Fuuuj

Dawno już nie pisałem o postępach, jakie robi nasz najmłodszy Latorośl. Głównie dlatego, że, jak już kiedyś wspominałem, blogów o dzieciach jest zatrzęsienie. Nikt już nie chce czytać zachwyconych ochów i achów nad kolejną parą różowych pięt, czy słitaśnych policzków.

Niemniej jednak dziś miało miejsce wydarzenie, będące kamieniem milowym w rozwoju Młodego, a więc grzechem byłoby nie uwiecznić go we wpisie.

Ale zacznijmy od początku.

Młody od dość dawna bawi się dźwiękami. Gaworzy na całego, w dużych ilościach. Opowiada, gestykuluje… Z tym, że to wszystko chińszczyzna jest. Bardzo mało sensownych wyrazów.

Ale trochę słówek jednak już opanował: tu, tam, to, nie, ta (tak), nana (banan), mama (plus mamo i mamuś), tata (a także tato i tatuś), am-am (jeść!), daj (uniwersalne słówko przy przekazywaniu dóbr w jedną bądź w drugą stronę), moju-moju (myjemy się!), oda (woda), op (hop), op-op (tup-tup). No i najbardziej uniwersalne: fuj.

Fuj oznacza brzydką pogodę za oknem, kawałek jedzenia na ubraniu, paproszek na podłodze, kamienie leżące nie na swoich miejscach w lesie, brudne rączki, a także – i tu docieramy do meritum dzisiejszego wpisu – zabrudzoną pieluchę.

Otóż Młody dziś rano wskazał jednoznacznie na pieluszkę, powiedział fuj, a potem podreptał szybko w stronę nocnika i pokazał paluszkiem: tu!

Po zdjęciu pieluchy zasiadł na tronie niczym cesarz Japonii, a następnie wykonał siku, sztuk raz, do rzeczonego nocniczka. Po czym wstał, pokazał paluszkiem na nocnik, stwierdził jednogłośnie, że fuj, a następnie, nieświadom właśnie dokonanego przełomu, pogalopował z gołym tyłkiem do zabawek.

Brawom i uściskom nie było końca.

Póki co to wyczyn jednorazowy (było potem jeszcze kilka fałszywych alarmów, jak też zabrudzonych pieluch). Ale, jak to mówią, pierwsze koty za płoty…

Śmieszny jest ten mój Synek bardzo.

I zdyscyplinowany. Udało się go wytresować, jeśli chodzi o zasypianie. Wcześniej bywało, że siedzieliśmy z nim z godzinkę albo i półtora, zanim zasnął. A teraz? Szybka kołysanka, ewentualnie bajeczka lub kilka stron z książki – potem tylko „papa, dobranoc” – i Młody zostaje sam w ciemnym pokoju, mości się, przytula maskotkę i zasypia. Czasem po pięciu minutach, czasem po piętnastu – ale robi to samodzielnie i bez marudzenia.

Albo takie na przykład jedzenie: nie dość, że upiera się przy sztućcach, to jeszcze ma podwójną motywację, żeby donieść zawartość łyżki (lub widelca) z miseczki do ust. No bo tak: po pierwsze primo, jak spadnie, to trzeba będzie wyrzucić (cokolwiek jadalnego, po spadnięciu na podłogę, jest już bardzo fuuuj i wymaga niezwłocznej ewakuacji do kosza na śmieci), a po drugie, spadając może zahaczyć o ubranko (albo o rękę czy nogę) i je pobrudzić. I wtedy znów jest wielkie fuuuj połączone z awanturą, że przecież w brudnych spodenkach nie będę jadł, a brudną rączkę czy nóżkę to idziemy moju-moju. Już, teraz, od razu. Oda, tam.

Ot, co 😉

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz