Virion. Wyrocznia.

Recenzja kolejnej książki ze świata Achai. Tym razem na tapecie przyszły mistrz miecza, niepokonany Virion.

Czas na recenzję dziewiątej już księgi ze świata Achai. Wyczekana z niecierpliwością,  pojawiła się wreszcie w Audiotece – i to od razu w postaci Superprodukcji. Czyli wiadomo: wielu aktorów, odgłosy wydarzeń w tle i tak dalej.

„Virion. Wyrocznia.” to opowieść, której akcja dzieje się mniej więcej w tym samym czasie, co pierwszy tom „Achai”. A właściwie odrobinę wcześniej; jak pamiętamy, Virion z „Achai” był stary, gruby i straszny a tutaj mamy go od samego początku, od dnia, kiedy się urodził, aż do czasów wczesnomłodzieńczych.

Opowiadał fabuły nie będę.

Ale do książki posataram się zachęcić. Jeżeli podobała Ci się „Achaja”, „Virion” spodoba Ci się prawie na pewno.

Dlaczego tak uważam?

Po pierwsze, te same nazwy geograficzne

Po drugie, wydarzenia historyczne w tle.

Po trzecie, ogólny klimat.

I tak dalej. Nasze mózgi czerpią przyjemność z rozpoznawania znajomych motywów i tutaj im tego nie zabraknie. W końcu to ciągle ten sam świat.

Całe szczęście, że to dopiero pierwszy rozdział życiorysu Viriona. Niech się p. Ziemiańskiemu napisze tych rozdziałów jak najwięcej. Nawet jeżeli ma mu to zająć pięć lat!

Niech to Cię jednak, Czytelniku, nie zwiedzie. Pomimo tych wszystkich podobieństw „Virion” jest książką całkiem inną od poprzednich z serii. Głównie dlatego, że jej akcja toczy się „prostopadle” do „Achai”, a więc mamy kompletnie odnowiony zestaw głównych bohaterów, całkiem inne wątki, nawet elementy metafizyczne, chociaż podobne, to są jednak trochę inne od tych z „Achai”.

Najgorsze, że to dopiero pierwszy rozdział życiorysu Viriona. Jak znam życie, kolejny napisze się Ziemiańskiemu za rok albo trzy, znów powtórzy się scenariusz „Pana Lodowego Ogrodu”, gdzie na każdy z kolejnych tomów trzeba było czekać dwa lata.

Najbardziej jednak zaskoczyły mnie dwie rzeczy:

  1. Główny bohater jest sympatyczny! Virion to dobry, rozsądnie myślący młody człowiek, który miał nieszczęście wpaść w żarna machiny, o której nawet nie wie, a które próbują go pracowicie przemielić na nicość.
  2. „Virion” jest książką o wiele bardziej dojrzałą. „Achaja” była strasznie „rozbrykana”, trochę naiwna, ciężko tam było o rozdział, w którym nie byłoby gołych dup albo niewybrednych żartów, od których uszy się rumienią tak niewinnym istotom, jak niżej podpisany – a w „Virionie” tego nie ma. A raczej: jest, ale nie aż tyle. Nie aż tak.

Podsumowanie: polecam, zdecydowanie! Słucha się szybciutko (mi zajęło trzy dni, co jest całkiem sporym wyczynem), udźwiękowienie jest jak zwykle top notch, nie ma nudy, opisów przyrody ani ogólnie pojętego lania wody.

Gdybym miał książkę ocenić, wahałbym się między 9 a 10.

Na 10, rzecz jasna.

 

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Virion. Wyrocznia."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kasia
Gość

Dzieki twoim recenzjom siegnelam do Ziemianskiego i nie tylko. Recenzuj, recenzuj dzieki Tobie latwiej mi idzie tworzenie listy zakupow w ksiegarni. 🙂

wpDiscuz