Olga Gromyko: Zawód: wiedźma

zawod-wiedzmaZ wielkim (oraz bardzo miłym) zaskoczeniem odkryłem niedawno Olgę Gromyko, białoruską pisarkę, autorkę serii o Wiedźmie. Dziś krótka recenzja pierwszego tomu.

Główną bohaterką powieści „Zawód: wiedźma” jest Wolha, młodociana adeptka szkoły magii.

Książka jest nasycona humorem, ironią oraz zdrową porcją cynizmu. Akcja rozgrywa się w świecie, na oko, piętnastowiecznym, pełnym magów, wampirów, strzyg, leszych, troli i innych (mniej lub bardziej rozumnych) stworów. Wolha zostaje wysłana na wyprawę do krainy wampirów, które są jedyną niezbadaną rasą rozumną. Wyprawa okazuje się być jedną wielką intrygą, której kulisy Wolha stopniowo odsłania na kolejnych stronach powieści. Bohaterka za jednym zamachem krzyżuje plany intrygantów oraz zbiera materiały na temat wampirów (obalając przy okazji te wszystkie bzdurne tezy o osice, czosnku, znakach krzyża, jedzeniu ludzi i nieodbijaniu się w lustrze).

„Wiedźmę” czyta się bardzo przyjemnie i ciężko się od niej oderwać. Całość akcji przecedzona jest przez ironiczny umysł Wolhy (jest ona jedynym narratorem), w związku z czym nawet najbardziej straszliwe sceny okazują się być bardziej śmieszne niż straszne.

Jest też w fabule kilka „przewrotek”, które większości czytelników powinny się całkiem spodobać. Wydaje się, że doskonale wiemy o co chodzi, a tu nagle odsłania się jakaś tajemnica i okazuje się, że tylko nam się wydawało. Szczegółów nie zdradzę, bo mi się nie chce, a poza tym może ktoś będzie czytał, nie chcę psuć niespodzianki.

Ponieważ jest to dopiero pierwszy tom, Wolha musi wyjść cało ze wszystkich opresji. Nie jest jednak ona typem Conana Barbarzyńcy, który za pomocą mięśni i miecza pokonuje wszelakie przeciwności. Nie. Wolha bywa niezdarna, przed walką potrafi odrzucić powyginany miecz, żeby nim sobie nie zrobić krzywdy, a szukając śladów potwora wpaść do gnojówki na oczach mieszkańców wsi. Oprócz tego ma też Stokrotkę, kobyłkę, która ma niezły charakterek i częściej przeszkadza niż pomaga.

Ogólnie rzecz ujmując, jest kupa śmiechu i gagów, książka emanuje pozytywną energią; zdecydowanie polecam ją jako miły przerywnik od szaroburej, zaokiennej irlandzkiej szarości dnia codziennego.

Tymczasem pędzę, drugi tom zapowiada się całkiem interesująco. Są smoki!

Orewuła.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz