szczegółowo udokumentować każdą wizytę w każdej polskiej stacji krwiodawstwa, czego oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie robi, zwłaszcza jeżeli ścieżki życia rzucały go w różne miejsca. W moim przypadku musiałbym odwiedzić chyba z osiem różnych polskich miast, wszędzie prosić o dokumentację donacji, zasadniczo pieprzenie kotka za pomocą młotka. Dlatego też poszedłem na łatwiznę i podczas rejestracji w irlandzkim systemie (okolice bodajże 2008 roku) po prostu podzieliłem 42 litry przez 600 ml. Dlaczego akurat przez 600? Uznałem, że skoro oddawałem w Polsce i osocze (600 ml), i krew pełną (450 ml), to dzieląc przez 600 nie będę nigdy podejrzany o próbę naciągactwa. W efekcie w formularzu rejestracji wpisałem 70 wcześniejszych wizyt - bez większych nadziei, że mi to uznają.

W rzeczywistości, obstawiam, powinienem był podzielić przez około 550, ale pal to licho.

Fast-forward do roku 2021, podczas jednej z wizyt w krwiobusie (mamy tutaj bardzo niewiele stacjonarnych stacji krwiodawstwa, zamiast tego po kraju popierdziela non-stop 7 czy 8 krwiobusów) pan mnie zapytał o te 70 donacji, wyjaśniłem mu jak to policzyłem - efekt był taki, że przy kolejnej wizycie pan w rejestracji pogratulował mi i wręczył pudełeczko ze szpilką. Piętnaście lat im zajęło, żeby mi uznać te 70 wizyt z Polski - w sumie zdążyłem już zapomnieć o temacie, tymczasem - proszę bardzo.

Ale, ale. Ponieważ w międzyczasie ciągle oddawałem (i nadal oddaję, póki sił i zdrowia starczy), gdzieś tam po drodze licznik dotarł do pełnej setki i w okolicach maja zeszłego roku dostałem zaproszenie na imprezkę wręczania nagród. Pelikan czeka!

Jak to jednak w życiu bywa, prawo Murphy-ego nie śpi - okazało się bowiem, że dokładnie tego samego dnia, o tej samej godzinie (co do minuty!) zaplanowana była imprezka pod tytułem zakończenie liceum - córa zdążyła w międzyczasie zrobić sześć klas szkoły średniej i trzeba to było uczcić.

Myślę sobie, kurdę, impreza z pelikanem to okazja jedyna w życiu. Z drugiej strony zakończenie szkoły dziecka - też. Szybki email do organizatorów IBTS Award Ceremony, że sorry Gregory, ale mi się daty nałożyły i niestety nie dam rady - po chwili przyszła odpowiedź, że nie ma najmniejszego problemu i wyślą mi zaproszenie w następnym roku.

Wilk syty, owca cała.

W tym roku faktycznie przyszło identyczne zaproszenie, pojechaliśmy jakiś czas temu z żonką po tego pelikana. Na wejściu pani rozdzielała tłum na dwie części: pięćdziesiątki na lewo, setki na prawo. Okazało się, że na jakieś 20 stołów tylko dwa z nich były obsadzone setkami, reszta to pięćdziesiątki. Przy "naszym" stole byłem najmłodszym krwiodawcą, pomimo ponad pięciu krzyżyków na karku. Najstarszy miał 91 lat; zaczął oddawać krew na długo przed moimi narodzinami! Pozostali najpierw patrzyli na mnie raczej podejrzliwie ("jakim cudem ten gość dobił do setki tak wcześnie?"), ale wystarczyła chwila pogawędki, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Ogólnie atmosfera była bardzo przyjazna, przemówienia Ważniaków trwały na tyle krótko, że nie zdążyliśmy się znudzić, a obiad był całkiem smaczny. Do tego malutki bonus w postaci wystąpienia koleżki, któremu przytrafiła się skomplikowana operacja serca w młodym wieku i potrzebował nagle mnóstwa krwi. Jest to zagranie psychologiczne, dzięki któremu krwiodawcy mają możliwość zobaczyć na żywo kogoś, komu uratowali życie. Ma to z założenia poprawić statystyki retencji krwiodawców, choć moim zdaniem to trochę musztarda po obiedzie, bo większość osób rezygnujących z oddawania krwi odpada znacznie wcześniej. Jednak zawsze to miło upewnić się, że nasza krew spełnia swoje zadanie.

Pelikan wygląda tak:

A tu z innego kąta:

Piękny, prawda?

Odpowiadając zaś na pytanie "I co dalej?" - póki co, odpukać, bez zmian. Będę oddawać krew tak długo, jak się da, a potem jak już mnie dopadnie jakieś eliminujące choróbsko, będę namawiać młodych i starych na przyłączenie się do tego krwawego kultu 😉

Jak głosi stare powiedzenie: najlepszy czas na rozpoczęcie oddawania krwi był w dniu twoich osiemnastych urodzin. Drugi najlepszy jest dzisiaj.

https://xpil.eu/FbWZY

Dodaj komentarz

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.