I po przerwie

Wyłączyłem bloga na 24 godziny. Włączyłem. Nadal żyję. A więc to nie jest tak, że ten blog to jakiś system podtrzymywania jaźni 😉

Robię aktualnie podobny eksperyment z Twarzoksiążką. Wypieprzyłem (za przeproszeniem wypieprzonych) wszystkich z listy „przyjaciół”, wypisałem się ze wszystkich grup, kółek różańcowych oraz wywaliłem wszelakie inne śmieci z profilu. Na razie jeszcze nie kasuję samego profilu (a nuż mi się odwidzi), ale jak się okaże, że bez FB da się przeżyć więcej niż 48 godzin, raczej pójdzie pod nóż.

Zasadnicza różnica między blogowaniem a twarzoksiążczeniem jest taka, że blogger nie jest atakowany ze wszystkich stron propozycjami „imprez”, „spotkań” oraz „wydarzeń”, dzięki czemu ma więcej czasu na imprezy, spotkania oraz obserwowanie wydarzeń, a także aktywne uczestniczenie w nich. To o wiele ciekawsze. I prawdziwsze.

Chociaż, z punktu widzenia niektórych religii filozofii mądrali wszystko jest tylko złudzeniem, wszyscy żyjemy w wielkich, pomalutku obracających się maszynach doktora Corcorana. Czasem tylko gdzieniegdzie przepięcie na zwojach objawia się nagłym trzęsieniem ziemi albo małym deja vu.

Jak dobrze być niewierzącym 😉

A z takich bardziej przyziemnych (dosłownie!) spraw, to nie wiem czy wiecie, ale zmarło się ostatnio jednemu takiemu. A ja się niedawno nabijałem z jego zabawek. Mam teraz wyrzuty sumienia 😉

Zmarły był dziś na pierwszych stronach wszystkich portali, w telewizji, w radiu, we wszystkich subskrybowanych przeze mnie kanałach RSS (z wyjątkiem xkcd). Przez małą chwilę bałem się podnieść klapę w toalecie – w obawie, że mi Steve stamtąd wyskoczy niczym jakaś upiorna kukułka. Ale to tak już działa jak odejdzie któryś z Wielkich. Poszumi, poszumi i ucichnie. A faceta szkoda.

Podczas tej 24-godzinnej przerwy w działalności bloga oczekiwałem na jakieś gromy albo chociaż żeby ktoś przyszedł i mi w zęby dał. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Ze trzy osoby się zainteresowały co się stało. Było 35 nieudanych prób wejścia na bloga. Jeden z czytelników wyraził dziś rano swoje oburzenie. Reszta – nawet gdyby chciała – nie bardzo miała jak, z braku możliwości dodawania komętaży 😉

Tak więc będę dalej turlał tę kulkę, jednak zdecydowanie odpuszczam już sobie codzienne pisanie „na siłę”. Wyciskanie kolejnych wpisów na zasadzie ostrego zatwardzenia grozi po pierwsze ostrą sraczką, a po drugie permanentnym wytrzeszczem oczu. A jak się człowiek za mocno natęży to mu nawet może żyłka pęknąć. Tak więc będę pisał nieregularnie i będzie mi z tym dobrze 😉 Na jutro i na pojutrze są już wpisy zaplanowane, a dalej – fabula rasa.

Howgh!

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "I po przerwie"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Stefek
Gość

Fb mam w du… no nie interesuje mnie ale za bloga miałem wypowiedzieć dzihad.

agnieszka_sto
Gość

Myslalam, ze Ci sie ten blog zepsul, wiec czekalam, kiedy go naprawisz, a Ty go sam, celowo zepsules. No nieladnie 🙂

wpDiscuz