O komunikacji. Wpis drugi (z dwóch).

Od czasu kiedy udało mi się podjąć swoją pierwszą pracę w korpo, co było bodajże w okolicach roku 1993 albo 1994, e-mail był zawsze najważniejszym medium komunikacyjnym do spraw służbowych. Bo wiadomo, jak coś jest na mailu, to już nie zginie. Wykute w kamieniu. Dożywotnio.

Od jakiegoś czasu jednak zauważyłem trend, że e-mail jest traktowany mniej jako efektywne narzędzie wymiany informacji, a bardziej jako zło konieczne. Oczywiście w dalszym ciągu informacje o różnych Dużych Wydarzeniach, a także komunikaty od Wysoko Postawionych Osób trafiają do nas tą drogą, ale już bieżąca komunikacja wewnątrz-teamowa (a także coraz częściej między-teamowa) - niekoniecznie.

Czemu tak?

Tak do końca to nie wiem. Może chodzi o elastyczność narzędzia? Wynalazki typu Teams czy Slack pozwalają na bardzo sprawną komunikację w grupach kilkunasto-kilkudziesięcioosobowych, a to już skala wystarczająca do solidnej współpracy.

A może chodzi o to, że wiadomości w czacie pojawiają się od razu, a w e-mailu trzeba odczekać aż wiadomość przeczołga się przez serwer?

A może o to, że e-mail istnieje zawsze w przynajmniej trzech kopiach: jedna u nadawcy, druga u odbiorcy, a trzecia na serwerze? Stąd też jeżeli popełnimy błąd, trudniej go potem skorygować (podczas gdy w czacie można edytować wiadomość, albo przynajmniej skasować i wysłać od nowa).

A może problemem jest spam? Wystarczy raz ujawnić nasz adres e-mail światu i już zaczynamy dostawać śmieci. W czacie natomiast o spam dużo trudniej, bo spamer musiałby najpierw jakoś założyć / przejąć lokalne konto, które zresztą straci bardzo szybko po pierwszej czy drugiej próbie wysłania śmieci.

Niezależnie od tego dlaczego nie lubimy e-maila faktem jest, że do swojej skrzynki pocztowej zaglądam na ogół raz, góra dwa razy dziennie: raz na początek dnia i czasem drugi raz na koniec. A zdarza się, że w ogóle nie zaglądam. Co więcej, nie mam nawet lokalnego klienta poczty elektronicznej! Coś, co 10 czy 15 lat temu wydawało się kompletną bzdurą ("jak to, nie masz ałtluka?!?") dziś po prostu ma sens.

Dziwny świat.

5 komentarzy

  1. A może chodzi o to, że wiadomości w czacie pojawiają się od razu, a w e-mailu trzeba odczekać aż wiadomość przeczołga się przez serwer?”

    Wydaje mi się, że chodzi właśnie o to. Ma być szybciej, ma być od razu. Mail ze swoim niewielkim opóźnieniem i epistolograficznym interfejsem wydaje się staroświecki. Google miało w gruncie rzeczy bardzo dobry pomysł z Wavem (ktoś jeszcze pamięta ten wymysł?), ale jak to Google, przestrzeliło.

  2. A może chodzi o to, że wiadomości w czacie pojawiają się od razu, a w e-mailu trzeba odczekać aż wiadomość przeczołga się przez serwer?

    Otóż to. Na ten szczegół uwagę zwrócił autor książki Praca Głęboka – Cal Newport.

  3. Wg mnie Teams i podobne mają pewne ograniczenie do grupy bliskich współpracowników. Od managementu do stu osób trudno spodziewać się wiadomości na czacie. Pomiędzy osobami, gdzie nie ma zaufania mail zapewnia po pierwsze zwartą formę notatki służbowej i po drugie jest on rzeczywiście odłożony formalnie na bok. A czat to albo ktoś skasuje, albo wyedytuje. Wiedza ulotna.

    Chociaż sam piszę mniej maili.

    Przerażać może co by się stało, gdyby te czaty nagle znikły. Maile zazwyczaj jako format standardowy POP3, IMAP etc. są nie do zdarcia. A te inne fancy wynalazki, skaczące emotikonki, ankiety, reakcje… 😉

    Co do Google Wave to można używać dalej jako Apache Wave chyba?

    1. Nie wiem jak to działa w Slacku (nie miałem jeszcze okazji używać), ale w Teams wszystkie treści są przechowywane na jakimś centralnym serwerze, więc żeby się ich faktycznie pozbyć, trzeba by zlikwidować ten serwer (plus kopie zapasowe). Podobnie jest z e-mailem.

      I faktycznie pozostaje jeszcze kwestia zaufania. Jeżeli na początku projektu ustali się z klientem, że dostarczamy A, B i C, a w trzech czwartych projektu klient zaczyna się nagle dopytywać gdzie jest X, Y i Z, to e-mail wyciągnięty z archiwum ma więcej mocy niż jakiś tam czat.

  4. W mojej korporacji Teams to podstawowe narzędzie. Zwłaszcza po przejściu na home-office. Zasada generalnie jest taka: formalna korespondencja idzie mailami, pozostała komunikacja (w tym głosowa i różne spotkania) przez Teamsy. Temsy to nie tylko komunikator ale znacznie mocniejsze narzędzie. Pozwalan na przykład na zarządzanie plikami. Kolejnym istotnym narzędziem jest SharePoint. Tutaj trzymamy pliki, ale też pracujemy na plikach które są w SharePoincie, co jest największą zaletą ponieważ na jednym pliku moze pracować jednoicześnie parę osób. Druga zaleta SP to historia wersji. Jak coś się namota to zawsze można to odnaleźć. Dla mnie oba te narzędzia to rewelacja i rewolucja w jednym :).
    Co do Outlooka, to jest to najlepszy program pocztowy jak dla mnie, ale archaiczny w porównaniu do takich Temsów.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.