E-xiążki

Stało się. Narzekałem zawsze na czytniki e-booków, że to nie to samo co prawdziwa książka, że nie ma szelestu kartek, nie czuć "ciężaru wiedzy" w ręce, no i dochodzi jeszcze aspekt toaletowy (jak mawiał Cohen Barbarzyńca, dobra książka, oszczędnie używana, może podróżnikowi wystarczyć na długie miesiące). A spróbuj się podetrzeć e-bookiem.

Jednakowoż od ostatniej soboty jestem dumnym posiadaczem czytnika Kindle.

Okazuje się - całkiem fajna sprawa. Co prawda chwyt marketingowy w stylu "możesz tu zmieścić do 3000 książek" nie znajduje zastosowania, bo i tak na ogół czyta się jedną książkę na raz (góra dwie - czasem przychodzi podzielić się czytnikiem z Małżowiną), ale to akurat bez znaczenia. Urządzenie jest świetne.

Oprócz czytania książek można za pomocą Kindle przeglądać strony www (o ile jest się w zasięgu WLAN) oraz subskrybować kanały RSS (tego ostatniego jeszcze nie próbowałem, ale podobnoż się da).

E-papier jest w zasadzie nie do odróżnienia od naturalnego papieru (pomijając aspekty niewizualne, o których piszę wyżej).

Jak to na początku z nowinkami bywa, rzuciłem się od razu na parę książek na raz - udało mi się w długi weekend przeczytać całą "Grę Endera" (tzn. nie wszystkich 6 tomów, tylko pierwszy), "Altruizynę" Lema oraz próbkę nowej powieści Pratchetta (i to w angielskim oryginale, ha!). Przez cały długi weekend nie włączyłem ani razu komputera, co jest wydarzeniem godnym odnotowania w rodzinnym kalendarzu.

8 komentarzy

    1. Przybliż zagadnienie. Chodzi Ci o możliwość korygowania błędów czy o możliwość publikowania osobnej wkładki do książki, z listą błędów? 😉

  1. witamy w klubie ;). Do konwersji plików polecam calibre. I pamiętaj o zakupieniu okładek [tymi łatwiej się podetrzeć ;P]

  2. a ja lubię e-xiążki ale nie lubię e-czytników. Bo są za duże by je nosić przy byle okazji. Używam więc mego stupidfona (nazwanie go smartfonem było by obraźliwie dla przymiotnika "smart") i czytam w każdej wolnej chwili. Wymaga to oczywiście dostosowania tekstu do określonego formatu i kodowania bo mój fon nie chce mi czytać wszystkich doców i pdfów ale już go okiełznałem i daje rade w mym nadrabianiu zaległości czytelniczych.

    1. Argument odrzucam. Niektóre współczesne smark-fony osiągają ponad pięć cali w pełnym wzwodzie. Kindelek ma sześć cali, więc różnica naprawdę niewielka. Mieści się w wewnętrznej kieszeni płaszcza, a także w tylnej kieszeni dżinsów.

      1. Współczesne to moze tak ale mój ma ledwo 2,8" (stupidfon, a nie to co teraz sobie wszyscy pomyśleli, zbereźniki stare) a i tak go muszę przy sobie nosić (to drugie o którym wszyscy pomyśleli też, noszę to od urodzenia a nawet wcześniej).

  3. "Oprócz czytania książek można za pomocą Kindle (…) subskrybować kanały RSS"

    Niestety to nie jest prawda. Nie da się tego zrobić bezpośrednio. Da się to jednak "obejść", stosując różnego rodzaju zewntrzne serwisy, takie jak eGazeciarz, Google Reader w połączeniu z Kilp.me czy z Calibre, lub Google Readera bezpośrednio przez przeglądarkę (tego nie polecam, średnio wygodne).

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.