Chyża piętnastka i stary zakład

Dawno temu, jeszcze we wczesnej podstawówce, założyłem się z kolegą, że przed czterdziestką stanę na Księżycu. W swej dziecięcej naiwności sądziłem bowiem, że skoro już ktoś na tym Księżycu wylądował, zacznie się teraz era podbijania Kosmosu. Do czterdziestki miałem wtedy dobrze ponad trzydzieści lat, a więc całą wieczność. Zakład, w swym mniemaniu, musiałem wygrać, dlatego zgodziłem się na niebagatelną kwotę pięciu tysięcy złotych. Dla mnie, ośmioletniego brzdąca, była to cała fura pieniędzy.

Nie przewidziałem ani denominacji, ani tego, że rozwój kosmonautyki w zasadzie zatrzymał się na długo przed tym zakładem. Od tamtej pory bowiem żaden człowiek nie stanął na powierzchni innego ciała niebieskiego, a najbardziej zaawansowanym pojazdem pozaziemskim okazała się być Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (po naszemu: ISS), krążąca wokół matuli Ziemi na grawitacyjnej smyczy niczym ćma wokół żarówki. Nawiasem mówiąc ISS obchodziła wczoraj swoje piętnaste urodziny, co tłumaczy pierwszą część tytułu niniejszego wpisu.

Całkiem niedawno kolega ów skontaktował się ze mną (po raz pierwszy od czasów podstawówki!) i przypomniał o zakładzie. Zaproponował jego anulowanie, co ma sens, biorąc pod uwagę, że ówczesne pięć tysięcy złotych to dziś pięćdziesiąt groszy (i to przy optymistycznym i nieprawdziwym założeniu braku inflacji). Szkoda zachodu.

Wracając jeszcze do zagadnienia podróży kosmicznych – wygląda na to, że jeszcze kilka pokoleń musi przeminąć zanim coś się zacznie w tej kwestii dziać na szerszą skalę. Póki co sporadyczni „kosmiczni turyści” muszą płacić po kilkadziesiąt milionów dolarów za pojedynczą „wycieczkę” na ISS. Ludzkość, zamiast sięgać ku gwiazdom, skupia się głównie na rozrywkach i zarabianiu pieniędzy. A przecież mamy niecały miliard lat zanim Słońce podgrzeje naszą Ziemię do tego stopnia, że wyparują z niej oceany, a przy okazji także i wszystkie żywe istoty. Z wyjątkiem, być może, szczurów i karaluchów…

Na zakończenie dziś tekst jednej z moich ulubionych piosenek autorstwa Karoliny Cygonek, pt. „Galaktyka Marzeń”. Wspominałem tę piosenkę w jednym z poprzednich wpisów (tutaj do poczytania).

Galaktyka marzeń już wygląda ze snu
międzygwiezdny statek znikł wśród czerwonych dziur
w pełną hibernację mój popada mózg
czuje się jak pacjent w psychiatryku lilaróż
czy kosmos to, czy jeszcze ja
Magellana obłok czwarty wymiar nocą ma

Marzeń galaktyka, przeznaczenie i port
w podczerwieni zegar tyka jak radar wzrok
kiedy się obudzę, zmatowieje świat
nim zapieje budzik, chcę słoneczny złapać wiatr
czy kosmos to, czy jeszcze ja
Magellana obłok czwarty wymiar nocą ma

Marzeń galaktyka niech co noc mi się śni
więc nie budźcie mnie do licha, dobrze się śpi
widzę tylko ciemność na padole łez
pożeglujcie ze mną poza mlecznej drogi kres
czy kosmos to, czy jeszcze ja
Magellana obłok czwarty wymiar nocą ma
Magellana obłok czwarty wymiar nocą…

A tutaj link do piosenki na Tyrurce:

[yop_poll id=”10″]

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz