Keanu Reeves znany jest głównie z Matrixa oraz serii John Wick. Upraszczam, bo filmografię ma imponującą... no ale wiadomo. Keanu == Neo.
Fani komiksów mogą jeszcze kojarzyć serię BRZRKR.
Ale książki? Keanu? Bessęsó!
A jednak. W duecie z nieznanym mi dotychczas China Miéville'em napisał książkę pod tytułem jak w tytule, czyli po naszemu chyba "Księga Gdzie Indziej".
Gatunek... zasadniczo SciFi. Uparciuchy mogłyby próbować podciągnąć to częściowo pod Fantasy, ale moim zdaniem bezcelowo.
Pomysł: nie całkiem nowy. Jest sobie taki gość, który żyje na Ziemi od ponad osiemdziesięciu tysięcy lat. Nieśmiertelny? W zasadzie niekoniecznie, bo da się go zabić (chociaż trudno). Tylko że nawet jak już ktoś (albo coś) go zabije, odradza się niczym kurczak z jajka (jest w procesie jajko, takie duże, błoniaste). Na ogół w tym samym miejscu, gdzie zginął. A czasem całkiem gdzieś indziej. Odradza się, dodajmy, jako dorosły. I wszystko pamięta.
Aha, i jeszcze taki drobiazg. Czasem jak go coś mocno wpieni, oczy zapalają mu się na niebiesko i wchodzi w "tryb bojowy", w którym morduje wszystkich, którzy mu się napatoczą, nieważne swój czy obcy. Tych "sesji" nie pamięta.
Akcja główna książki ma miejsce w naszych współczesnych czasach. Trzyliterowa agencja oddelegowała specjalną komórkę do "opiekowania się" Unute (jedno z wielu imion, jakimi posługuje się nasz śmiertelny nieśmiertelny). Głównie, rzecz jasna, w celach militarnych. "Opieka" polega na nieustannym śledzeniu lokalizacji Unute oraz próbach wyciągnięcia z niego rozmaitych informacji. Unute "współpracuje" z nimi na przyjacielsko-obojętnej stopie - dla niego to w końcu prawie jak mgnienie oka.
Oprócz tej linii czasowej mamy jeszcze od groma i ciut mini-fabuł z przeszłości Unute. Dzieje się! Był wielokrotnie żonaty (niestety - a może stety? - nie może mieć dzieci, wszystkie bez wyjątku rodzą się martwe), robił w życiu mnóstwo różnych różności, nauczył się chyba wszystkich języków, jest cholernie inteligentny, zasadniczo łagodny w usposobieniu (o tyle, o ile) i wędruje po świecie, próbując rozszyfrować tajemnicę swojej nieśmiertelności.
Co mi się w książce podoba:
- Narracja: w trzeciej osobie, bez konkretnej "głównej" postaci, dużo retrospekcji, solidna robota.
- Język: bardzo, ale to bardzo bogaty. Dawno już nie spędziłem tylu chwil ze słownikiem.
- Pomysłowość Autorów w kwestii "co właściwie można zrobić z nieśmiertelnością?"
- Akcja: praktycznie non-stop.
- Świnia
Co mi się w książce nie podoba:
- Dopóki się nie przestawiłem, opowieść wydawała mi się zlepkiem raczej przypadkowych migawek. Potrzeba trochę czasu z książką, żeby "zaskoczyło".
- Zakończenie - niby większość się powyjaśniała, ale jakieś takie... rozmyte. Trochę jak w życiu. Nie ma "i żyli długo i szczęśliwie".
- Świni szkoda
Podsumowując, gdybym miał wystawić "The Book of Elsewhere" prywatną ocenę, byłoby to zapewne osiem punktów w dziesięciostopniowej skali. Albo osiemdziesiąt trzy w stustopniowej 🙂
Polecam.
Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]
Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.