“Virion. Obława” – recenzja książki

Udało mi się niedawno wykończyć (uszami!) drugi tom “Viriona” A. Ziemiańskiego, dziś czas na szybką recenzję.

Fabuła powieści toczy się dwutorowo. Mamy Lunę, czarodziejkę, która szuka Viriona na polecenie Aidy; mamy też samego Viriona, który wbrew swojej woli, a także wskutek całej serii wydarzeń z pierwszego tomu trafia na cesarską obławę, której celem jest wyłapanie zbiegłych więźniów.

Te dwa wątki gdzieś się tam po drodze schodzą, w międzyczasie poznajemy młodziutkego Anai, mistrza tortur (pamięta ktoś to imię z pierwszych tomów “Achai”?), którego postać jest znakomitym “mentalnym łącznikiem” z resztą książek z serii.

Opowiadał całej fabuły nie będę, bo jak zwykle mi się nie chce. W książce dzieje się mnóstwo i naprawdę nie da się przy drugim tomie znudzić. Jest sporo trupów, mordobicia, strzelania z kusz, łuków, dźgania, cięcia i rżnięcia (tego ostatniego pod każdą postacią, if you know what I mean). A także bogato inkrustowana kurwolingwistyka, przez co książka raczej nie nadaje się dla ludzi, którym uszy więdną przy urwach, ujach i innych synach.

Jest też sporo przaśnych podśmiechujek; większość zbójów, których Virion spotyka na swojej drodze, obdarzonych jest prostym, ale celnym poczuciem humoru, dzięki czemu nader często gęba mi się wykrzywiała w uśmiechu.

Jedyne, do czego mógłbym się spróbować przyczepić, to liniowość fabuły. Brak znanej z “Achai” wielowątkowości trochę zubaża odbiór. Jednak z drugiej strony niedawno zdaje się narzekałem na nadmiar wątków, więc wniosek jest jeden: marudzę!

Ogólnie “Viriona” bardzo polecam i z niecierpliwością czekam kolejnych tomów.


Zapisz się
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
2
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x