Scena

W zasadzie nie znam uczucia tremy, a występy przed dużą publicznością sprawiają mi radość - nawet jeżeli coś czasem pójdzie nie tak jak trzeba.

Mam też mnóstwo wspomnień z różnych festiwali poezji śpiewanej - zarówno ze sceny jak i z widowni. Na scenie zazwyczaj grałem i śpiewałem, ale zaliczyłem też jedną przygodę jako konferansjer.

Otóż trafiło mi się kiedyś uczestniczyć w dwudniowej imprezie, będącej mieszanką przeglądu poezji śpiewanej (dzień I) z warsztatami gry na gitarze (dzień II), prowadzonych zresztą przez samego Janusza Strobla.

Niestety, nie pamiętam w tej chwili gdzie to było - bodajże w Toruniu, ale głowy nie dam. Jakieś w miarę wczesne lata studenckie. Siedziałem na widowni i pozwalałem kolejnym wykonawcom koić moje uszy swoimi występami wokalno-instrumentalnymi. Pamiętam na przykład, jak jakaś dziewuszka w wieku wczesnogimnazjalnym próbowała wyrecytować "Pantofelka" Bursy, ale niestety wymiękła na samym końcu i zamiast "skurwysynie" usłyszałem tylko lekko zawstydzoną ciszę.

W pewnym momencie, między jednym występem a drugim, zauważyłem, że konferansjerka jakby lekko zapadła się w sobie, i zamiast - jak zwykle - głośno i "z przytupem" zapowiedzieć kolejnego wykonawcę, zrobiła to ewidentnie na odwal, po cichu i z raczej smutną miną. Domyśliłem się, że coś nie gra, ale - myślę sobie - co ja się będę przejmował. Jednak równie ponuro i smutno zapowiedziała kolejnych grajków - najwyraźniej nikt niczego nie zauważył (albo nie chciał zauważyć bo wszyscy mieli to w dupie), wstałem więc z widowni, polazłem za kulisy - były tam może ze trzy osoby - i zapytałem czy coś się stało. Pamiętam, że na scenie w tym momencie produkowała się jakaś ekipa z akordeonami - nawet nieźle im szło. Powiedziano mi, że konferansjerka dostała właśnie bardzo smutny telefon (w sensie, ktoś do niej zadzwonił z jakąś złą wiadomością - bynajmniej nie chodzi mi o ponury aparat telefoniczny) i teraz nie ma komu zapowiadać.

Zaoferowałem się, że mogę zapowiedzieć kolejnych wykonawców jeżeli nie mają nikogo innego. Spojrzeli na mnie lekko zdziwieni, ktoś zapytał, czy kiedykolwiek wcześniej pracowałem jako konferansjer - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie, ale że sobie poradzę. Akordeony akurat zaczęły cichnąć...

Zabawna sprawa. Na klawiaturze litery "i" oraz "u" są bardzo blisko siebie. Przez jedną, niewymownie krótką chwilę, w poprzednim akapicie owe akordeony zaczęły cuchnąć. Na szczęście szybka interwencja klawisza Backspace usunęła niemiłą woń zanim ktokolwiek się zorientował.

... cichnąć, spytałem więc tylko szybko jak nazywa się kolejna kapela i co będą grać / śpiewać. Po czym, pierwszy (i jak dotąd jedyny) raz w życiu zapowiedziałem zaintrygowanej publiczności tą kapelę, a także dwie następne. W międzyczasie "etatowa" konferansjerka wspierana na zapleczu przez kolegów, zasmarkawszy tonę chusteczek higienicznych oraz wypłakawszy hektolitr łez, wreszcie doszła do siebie - wzięła się w garść, podziękowała mi serdecznie za pomoc, ja wróciłem na widownię, konferansjerka na swoje miejsce na scenie i wszyscy żyli potem długo i szczęśliwie.

Przy okazji, był to jedyny raz w moim życiu, kiedy to Janusz Strobel - siedzący na widowni - słuchał mnie a nie na odwrót 🙂

The End.


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Miłosz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Miłosz
Gość

Pochwalę się, że miałem taką akcję na imprezie w koszlińskim amfiteatrze. Były to okołodożynkowo-pierwszomajowo-dnio-miastowe obchody, połączone z regionalną edycją wyborów miss pomorza i koncertami rockowymi. Takoż wizyta zaprzyjaźnionych prezydentów miast skandynawskich.

Wszystko dopięte na ostatni guzik. Oprócz konferansjerki części rockowej 😉 Wybrano mnie na ochotnika, abym nie gnuśniał przy koncolecie FOH... Było całkiem nieźle 😉

%d bloggers like this: