… fiatów, fordów i francuskich…

Prawo wielkich liczb mówi, że przy odpowiednio dużej liczbie prób nawet najmniej prawdopodobne zdarzenie w końcu zajdzie – i to z prawdopodobieństwem bliskim jedności.

W Irlandii w ciągu ostatnich dwóch lat sprzedano razem około 9,000 Peugeotów. To niewiele w porównaniu z łączną liczbą około 230,000 wszystkich sprzedanych aut, ale też nie tak całkiem mało.

Ile z nich to Peugeot Partner?

Na trochę ponad 1000 Peugeotów dostępnych na stronie carzone.ie tylko 59 to Partner. Pół procenta. Nie wiem, czy mogę tak ekstrapolować, ale wychodzi mi z tego, że rocznie sprzedaje się mniej niż sto tych aut.

Nie za wiele, prawda?

Ile z nich ma kolor szary?

A ile jeździ jako taksówka?

Kolor szary prawdopodobnie jest dość popularny. Z jakiegoś niepojętego dla mnie powodu ludzie uwielbiają auta w kolorze szarym, który nie dość, że jest nudny, to jeszcze w wiecznie deszczowej irlandzkiej pogodzie słabo go widać. Osobiście lubię jeździć autami pomalowanymi na jaskrawe, oczojebne barwy. Ja tego auta od zewnątrz i tak za wiele nie oglądam, więc mi wsioryba, a inni je lepiej widzą, dzięki czemu mam mniejszą szansę na kolizję.

OK, starczy tego pitolenia, przejdźmy do rzeczy.

Nie dalej jak kilka dni temu dostałem pilny telefon od swojego pracodawcy, że mam rzucać wszystko w cholerę i jechać do firmy.

Gwoli wyjaśnienia: jako kontraktor pracuję – w charakterze jakby podwykonawcy – u klienta mojego pracodawcy. Ale sporadycznie zdarza mi się popracować pół dnia dla innego klienta. To właśnie była taka sytuacja – ten inny klient, okazało się, uświadomił sobie tamtego dnia, że jakieś terminy są bliżej niż im się wydawało i potrzebowali kogoś z moją wiedzą do błyskawicznej interwencji. Trzeba było grzebnąć w jakiejś bazie danych, zapuścić parę zapytań, przepchać wirtualnym wyciorem parę rur z danymi, narysować parę kresek na white-boardzie, mniejsza o szczegóły. W każdym razie było pilne, teraz, zaraz, na wczoraj najlepiej.

No więc dzwonię po taksówkę (firma ma deal z jedną z lokalnych dublińskich korporacji taksówkarkich), dostaję zaraz SMS-a z linkiem do śledzenia „mojej” taksówki – widzę, że stoi w korkach całkiem spory kawałek drogi ode mnie więc żeby nie zmarznąć chowam się do hallu biurowca i cierpliwie czekam, sprawdzając od czasu do czasu położenie ikonki auta na mapie.

Kiedy po dobrych piętnastu minutach ikonka dociera wreszcie w moje okolice, wychodzę przed budynek. W tym samym momencie dostaję SMS od taxi-korporacji, że mój pojazd jest już prawie na miejscu, i że jest to szary Peugeot Partner.

Zerkam – patrzę – jest! Stoi sobie na światłach dosłownie 50 metrów ode mnie, z charakterystycznym, dobrze mi znanym żółto-czarnym logo korporacji. Podbiegam, wsiadam, potwierdzam adres, jedziemy. Kierowca okazał się być gadatliwym Rumunem z siedmioletnim stażem na emigracji, prawie nie musiałem się odzywać (chwała mu za to, bo nie za bardzo miałem tego dnia wenę na gadanie). Po kwadransie dojeżdżamy na miejsce.

