Płatne vs darmowe

Nie dalej jak kilka dni temu przydarzyło mi się przeinstalować system operacyjny na domowym pececie. Czyli – wiadomo – najpierw sam system, a potem zestaw obowiązkowy: Firefox, Total Commander, Greenshot, Paint .Net, …

Na stronie Paint .Net zastałem znajomą informację, że mogę pobrać program za darmo lub zakupić licencję w sklepie Microsoftu, dzięki czemu wesprę firmę niedużym datkiem.

Pomyślałem sobie, używam tego programu od tylu lat za darmo, siedem Jerzych nie majątek, co mi tam. Kupiłem, zainstalowało się, szafa gra.

Gra?

Otóż – nie. Nie gra.

Okazało się, że GreenShot “nie umi” wysłać zaznaczenia do Paint .Net, chociaż wcześniej zawsze umiał.

Powalczyłem chwilę i okazało się, że aplikacje zakupione w sklepie MS nie dość, że nie instalują się w Program Files tylko w jakimś dupnym folderze systemowym, do którego dostęp wymaga 3/4 głosów Kongresu, to jeszcze skróty do nich nie prowadzą do plików .exe tylko do jakiegoś dziwnego czegoś, co nie wiadomo nawet z czym zjeść. A Greenshot to prosty zwierz, wymaga podania ścieżki do .exe żeby wysłać zaznaczenie do aplikacji.

Zmarnowawszy dobry kwadrans na próby pogodzenia tych dwóch zwierząt wypierdzieliłem wreszcie tę płatną wersję, ściągnąłem darmową ze strony producenta i wszystko ładnie działa.

Wniosek?

Płatne nie zawsze znaczy lepsze.

Zapisz się
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x