Statystycznie rzecz ujmując

In Pod prąd by xpil0 Comments

Czasem zdarza się, że mamy w domu coś niepotrzebnego. A to dziecko wyrośnie z kurtki albo z fotelika samochodowego, a to kupimy nowego cyfraka i stary leży i się kurzy, a to znowu nie możemy iść na koncert i zostajemy z niepotrzebnym biletem… No, różnie może w życiu być, wiadomo.

Co z takimi niepotrzebnymi rzeczami się robi? Ano, można je wyrzucić. Jeżeli jednak mają one jakąś konkretną wartość, można je sprzedać. Można też oddać komuś potrzebującemu.

Niedawno odkryłem portal JumbleTown.ie, na którym można się ogłaszać z rzeczami do oddania. Albo poszukać rzeczy do wzięcia. Wszystko za darmo (również rejestracja i używanie portalu). Fajna idea, i nawet działa – acz czasem można się nadziać na dziwne sytuacje.

Chcieliśmy swego czasu mieć kotka. Kotek fajna sprawa, mruczy, obsługi wymaga niewiele, spacerować z nim nie trzeba po podwórku – no więc poszliśmy do schroniska i przygarnęliśmy jednego. Niestety, nie na długo – okazał się na tyle zadziorny, ża przestraszyliśmy się, że coś zrobi dziecku (dziecko miało wtedy niecałe 4 lata – fajny wiek na kota, ale nie na tego konkretnego niestety). Kot wrócił do schroniska, zostały nam po nim torby karmy dla kotów (które też odnieśliśmy do schroniska) oraz klatka do przenoszenia kotów a także mała poduszka dla kota, w kształcie kanapy.

Tak, tam jest przecinek. Kot jest w kształcie kota. Poduszka jest w kształcie kanapy.

No więc stwierdziliśmy, że zarówno poduszka jak i skrzynka są na tyle mało warte, że szkoda zachodu ze sprzedażą, oddamy to komuś. Wrzuciliśmy obydwie rzeczy na JumbleTown i obydwie poszły od razu. Pan, który wziął skrzynkę, odpalił nam butelkę białego wina (które stało u nas potem przez parę kolejnych miesięcy, tacy z nas koneserzy win), a pani, która wzięła poduszkę… wzięła poduszkę. No i fajnie.

Innym znów razem padł mi GPS, na amen. Została mi po nim ładowarka samochodowa. Wrzuciłem ją na JumbleTown, zaraz znalazł się chętny. W zamian za ładowarkę dał nam spore ciasto – niestety, kupne i obrzydliwie słodkie, więc wyrzuciliśmy je po dwóch kęsach.

Jeszcze innym razem pozbywaliśmy się miniwieży Philips, która stała zakurzona od trzech lat, wędrowała z nami przez kolejne mieszkania i tylko zawadzała. Najpierw zgłosił się po nią jakiś gość spoza Dublina, który akurat jechał po kogoś na lotnisko. Nie pojawił się. Potem zgłosiła się jakaś laseczka, która jednak nie mogła się wybrać po wieżę bo najpierw nie miała nikogo do dziecka, potem zachorowała, na koniec powiedziała że za daleko mieszkamy i że nie przyjedzie. Wieża wylądowała w koszu na śmieci.

Wystawiłem też na JT dwie swoje stare marynarki, których nie ubierałem już ze dwa lata – po co mają karmić mole, mogą się komuś przydać. Zgłosiła się jakaś babeczka, umówiła się na następny dzień. Nie przyjechała. Marynarki wylądowały w koszu.

Najciekawsza historia wiąże się z kartą bezprzewodową, którą też wrzuciłem na JumbleTown. Otóż miałem kartę WLAN-PCMCIA, pozostałość po starutkim laptopie, który już dawno przeniósł się do komputerowego nieba – no więc, wrzuciłem tą kartę na JumbleTown, zgłosił się jakiś gość. Wymieniliśmy się online numerami telefonów, obiecał zadzwonić nazajutrz.

Zadzwonił. Wyjaśnił, że bawi się amatorsko w sieci komputerowe, że ma starego laptopa i że taka karta dla niego to gratka, i gdzie możemy się spotkać. No to go pytam gdzie mieszka. Okazało się, że mieszkamy w tej samej dzielnicy Dublina – drążę więc dalej, od słowa do słowa okazało się, że to mój sąsiad z góry 😉

JumbleTown ma parę milionów użytkowników (tak przynajmniej twierdzą) – nawet jeżeli większość z nich to Irlandczycy, jaka jest szansa trafienia na gościa z tego samego budynku?

Tak, wiem, kawał. Już się robi:

Psychiatryk. Do gabinetu lekarkiego wchodzi na czworakach facet w rozchełstanym ubraniu, w ustach zagryza sporej wielkości wiązkę jakichś kolorowych sznurków, które ciągną się za nim, pogrzechotując z lekka. Lekarz, siedzący w gabinecie, zagaduje łagodnie:
– O, dzień dobry, jesteś wężem prawda? Takim dłuuugim wężem, grzechotnikiem może?
– Bwhhzzzrbwhww! – krzyczy gościu na to
– Nie wąż? A, to może jesteś dżdżowniczką małą, która szuka kropelek rosy?
– HRGZWWWHGFFFM!
– Nie dżdżowniczka? – pyta nieco już zaniepokojony lekarz – to może małym robaczkiem jesteś i tak sobie pełzasz, hm?
Gościu w tym momencie wypluwa kable i się drze na lekarza:
– Jaki, kurwa, robaczek! Jestem wasz admin sieciowy, nowe kable kładę!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz