Indie III: Nieoczekiwana zmiana kursu

Ten wpis jest częścią serii "Moja wyprawa do Indii". Dziś kontynuuję odgrzebywanie wspomnień z mojej niegdysiejszej wycieczki do Indii. Ostatnim razem opisałem jak to udało mi się dotrzeć do hotelu i zasnąć, po nieprzespanym nocnym locie z Moskwy i po krótkiej wycieczce taksówką po Delhi. Dziś ciąg dalszy. Tak więc, umywszy się i przebrawszy w… Czytaj dalej Indie III: Nieoczekiwana zmiana kursu

ONB

Olsztyńskie Noce Bluesowe to impreza, na którą swego czasu jeździłem regularnie co roku. Nie jestem pewien czy jeszcze jest organizowany, jeżeli jednak będę się kiedyś wybierał do Kaczystanu, spróbuję zgrać się w czasie z ONB. Festiwal ten jest organizowany w Olsztynie (ktoś bardziej dociekliwy prawdopodobnie już to sobie wykombinował). W samym centrum miasta, pod gołym… Czytaj dalej ONB

Pykniemy bilkę?

Za (dawnych!) czasów kawalerskich przydarzyło mi się zarazić od kolegi pasją grania w snookera i wszelakie bilardy. Trochę w dziewiątkę, ale głównie w ósemkę (najrozmaitsze odmiany). Pierwszy raz w życiu grałem w ósemkę pod koniec podstawówki. Pamiętam, udało mi się wtedy wygrać pierwszą partyjkę i wtopić wszystkie pozostałe ("szczęście początkującego"?) Potem nie grałem przez wiele… Czytaj dalej Pykniemy bilkę?

Indie II: Przygód ciąg dalszy

Ten wpis jest częścią serii "Moja wyprawa do Indii". Jeżeli ktoś czytał niedawno o tym, jak to kiedyś udało mi się dotrzeć do Indii, pamięta zapewne, że skończyłem na tym, jak to znalazłem się wreszcie na lotnisku w Delhi, niewyspany, zmęczony, nie do końca trzeźwy i okradziony z paru drobiazgów. Trzecia rano. Zacząłem od wyjęcia… Czytaj dalej Indie II: Przygód ciąg dalszy

Tona węgla

Mając lat pięć mieszkałem wraz z dziadkami na zadupiu. Dlaczego z dziadkami? A, różne były moje dzieje rodzinne, obfitowały w wiele nieoczekiwanych zwrotów, z których - jako kurdupel - zupełnie nie zdawałem sobie sprawy. Ale mniejsza. Zadupie to była kilkusetosobowa wioseczka na północy Polski. A nasza chałupa stała dodatkowo na uboczu, dobrych pięć minut spaceru… Czytaj dalej Tona węgla

Indie I: Zapachy stolicy

Ten wpis jest częścią serii "Moja wyprawa do Indii". Przydarzyło mi się raz w życiu odbyć wycieczkę w naprawdę dalekie strony. Nie mówię od razu o gwiazdozbiorze Nebula ani nawet o przylądku Horn. Ale byłem w Indiach i chcę dziś powspominać tamten wypad. Dlaczego Indie? Dzięki terrorystom. Ale zacznijmy od początku. Dobiegając trzydziestki, miałem dziwne… Czytaj dalej Indie I: Zapachy stolicy

Jak stracić na Fordzie

W domu rodzinnym zawsze był jakiś środek transportu. Albo motorynka, albo samochód, albo chociaż rower 😉 Swoje pierwsze prawdziwie własne cztery kółka (a więc: kupione za własne pieniądze) udało mi się dorwać dopiero w wieku 30 lat. Przymierzałem się do kupienia auta już wcześniej, ale pomny przestróg różnych mądrych podpowiadaczy, czekałem na dobrą okazję. Okazja… Czytaj dalej Jak stracić na Fordzie

Początki

Zebrało mi się dziś na wspominki. Napiszę o tym, jak udało mi się znaleźć moją pierwszą pracę na Zielonej Wyspie. Uprzedzam, będzie nudno. Przyjechałem tutaj autobusem w drugim tygodniu stycznia 2006 roku. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, ale początek stycznia jest prawie tak samo beznadziejnym czasem na szukanie pracy jak koniec grudnia. Większość firm… Czytaj dalej Początki

Doceń żula

Opiszę dziś przezabawną przygodę, która przytrafiła mi się we wczesnych latach studenckich, i która nieco zmieniła mój pogląd na kwestię tzw. "żuli dworcowych". Na początku lat 90. wojskowi mogli jeździć polskimi kolejami za darmo. Nie wiem skąd się taki przepis wziął, nie wiem nawet czy nadal istnieje (przypuszczam, że nie - jeżeli ktoś wie coś… Czytaj dalej Doceń żula

Biur(w)okracja

Napisałem niedawno kilka cierpkich słów pod adresem polskiej biurokracji. Dziś napiszę o tym, jak założyłem w Polsce własną firmę i jakie były tego efekty. Nie licząc mojej prawie pięcioletniej warszawskiej przygody z wojskiem, większość swojego życia spędziłem w środowisku wiejskim lub małomiasteczkowym (od razu przypomina mi się Bursa i jego "Małe miasteczka"). Tak po prawdzie… Czytaj dalej Biur(w)okracja

Ringo

Nie jestem wielkim fanem sportów ruchomych. Zwłaszcza od czasu jak ugrzązłem w wielkomiejskim środowisku korporacyjnym, moja aktywność ruchowa spadła w okolice niebezpiecznego zera. (Tak, tak, uśmiechaj się. Ja też się uśmiecham jak widzę słowa "Dublin", "wielki" i "miasto" obok siebie) Niemniej jednak kiedyś było inaczej. Siłą rzeczy, w podstawówce i w szkole średniej człowiek był… Czytaj dalej Ringo

Trrru-tu-tu-tu!

Grałem w życiu na kilku instrumentach. Na żadnym nie nauczyłem się grać "profesjonalnie". Innymi słowy, jedyny sposób w jaki mógłbym dzisiaj dorabiać muzyką to "rzuć piątaka to przestanę na chwilę" - ale akurat nie wierzę, żeby to mogło zadziałać (a jeżeli nawet, to z zebranych piątaków nie pokryłbym nawet połowy kosztów dentystycznych). Niemniej jednak -… Czytaj dalej Trrru-tu-tu-tu!

Pierwsze piwo

Moje pierwsze piwo (a także, de facto, mój pierwszy w życiu alkohol) wypiłem na drugim roku studiów. Było obrzydliwie niesmaczne i zastanawiałem się jak ludzie mogą to świństwo pić. Prawdopodobnie w efekcie kosmicznej równowagi, również na drugim roku studiów pobiłem swój niechlubny rekord w ilości piwa wypitego w ciągu doby. Na imprezie urodzinowej kolegi z… Czytaj dalej Pierwsze piwo