Elementary OS

Kilka dni temu pisałem o nieudanych próbach zainstalowania linuksa na moim nowym laptopie. Nieudanych, bo wszystkie bez wyjątku poległy na braku sterowników do karty sieciowej. A że bez karty sieciowej w dzisiejszych czasach raczej trudno… Wiadomo.

Jednakże niezrażony niepowodzeniem poszukiwałem dalej – aż natrafiłem na ElementaryOS. Linuks oparty na Ubuntu, z bardzo dopracowanym interfejsem użytkownika, a także z działającym z marszu i bez żadnych dodatkowych hopszstosów sterownikiem karty sieciowej.

Tym samym od kilku dni bloguję sobie z Elementary OS, a Windowsa włączam tylko w bardzo konkretnych potrzebach:

  1. Citrix Client. Nie działa pod linuksem, chociaż niby zainstalowałem oficjalną wersję ze strony producenta. Ale nie działa i już
  2. SQL Server, SSMS, Visual Studio. Jasna sprawa.
  3. Steam. Niby jest wersja pod linuksa, ale wybór gier jest nieco inny. No i nie działa tu Defense Grid 2.

Muszę natomiast stwierdzić, że prędkość działania jest nieporównywalna. Przeglądarka uruchamia się w sekundę (pierwsze uruchomienie, bo kolejne są natychmiastowe). Większość aplikacji udało mi się zastąpić odpowiednimi zastępnikami. Najbardziej brakuje mi Total Commandera, którego solidnego linuksowego odpowiednika niestety nie ma (jest sporo podobnych aplikacji, ale i tak zawsze kończę na konsolowym Midnight Commanderze).

Największe hece miałem z GRUB-em, który mi się zainstalował nieprawidłowo, pozostawiając system w stanie, który przeciętnego zjadacza bitów przyprawiłby prawdopodobnie o lekki zawał. Zamiast znajomego menu z wyborem systemów do uruchomienia, po restarcie ujrzałem wiersz poleceń GRUB, który jest mniej więcej tak przyjazny, jak patyczak. No ale udało się, z nieocenioną pomocą gugielnicy, naprawić problem. Okazało się, że instalator ElementaryOS nie do końca zrozumiał zawiłości domyślnego układu partycji w laptopach Dell-a. Nic nie szkodzi, grunt, że teraz działa.

No i mam teraz system, który z wierzchu przypomina nieco OSX-a, za to pod maską ma stare, dobre Ubuntu. Póki co jestem zadowolony. Pożyjemy – zobaczymy.

Z nowości książkowych zaś, czytam sobie „Opowieści ze świata Wiedźmina” – jest fajnie, acz trochę nierówno. Niektóre opowiadanka są lepsze, niektóre gorsze. Lepszych jest (póki co) więcej. Najważniejsze jednak, że autorom udało się dość dobrze zachować klimat Sagi, a to najważniejsze. Jest Jaskier, jest Oczko, jest – oczywiście – Geralt. Są dialogi na cztery nogi, są rębajłowie, potwory i szanse jedne na milion, które spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Lada dzień proszę spodziewać się bardziej obszernej recenzji.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz