Virion 3: Adept (recenzja książki)

W trzeciej części „Viriona” dzieje się całkiem sporo.

(Tutaj można poczytać moje recenzje dwóch poprzednich części: Virion, Virion 2)

Spojler alert=== Spojler alert === Spojler alert === Spojler alert === Spojler alert === Spojler alert

Będę ujawniał niektóre szczegóły fabuły. Jeżeli zamierzasz przeczytać książkę, lepiej nie czytaj dalszej części tego wpisu. Wróć tu po lekturze książki i daj znać, co o niej sądzisz.

Mamy kilka wątków: „główny”, czyli samego Viriona, który spotyka na swej drodze Horecha. Horech jest szermierzem natchnionym, niestety już ma mocno z górki, w dodatku ostro chleje.

Trochę się to kojarzy z wizją”starego” Viriona nakreśloną jeszcze w pierwszych częściach Achai. Czyżby schemat?

Wraz z Horechem, młodziutkim Anai (tak, tym samym, strasznym Anai z pierwszego tomu „Achai”!) oraz Kilą i Niki Virion wędruje przez ogarnięte pożogą wojny pogranicze. Horech dostrzega w Virionie coś, co sprawia, że stary szermierz zaczyna młodego szkolić.

Zakon próbuje rozwiązać tajemnicę zniknięcia Luny, która – jak pamiętamy z poprzedniego tomu – zamarkowała swoją śmierć, żeby uciec łowcy niewolników. A w szerszej perspektywie pojawia się tajemniczy krzyż ułożony z gigantycznych ognisk. Krzyż takiej wielkości, że widać go wyłącznie z wysokiej orbity. Tylko że świat powieści to okolice jakby naszej starożytnej Grecji, a może i dawniej. O lotach kosmicznych nie ma mowy. O co więc chodzi?

Wątek Luny jest dość makabryczny. Oszukawszy śmierć, nie udaje jej się jednak oszukać przeznaczenia i trafia z połamanymi rękoma – jako niewolnica – do kieratu, przy którym spędza większość czasu powieści. Przemiana umysłu wysoko urodzonej, bogatej, niezależnej i dumnej czarownicy w zwierzę, które nie marzy o niczym innym tylko o nadejściu nocy, żeby dostać miskę śmierdzącej strawy, jest całkiem przekonująca i dość makabryczna.

Osobny wątek to Zamek, czyli centrala wywiadowcza królestwa. Taida trafia tam w ramach niespodziewanego awansu i próbuje zrozumieć o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Prowadzi skomplikowane, wielopoziomowe śledztwo; krok po kroku odkrywa wielką tajemnicę Zakonu, zwinnie lawirując między najpotężniejszymi ludźmi (i nie tylko) tego świata.

Wszystkie te wątki (a także kilka mniejszych, pobocznych) zgrabnie schodzą się i rozchodzą w kontredansie wojny, mordów i tajemnic.

Czytało się świetnie. Moja prywatna ocena to 9.5 / 10.

Ciekawe ile czasu (i tomów) zajmie Autorowi dotarcie do końca „Viriona”. Sam stwierdził w jednym z wywiadów, że postać szermierza natchnionego, który pewnego dnia srodze poturbował (i prawie pokonał) samą Achaję męczyła go dość długo. To Virion „kazał się” Ziemiańskiemu napisać, a że to osobowość niezwykle silna, Autor nie miał innego wyjścia 😉

Polecam.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o