“Sente”. Recenzja książki

Pierwsza połowa “Sente” to w zasadzie jedna wielka sekwencja bojowa w przestrzeni międzyplanetarnej kilku różnych układów. Trudno mi cokolwiek więcej opisać, żeby nie zdradzić za dużo; w każdym razie z dwóch stron konfliktu (ludzie – maszyny) robi się ich nagle cztery, a jakby dobrze policzyć to może nawet i pięć. Daje to Autorowi mnóstwo okazji do manewrowania niewiadomymi tudzież wystrychania czytelników na dudka, a tych niewystrychniętych – zrobienia w bambuko ewentualnie konia. Dzięki temu książkę pochłonąłem w kilka wieczorów z wielką przyjemnością.

Końcówka… podobnie jak w poprzednich częściach, tu też pozostawia mnóstwo pytań, na które mam nadzieję znaleźć odpowiedzi w przedostatniej, szóstej części “Algorytmu wojny”. Drużyna Wierzby jest poharatana, ale chyba wreszcie zyskała trochę wolnego czasu żeby wylizać rany i wreszcie dokopać SI. Wprawdzie “Dzika karta” to jeszcze nie koniec serii, ale już mocno z górki, przydałoby się jakieś światełko w tunelu.

Ciekaw jestem czy wreszcie zostanie do końca wyjaśniona historia Thorne’a, tajemniczego szeregowego, który kiedyś służył na dużo wyższym stanowisku, ale z niewiadomych powodów został zdegradowany.

Co najmniej raz czy dwa raz pojawia się też w tekście słowo “ariadna”, czyżby szykowała się klamra? SI “Ariadna” zginęła kilka tomów temu, choć samego momentu jej śmierci nie widzieliśmy. A nuż?

Tak czy siak, “Sente” daję gdzieś między 8 a 9 na dziesięć i startuję do przedostatniego tomu.

Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x