Andrzej Urbańczyk: „Błękitna groza” (recenzja książki)
Andrzej Urbańczyk to mój idol z wczesnej młodości. Chyba jedyny, który mimo upływu czasu nie stracił nic a nic na wartości.
Andrzej Urbańczyk to mój idol z wczesnej młodości. Chyba jedyny, który mimo upływu czasu nie stracił nic a nic na wartości.
Mnożymy, potęgujemy i liczymy milisekundy.
Tajemnicze ubezogonkowienie klawiaturologiczne.
O największej znanej obecnie liczbie Mersenne'a.
Pozytywna recenzja kolejnej doskonałej książki Pilipiuka.
Wszyscy robią ostatnio podsumowania, więc i ja zaryzykuję.