Drzewko cytrynowe

Moja miłość do kuchni chińskiej sięga jeszcze późnych czasów studenckich. Na przednówku ciężko było znaleźć jakąś strawę, którą udźwignąłby mój chudy naówczas portfel – więc, bywało, żarło się Kim Lan ile wlezie.

Do dzisiaj lubimy zjeść Chińczyka dwa, trzy razy w miesiącu. Na ogół zamawiamy przez telefon do domu, ale zdarza nam się również polować „na mieście”. Czasem odwiedzamy China Sichuan w Sandyford (2 minuty piechotą od przystanku Stillorgan – zielona linia Luasa), czasem jedziemy do Golden Phoenix w Dunshaughlin, a ostatnio odkryliśmy tytułowe Drzewko Cytrynowe, czyli Lemon Tree.

Knajpka leży przy N81, około 35 kilometrów od M50 (zjazd na Tallagh), w miasteczku Blessington. Wnętrze jest urządzone dość nietypowo jak na chińską restaurację, nie ma żadnych „klasycznych” chińskich motywów, są proste białe ściany, mnóstwo zieleni, jedna duża, bardzo jasna sala na (pi razy oko) 20 stołów. Bardzo dobrze akustycznie odilozo… odizowa… odizalow… Bardzo dobrze wyciszona, dzięki czemu nie słychać szumu przejeżdżających aut. Dwie panie obsługujące salę plus (sądząc po odgłosach dobiegających z kuchni) kilkuset kucharzy rozmawiających głośno po chińsku większość dnia. Nie wiem co oni tam robią oprócz przygotoywania posiłków, jak na moje ucho to albo obstawiają wyniki wyścigów konnych albo omawiają przebieg jakiejś bitwy, w każdym razie na pewno nie składali ślubów milczenia 😉

Samo żarełko jest tak pyszne, że byliśmy tam już dwa razy w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że pojedziemy tam raz jeszcze przy najbliższej okazji. Moja żonka upodobała sobie skewered chicken satay, potrawę z pozoru banalną, jednak w wykonaniu tamtejszych (głośnych!) kucharzy tak pyszną, że człowiek z trudem hamuje się, żeby nie zjeść również patyczków. Ja ostatnio zamówiłem kaczkę w sosie śliwkowym (i nie pożałowałem), poprzednio była jakaś mieszanka kurczakowo-warzywna, równie smaczna.

Oprócz menu chińskiego mają też tradycyjne potrawy kultury Zachodu, a więc wszelakie burgery, zrazy, steki itd., więc jeżeli zabieramy z sobą znajomego, którzy żarcia chińskiego nie lubi, na pewno znajdzie coś dla siebie.

Prywatnie uważam, że iść do chińskiej knajpy i jeść hotdoga to jakby grać w bierki w kasynie. Da się, ale dziwnie jakoś.

Ceny mają przystępne (co ma sens biorąc pod uwagę ich lokalizację). Cztery dorosłe osoby mogą tam zjeść kompletny obiad, z deserem i kawką, za 75-100€. Same dania główne kosztują między 12 a 30€ (w zależności od tego co kto lubi). Startery w okolicach 5-10€, a więc bez niespodzianek. Mają menu dla dzieci. Mają ze 20 różnych deserów. Alkohole wszelakie. Jak to w knajpie.

Ponieważ ostatni kawał spożywczy mi się za bardzo nie udał, dziś jeden z moich ulubionych (chociaż baaaardzo starych) kawałów z branży katolicko-reklamowej:

Był facet, który nazywał się Wilson i miał fabrykę sprzętu żelaznego: śrubki, gwoździe, nakrętki, łopaty, grabie itp. Postanowił zatrudnić gościa od reklamy, żeby nakręcił mu film reklamujący jego gwoździe. Ten przychodzi po tygodniu i pokazuje mu film, a tam rzymski żołnierz przybija gwoździami Jezusa do krzyża, pod spodem napis „Gwoździe Wilsona utrzymają wszystko”. Wilson wpada w szał, mówi, że nie może czegoś takiego puścić w TV itp., że jego by ukrzyżowali za taki film itp. Gość obiecuje przyjść za tydzień z innym filmem, na którym ma nie być Rzymianina krzyżującego Jezusa.
Po tygodniu gościu przychodzi i pokazuje film. A tam ukrzyżowany Jezus i żołnierz stojący obok z założonymi rękami, i napis: „Gwoździe Wilsona utrzymają wszystko”. Wilson się wściekł, że znowu nie może tego puścić w TV itp., że chce filmu ale bez ukrzyżowanego Jezusa – bez Jezusa w ogóle.
Facet od reklamy zrobił kwaśną minę i poszedł. Wraca za tydzień i pokazuje trzeci film, na którym widać górkę i kawałek pola. Chwila ciszy… Nagle zza górki wybiega jakiś gość w łachmanach, długie włosy, zaniedbany itp. Zbiega z tej górki i biegnie przez pole oglądając się co chwilę do tyłu. Chwila ciszy. Wybiegają rzymscy żołnierze i biegną za nim przez to pole. Jeden się zatrzymuje przy kamerze i dysząc mówi:
– Gdybyśmy tylko mieli gwoździe Wilsona…

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Drzewko cytrynowe"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
valdie68
Gość

Zajrzyjcie kiedyś do http://www.eatzen.ie/ w Ashbourne. Mistrzostwo świata wg mnie. I to nie jest reklama ani spam, po prostu dzielę się informacją tak jak Ty 😉

wpDiscuz