Historia pewnego plagiatu

Od czasu do czasu zaglądam na bloga idziesięć. Głównie dlatego, że w umiejętny sposób nabija się z otaczającego go świata, a ostatnio udziela się też na Joe Monsterze, którego wiernym czytelnikiem jestem od dawna. Oprócz tego wyłapuje od czasu do czasu absurdy polskich realiów urzędniczych i bez litości gilotynuje je ciętym humorem 😉

Z nieco innej beczki, czasem przydarza mi się nawiązać kontakt z jakimś polskim pisarzem emigracyjnym. Bywa, że na dłużej i na żywo (np. z Piotrkiem Czerwińskim), czasem tylko na chwilę i wyłącznie wirtualnie (na przykład z Piotrem Surmaczyńskim – czy wszyscy fajni pisarze muszą mieć na imię Piotr?).

Jeden z nich (ale nie Piotr) ostatnio wydał książkę.

I co się okazuje? Okazuje się, że całkiem sporo scen w tej książce to treści żywcem zerżnięte z bloga i10.

Oczywiście ponieważ i10 jest blogiem o ogólnopolskim zasięgu (jakiś czas temu załapał się nawet do konkursu na blog roku i chyba go wygrał – albo był bardzo bliski wygrania, nie pamiętam już), ma tylu czytelników dziennie, ilu ja – rocznie – krótko mówiąc, jest lubiany i popularny. Natomiast książka-plagiat to debiut „artystyczny”, a więc ani żadne wielkie nazwisko, ani żadne tam Pulitzery itd. Efekt jest taki, że autor książki został przez internautów pożarty żywcem, przeżuty, wypluty, pożarty jeszcze raz i Wogle.

Wcale się nie dziwię. Kraść trzeba umić 😉 A tutaj mamy do czynienia z kradzieżą całkiem bezczelną. Obszerne fragmenty z i10 zostały przekontrolcefałowane do książki, a następnie pozmieniano w nich – odrobinę – szyki zdań, imiona, nazwy miesięcy i tak dalej. Jednak nie potrzeba tysiącznego IQ, żeby zauważyć, że to jednak plagiat jest.

Wydawnictwo natychmiast opublikowało notę przepraszalną, z której wynika, że o niczym nie wiedzieli. Starają się utrzymać wizerunek, a takie akcje zawsze szkodzą.

Zakończenie tej historii jeszcze nie nadeszło. i10 na dniach idzie do sądu, po szeroko pojętą sprawiedliwość. Czy mu się uda? Zobaczymy. Ja mam bardzo ambiwalentne uczucia jeśli chodzi o polski system wymierzania sprawiedliwości. Jeżeli jednak i10 nie natrafi na urzędniczy beton, ani na kolesiów kolesiów (ewentualnie kolesiów kolesiów kolesiów), ma szansę na jakąś-tam rekompensatę. Ja za niego trzymam kciuki.

Dla zainteresowanych szczegółami, linki:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/232770/osiem

http://www.idziesiec.pl/2015/05/jak-zostac-pisarzem.html

http://antyweb.pl/kolejny-plagiat-z-bloga-osiem-franciszka-kacyniaka-z-fragmentami-przepisanymi-z-bloga-i10/

http://www.wykop.pl/link/2577143/ksiazka-osiem-franciszka-kacyniaka-czyli-jak-zostac-pisarzem/

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Historia pewnego plagiatu"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
MagdalenaS
Gość

Tak, ta historia jest naprawde gotowym scenariuszem do filmu, w zaleznosci od intencji scenarzysty i rezysera: glebokie studium psychologiczne, badz sensacja przeplatana kryminalem…
Wierzyc sie nie chce, ze w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie publikuja i Internet miesci wszystko, od czkawki po osobiste wycieczki, cos takiego moze sie przydarzyc…

wpDiscuz