Jak słucham muzyki w 2026 roku

https://xpil.eu/4yedr

"Uszami" mógłbym napisać i skończyć. Ale że to blog, napiszę nieco więcej.

Po pierwsze więc primo, zakończyłem już dość dawno swoją przygodę ze Spotify. Z fajnego, prostego niegdyś pomysłu zrobiła się teraz jakaś krzyżówka kombajnu, dojarki elektrycznej, maszyny do szycia i reaktora uranowego. W dodatku z kukułką. Zainstalowałem niedawno na próbę i uciekłem z przerażeniem.

Przez chwilę miałem tête-à-tête z Youtube Music, ale końcem końców najpierw podnieśli abonament raz i drugi, a potem przyjrzałem się nieco bliżej swojej kolekcji na YTM i uznałem ją za niewartą tego abonamentu. Bida, panie.

Ale, ale. Mam przecież skrzętnie gromadzoną od lat 90. zeszłego stulecia kolekcję empetrójek. Część z własnych zasobów, część odziedziczona po braciszku, trochę "pożyczone" od różnych krewnych-i-znajomych Królika, wiadomo. A skoro już udało mi się zaprząc do roboty beets, dlaczego nie pójść o krok dalej i postawić swój własny serwer muzyczny? Oczywiście prywatny, przez Tailscale, z jednym użytkownikiem. Opcji jest teraz multum, przegrzebałem jakiś czas temu temat wzdłuż i w poprzek i wyszło, że najprościej będzie postawić na domowym kompie instancję Navidrome. Jest to aplikacja instalowana bezpośrednio z repozytorium apt, żadne tam, panie, dockery ani inne kubernety. Potem jeszcze tylko podmontować folder z muzyką z NAS-a (ale nie z NASA tylko właśnie z NAS-a, z bezmyślnikiem), pokazać Navidromowi gdzie ma owej muzyki szukać i hulaj dusza.

Ponieważ to wszystko bangla na Linuksie, napisałem sobie jeszcze usługę, która śledzi osobny folder music-drop i jeżeli znajdzie tam jakieś pliki z muzyką, automatycznie taguje je za pomocą Beets, po czym kopiuje do folderu z muzyką. Navidrome je automatycznie rozpoznaje i za kilka minut są gotowe do słuchania.

Navidrome to jednak tylko połowa historii (może większa, ale jednak połowa). Co z tego, że mam serwer, przydałby się jeszcze jakiś klient. Przejrzawszy androidowy krajobraz natrafiłem w końcu na aplikację Symfonium, która jest co prawda płatna, ale tylko raz i w dodatku względnie niedużo. Pokazałem Symfonium gdzie siedzi Navidrome (adres, port), zapodałem dane logowania i tak oto mam własnego Szprotyfaja napędzanego muzyką z NAS-a. Symfonium jest o tyle sympatyczne, że odsłuchiwane piosenki gromadzi w pamięci podręcznej, więc nawet jak mi się czasem trafi miejsce bez zasięgu, zawsze mam czego posłuchać.

I tak to leci.

https://xpil.eu/4yedr

1 Comment

  1. Dla mnie Spotify skończyło się w momencie, gdy zaczęli na chama dodawać teledyski, wideo, jakieś animacje i inne oczoje**e elementy, bez możliwości ich wyłączenia.

    A co do Twojej konfiguracji, to czy ustawiłeś ją sobie w ten sposób dla sportu, żeby wypróbować stack, czy też takie rozwiązanie jest dla Ciebie najwygodniejsze? Pytam, bo ja jestem w podobnej sytuacji jak Ty: Jestem jedyną osobą słuchającą swojej kolekcji, słucham jej na jednym urządzeniu (przenośnym odtwarzaczu mp3, ale równie dobrze mógłby to być smartfon). I chociaż rozważałem postawienie swojego własnego Spotify, to uznałem, że najprościej będzie po prostu swoje mp3 uporządkować, skopiować je na microSD (mam ich około 40 GB), i manualnie umieścić kartę w szczelinie urządzenia.

    Dzięki temu mam zawsze wszystko pod ręką, offline. Oczywiście, trzymam też backup na zewnętrznym twardym dysku. Moja kolekcja mp3 jest statyczna, nowe rzeczy dodaję do niej stosunkowo rzadko.

Skomentuj Borys Anuluj pisanie odpowiedzi

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.