“Orders of Battle”. Recenzja książki.

Po czym poznać, że książka jest dobra?

Można sprawdzać opinie na blogach i portalach książkowych. Można pytać znajomych albo fachowców od literatury. Można dużo różnych rzeczy, ale nigdy nie będzie gwarancji, że książka, która spodobała się czytelnikowi X spodoba się również czytelnikowi Y. Co więcej, że książka, która spodobała się milionowi czytelników spodoba się milion pierwszemu.

0
A ty jak szukasz dobrych tytułów?x

Książka jest dobra, jeżeli dla jej przeczytania jesteśmy w stanie zorganizować sobie dzień (lub częściej noc!) tak, żeby zamiast robić coś innego (na przykład spać), przysysamy się do książki i czytamy całość na raz.

Góra na dwa razy.

Tak właśnie było z “Orders of Battle” Marko Kloosa, dziewiątą z kolei częścią serii “Frontlines” (ósmą, jeżeli nie liczyć miniaturowego “Lucky Thirteen”). Zacząłem czytać… i wsiąkłem.

Fabuła jest liniowa i prowadzona z pojedynczego punktu widzenia. Po dwunastu latach służby wojskowej Andrew Grayson dochrapał się stopnia majora i osiadł w islandzkiej bazie szkoleniowej, gdzie przygotowuje rekrutów do walki z Obcymi, gdyby chcieli znów zaatakować.

Tylko że Obcy po raz ostatni atakowali nas ponad cztery lata temu. Są co prawda jeszcze niedobitki na Marsie, ale całkiem niegroźne, wybijamy je pomalutku i systematycznie jak pluskwy (gdyby pluskwy miały dwadzieścia metrów wysokości).

Pewnego dnia odwiedza go pewien pułkownik i proponuje udział w misji. Nie zdradza żadnych szczegółów poza tym, że Grayson musi podjąć decyzję w ciągu 48 godzin. Może sobie zostać w Islandii i dożywotnio szkolić rekrutów, albo może wziąć udział w czymś większym.

Jak się domyślamy Andrew akceptuje zaproszenie… no i dalej nie powiem co i jak, bo nie. Jak chcesz to sobie przeczytaj.

Akcja, chociaż liniowa, jest bardzo dynamiczna. Krajobrazy zmieniają się ze strony na stronę. Postaci są skonstruowane całkiem wiarygodnie, a opisy broni, wyposażenia i miejsc są tak szczegółowe, że ma się wrażenie jakby się tam było.

No i coś, co Tygryski lubią najbardziej: mnóstwo niespodzianek!

Książka kończy się klasycznym cliff-hangerem. Z jednej strony fajnie, bo wiemy, że Autor będzie kontynuował serię, z drugiej cliff-hangery mają to do siebie, że natychmiast chciałoby się wiedzieć co będzie dalej, tymczasem jednak trzeba cierpliwie czekać.

Z wielką przyjemnością wystawiam “Orders of Battle” ocenę 10/10 żałując, że skala kończy się na 10.

A nie, zaraz, nie kończy się. Przecież to mój blog i mogę sobie skalować rzeczy jak mi się spodoba.

Czyli 17/17.

Zapisz się
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x