„It’s gonna be €10.50” – mówi Rumun wskazując na taksometr.
„OK” – mówię – „it’s on the account as usual” – dodaję i łapię za klamkę.
„Hold on mate, what account? You owe me €10.50”
„But you’re from Expert Taxis, right? Account number 3640, right?”
„What?”
„Well that’s what your colleague confirmed over the phone” – mówię lekko zaniepokojony i pokazuję mu SMS sprzed kwadransa, z informacją, że mój szary Peugeot Partner dojechał i czeka. Równocześnie rejestruję z niepokojem sześć nieodebranych połączeń z nieznanego mi numeru komórkowego oraz dwa od Expert Taxis.
„I am not incorporated, mate. You owe me €10.50”
„Credit card?” – pytam bez większej nadziei.
„Nope, cash only”
„Bad news” – mówię – „I’ve no cash on me at all. We’ll need to find an ATM I guess…”
„Got FreeNow?”
„Sure”
„OK then, log on and we’ll sort it out”

Gość sprawnie wklepuje €10.50 do swojej końcówki FreeNow, pobiera kasę z mojego konta. Żegnamy się w przyjaznej atmosferze, wdzięczni internetowym technologiom za takie możliwości. Wysiadam z auta i zerkam jeszcze raz na znaczek na dachu Peugeota. Kurdę. Faktycznie nie było to Expert Taxis, ale też dominowały kolory żółty i czarny, i miało „taxi” w nazwie. Łatwo można się pomylić.

FreeNow nawiasem mówiąc to mobilna aplikacja do łapania taksówek. Kiedyś nazywali się Hailo (genialna nazwa, lepszej nie można sobie wymyśleć – „hail” to znaczy „łapać taksówkę”, z kolei „halo” dobrze kojarzy się z telefonem), potem zostali przejęci przez inną firmę i jakiś marketingowy geniusz przechrzcił ich na „MyTaxi” (ujdzie…), żeby wreszcie trafić pod skrzydła Daimler-Benz (albo raczej Daimler-AG czy jak tam się oni teraz nazywają) pod kompletnie idiotyczną nazwą „FreeNow”. Podobno przez pierwszych parę tygodni od tej ostatniej zmiany nazwy klienci byli bardzo zbulwersowani, że nie jest za darmo.

Trzy godziny później, kiedy już skończyłem przepychanie strumieni danych i dreptałem niespiesznym spacerem w stronę dworca Pearse Station, zadzwoniłem do Expert Taxis i grzecznie przeprosiłem za zaistniałą sytuację, wyjaśniając cały ten galimatias z szarym Peugeotem Partner. Pan w słuchawce wydał się pozytywnie zaskoczony (że ktoś w ogóle dzwoni w takiej sprawie), powiedział że nie ma problemu, ładnie podziękował i rozeszliśmy się w pogodnych nastrojach każdy w swoją stronę.

No i teraz pytanie: jakie jest prawdopodobieństwo, że dwie szare taksówki marki Peugeot Partner podjadą w tym samym czasie pod ten sam biurowiec?

No jakie?

Dziwny świat.

2
Dodaj komentarz

avatar
Obrazki i zdjęcia
 
 
 
Filmy
 
 
 
Inne
 
 
 
2 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
JaroRzast Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Rzast
Gość
Rzast
offline

Mam 2 francuzy – Clio II (13 lat, prawie 400k km na liczniku) i Kangoo II (od roku). Jak się je doprowadzi do porządku i dba to sprawiają naprawdę mało problemów. Ale może to taki sam wyjątkowy przypadek, jak Twój wyżej opisany 😉

Jaro
Gość
Jaro
offline

A jakie jest prawdopodobieństwo, że spotkasz gościa, który ma klucz od Twojego domu na wsi dokładnie wtedy gdy wsiadasz do samochodu żeby pojechać do tego domu i orientujesz się, że zapomniałeś wziąć klucza, który leży w innym domu, 100 km dalej? Dla ułatwienia dodam, że w ciągu 13 lat spotkałem przypadkowo gościa tylko raz.