Limerick

Niech się fani irlandzkiego miasteczka Limerick nie obrażą, ponieważ nie o nich (ani o miasteczku) pisał dziś będę.

Może z wyjątkiem pierwszego zdania.

Zamiast tego rzecz będzie o pewnym popularnym limeryku, który w wersji angielskojęzycznej jest po prostu zabawny, natomiast którego tłumaczenie na polski jest wprost genialne.

Rzućmy najpierw okiem na oryginał:

There was a young lady of Niger,
Who smiled as she rode on a tiger.
They returned from the ride
With the lady inside
And the smile on the face of the tiger

Gdyby to spróbować przetłumaczyć słowo w słowo, dostaliśmy coś w rodzaju:

Była sobie młoda dama w Nigerii
Która uśmiechała się galopując na tygrysie
Wrócili z przejażdżki
Z damą w środku
I z uśmiechem na twarzy tygrysa

Ani to rymu nie ma, ani rytmu, ani żadnych innych walorów artystycznych.

Innymi słowy, pasuje do tego bloga jak ulał.

Rzućmy teraz okiem jak można przetłumaczyć ten limeryk na polszczyznę w bardziej sensowny sposób. Było kilka prób, zerknijmy na te najbardziej znane:

Zachciało się pewnej niewieście w Skarżysku
przejechać konno na małym tygrysku…
Przybyli z wyprawy w porządku:
dama w tygrysim żołądku,
a tygrys z uśmiechem na pysku.

Powyższe tłumaczenie jest autorstwa Janusza Minkiewicza. Rymy są jak najbardziej w porządku, natomiast rytm jest całkiem nielimerykowy. Pierwszy wers ma dwanaście sylab, drugi jedenaście – a obydwa powinny mieć po dziewięć.

Wersy trzeci i czwarty zamiast po sześć sylab mają ich odpowiednio dziewięć i osiem – czyli całkiem bezładnie. Tylko ostania linijka ma odpowiednią ilość sylab, jednak całość jest rytmicznie niestrawna.

Łatwo jest się przyczepiać do czyjejś twórczości, o wiele trudniej napisać coś samemu. Przekonuję się o tym za każdym razem gdy czytam jakieś fajne rzeczy na dużych polskich portalach, a potem zaglądam w ziejące nienawiścią komentarze tłuszczy. Z drugiej strony, chciałoby się mieć własnego trolla. Miałem kiedyś jednego, ale nie dopilnowałem i uciekł.

Spójrzmy na podejście numer dwa, tym razem autorstwa Tomasza Bauera:

Młoda dama imieniem Klarysa
dosiadała z uśmiechem tygrysa.
W końcu, na prośbę kotka,
dama wsiadła do środka,
uśmiech dosiadł zaś gęby tygrysa.

Tutaj jest już nieco lepiej. Rymy, podobnie jak w wersji Minkiewicza, bez zarzutu, za to rytmy o wiele lepsze. Nadal jednak dalekie od ideału. Ale przynajmniej ilość sylab w wersach 1,2 i 5 jest jednakowa (10), podobnie jak w wersach 3 i 4 (po 7 sylab). Od biedy da się to już w miarę sensownie przeczytać.

No i na koniec moje ulubione tłumaczenie Kazimierza Bermana:

Siedziała panienka w Tyflisie
ze śmiechem na swoim tygrysie.
Aż tu zmienia się scena:
ona siedzi „w”, nie „na”,
on śmieje „ha, ha!” i „hi, hi!” się.

Rytm idealny (co prawda wersy 3 i 4 mają po siedem sylab zamiast po sześć, ale deklamując da się to łatwo „ścisnąć” do słyszalnych sześciu), rymy zaś mistrzowskie. W życiu bym nie wpadł na to, żeby rozbić „śmieje się” w taki sposób, żeby się rymowało z „tygrysie”. Podobnie rzecz ma się z rymem w wersach 3 i 4: zanegowane „na” nagle rymuje się ze „scena”. Chciałbym mieć w głowie przez pięć minut to, co Berman miał pisząc to tłumaczenie.

Tymczasem wracam na zmywak. Trzeba bowiem mi pracować miast w cichości rymy pisać.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz