Mróz kończy z Forstem, czyli recenzja „Zerwy”, piątego tomu trylogii podhalańskiej

Wbrew temu, co napisałem wcześniej, „Trawers” wcale nie był ostatnim tomem trylogii o komisarzu Forście.

Z trylogii zrobiła się bowiem Mrozowi pięciologia, czyli po naszemu pentalogia. Forst okazał się postacią na tyle rozbrykaną, że namówił swego Stwórcę do dopisania kolejnych dwóch tomów, z których ostatni niedawno skończyłem. Dziś czas na krótką recenzję.

Czemu akurat ta pozycja?

Jakiś czas temu się nieco „odmroziłem”, a raczej „przemroziłem”. Łyknąłem bowiem w krótkim czasie takie ilości mrozowej beletrystyki, że mi się zaczęło odbijać. Potrzebowałem odsapki.

Odsapka trwała kilka miesięcy. Jak wiadomo pan Remigiusz potrafi w tak długim czasie napisać i wydać kilka powieści, jest bowiem jednym z najpłodniejszych polskich pisarzy beletrystyki naszego pokolenia. Jest przy tym również bardzo dobry w tym, co robi. Trzyma nie tylko pion, ale i poziom.

(I od razu wyjaśniam, że nie jestem żadnym krewnym ani znajomym, ani reklamodawcą. Po prostu lubię jego książki)

Po lekturze trzeciego (i ostatniego) tomu „Modyfikowanego węgla” zachciało mi się polszczyzny, sięgnąłem więc po nieco już zakurzoną Audiotekę, która na ten tychmiast podsunęła mi pod nos „Zerwę”.

Zacząłem słuchać…

I utonąłem.

Piątka głównych bohaterów, czyli Forst, Osica, Wadryś-Hansen, Szrebska i Bestia z Giewontu wraz z plejadą mocnych postaci „satelitarnych” wykonują w „Zerwie” kolejną odsłonę dance macabre. Leje się krew, znów mamy dwutorową narrację, dzięki której odkrywamy wraz z bohaterami całkiem zawiłą intrygę. Mróz pokazuje po raz kolejny, że umie zaskoczyć czytelnika, i to wielowarstwowo. Postaci, które dotychczas były krystalicznie białe, okazują się przechodzić na ciemną stronę Mocy. A może wcale nie? Niezbite poszlaki okazują się być sprytnie podrzuconymi fałszywkami. A może wcale nie? Podczas lektury miałem kilka momentów typu „O żeż kurza melodia!”, zawsze jednak okazywało się, że wszystkie elementy układanki pasują do siebie idealnie.

Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, ponieważ mógłbym w ten sposób popsuć niespodziankę tym, którzy „Zerwy” jeszcze nie przeczytali. Powiem tylko tyle, że piąty tom trzyma poziom poprzednich czterech, a jedyna jego wada jest taka, że zamyka on serię. W posłowiu Autor wyraźnie zaznacza, że więcej tomów nie będzie, a Forst pojawi się wyłącznie jako postać trzecioplanowa w innych powieściach mrozowego świata.

Moja prywatna ocena: mocne 10/10. Bardzo, bardzo polecam.

Postscriptum: jeśli zaś chodzi o Gosztyłę, to nieustannie i nieodmiennie twierdzę, że nie ma lepszego polskiego lektora.

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
LimesmRufaxpil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mRufa
Gość
mRufa

A jaki tytul ma czesc czwarta trylogii? bo jakos mi umknelo. Ja sie przemrozilam prz chyba czwarteym tomie Chylki i mam jej dosc nadal, ale Forsta jestem ciekawa, szczególnie ze Szrebska przepadla w numerze 3.

Limes
Gość
Limes

Też kocham Gosztyłę. Jemu się nie zdarzają wpadki interpretacyjne. A co do powieści – miałam nadzieję, że [spoiler zone] Szrebska kontynuuje pracę Bestii lub ją przynajmniej od początku nadzoruje [spoiler zone//]. Ale i tak o niebo lepiej niż w innych powieściach, bardziej w stylu Nesbo. Aczkolwiek zachowania Forsta bardzo mocne, bardzo kontrolowane, dopiero na koniec do mnie dotarło jak bardzo jest zryty.