e-chłam

In Pod prąd by xpil6 Comments

Znajoma dostała niedawno na urodziny (i to chyba nawet nie swoje własne, ale o tym kiedy indziej) czytnik e-booków. Bawiłem się tym cackiem przez chwilę – fajna sprawa. Można tam wrzucić zylion książek w pdf, drugi centygigaheptatrybilionard w txt, jeszcze parę sztuk w doc – łyka wszystko jak gęś kluski. Bateria trzyma cholernie długo bo to e-ink więc pobiera prąd tylko przy zmianie strony. Wąskie toto i nieduże więc mieści się bez problemu do torebki / aktówki / wewnętrznej kieszeni płaszcza. Literki są czytelne, można sobie ustawić parametry pod siebie, można szukać, sortować, organizować… Jak to mówią: goli, pier*li, krawaty wiąże, usuwa ciąże.

Fajne?

No właśnie, nie bardzo. Może jestem staroświecki, ale – pod prąd trendom i wygodzie – jednak wolę papier. Jest w tym coś atawistycznego. Można przewracać kartki, można wyczuwać lekką chropowatość papieru. Prawdziwa książka jest na ogół ciężka (i mówię o kilogramach, nie kilobajtach). Ma też ślady użytkowania, co czyni każdy egzemplarz niepowtarzalnym – do dziś stoi u mnie „Dobry Omen” Pratchetta, ochlapany krwią z nieudanej próby samobójczej. I „Milaczek” Witkiewicz, z dedykacją autora. I „Alicja” Piekary, z życzeniami urodzinowymi. I mnóstwo innych, a każda unikalna.

Książkę można pożyczyć znajomemu. Książkę można poczytać dziecku na dobranoc – moja córka co wieczór spędza chwilę przed półką z książkami i wybiera czym ją mam danego wieczoru uśpić (humanitarnie!). Książką można walnąć w stół, żeby się nożyce odezwały (spróbuj walnąć w stół e-bookiem…).

Jest też kilka całkiem ekstremalnych zastosowań książek (o ile papier jest względnie miękki), ale o tym sza bo to śmierdząca sprawa.

Tak więc, nie negując niewątpliwych zalet e-booków, niniejszym oficjalnie deklaruję się po stronie starego, dobrego papieru.

A że robię to za pomocą bloga online zamiast kawałka papirusa? Cóż, przewrotność losu 😉

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "e-chłam"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Stefek
Gość

Jest tez jeszcze jeden aspekt. Dom to zawsze dla mnie regal z ksiazkami. Nadaja miejscu charakter. Wchodzisz, robisz rewizje tytulow i z grubsza wiesz z jakim inywiduum masz do czynienia. Regal z czytnikami? Bzdura. A grzebanie komus w czytniku, to troche jak grzebanie w prywatnym telefonie…

lacki
Gość
No tu to się znacznie różnimy bo ja zawsze miałem train do e-dokumentów. Wiele razy jak se gdzieś siedziałem i czekałem (najczęściej na żonę lub miejsce przed facjatą urzędasa) to se myślałem że przydałoby się coś do poczytania oprócz plakatów i ogłoszeń na ścianie. Przecież nie będę wszędzie łazić z książkami. No i nie mam zwyczaju czytać tej samej książki ponownie (oprócz bajek dla dzieci, co raczej nie jest zwyczajem ustanowionym przeze mnie 😛 ), więc jak tak leżą na półkach to najlepiej bym je wziął i wywalił, znaczy "pożyczył" komuś, tak by on się czuł zobowiązany i nie spał… Więcej »
ulinka
Gość

lacki nie Ty masz kilkanaście książek Bociana tylko moja mama i mówi że nie da się ich czytać 😛 Ja wolę książki papierowe.

xpil
Gość

Jak dla mnie to te książki są gdzieś tam w Waszej "chmurze", jak się będę wybierał w odwiedziny to dam znać z wyprzedzeniem. A niech tylko znajdę jakiś wybrakowany przecinek, albo zżółkniętą spację!

Miłosz
Gość

Parafrazując bohaterskiego, acz podstarzałego Rycerza z Pratchett'a: Książka to skarb, oszczędnie używana starczy na wiele lat podcierania…

wpDiscuz