The Light Fantastic: werdykt

Minęło już dobrze ponad dwa lata od czasu, gdy, zakupiwszy angielskojęzyczny oryginał “Blasku fantastycznego” odgrażałem się publicznie, że zacznę czytać po angielsku.

No i fajnie. Pośpiech jest wskazany przy łapaniu niektórych insektów. A książka to książka, nie zając.

Całkiem niedawno, w zeszłym tygodniu, dojrzałem wreszcie do tego, żeby ten nieszczęsny “Blask fantastyczny” wreszcie napocząć w języku Lengłidż. I co?

I – z kompletnym dla samego siebie zaskoczeniem – faktycznie dojrzałem już do tematu. Lektura okazała się być łatwa i przyjemna, i nie musiałem co chwilę sięgać do słownika, ani męczyć się i kombinować, jak to zwykle miało miejsce przy lekturze innych książek w tym języku.

Ja wiem, że to może brzmieć bardzo kiepsko, w końcu mieszkamy już na Wyspach ponad osiem lat, wypadałoby wreszcie zacząć używać języka na całego. Ale z książkami to u mnie zawsze było tak, że czytałem dla przyjemności, a więc tylko po polsku, bo tłumaczenie zjadało mi dobrze ponad 80% zasobów systemowych (nie wiem jak z trzech neuronów wydzielić 80%, ale tym niech się zajmują matematycy), przez co na odczuwanie frajdy z lektury pozostawało mi nędzne 20%, czyli o wiele za mało.

Tym razem jednak było zupełnie inaczej niż zwykle. Tak zupełnie inaczej, że chyba zacznę polować na kolejne angielskojęzyczne tomy Świata Dysku,

Przy okazji chciałbym tu i teraz po raz kolejny wykonać głęboki, pełen szacunku ukłon w stronę pana Piotra Cholewy, którego tłumaczenia pratchettowych książek miałem przyjemność wcześniej czytać wielokrotnie. Jak już bowiem nie raz wspominałem (i jeszcze pewnie wspomnę), Pratchett buduje humor tak wielowarstwowy, że nawet przy siódmym czytaniu wyłapuje się niuanse wcześniej przeoczone. I pan Cholewa te niuanse w jakiś magiczny wręcz sposób potrafi przenieść do naszego języka.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pan Cholewa ma milion innych rzeczy do roboty niż zaglądanie na jakiegoś tam blogusława emigracyjnego, niemniej jednak gdyby kiedyś, jakimś cudem tu jednak zajrzał, niech wie, że ma u mnie plusa jak stąd do Zgierza.

Co do samej zaś książki – kto czytał, ten wie, nie muszę reklamować, a kto nie czytał, na tego bęc. Dałbym 10/10, ale bym w ten sposób bardzo zaniżył.

Ot co 😉


Liczba słów w tym wpisie: 414

Sprawdź też

Podwójna recenzja: “Wieczny pokój” i “Toy Land”

Skończyłem niedawno dwie książki, dziś szybka recenzja. “Toy Land” to apokryficzne SciFi Roberta J. Szmidta, …

Broadchurch: szybka recenzja

Jeżeli lubisz dobre kryminały oraz Davida Tennanta, ale nie oglądałeś jeszcze “Broadchurch”, to polecam. Serial …

Zapisz się
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
4
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x