Meekhańskie pogranicze – początki

meekh01Słucham sobie (tak, słucham, bo nijak ostatnio nie potrafię znaleźć czasu na czytanie óczmi) ostatnio „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” – bardziej z obowiązku i nudy, niż z faktycznego zaciekawienia. Książka, która miała być objawieniem na miarę PLD okazała się być przeciętną opowieścią o ekipie żołnierzy, którzy rozrabiają na meekhańskim pograniczu (poniekąd logiczne, khem, nieprawdaż).

Podkreślę: książka jest przeciętna, co nie znaczy, że kiepska. Gdyby była do bani, już bym ją przekierował do /dev/nul, a tak – jednak słucham. Ale jakoś bez werwy.

Jestem aktualnie w połowie trzeciego opowiadania (jest ich w całej książce około czterech albo pięciu, nie jestem pewien), czyli w takiej solidnej połowie. Tym samym mogę uczciwie zrecenzować przynajmniej tę połowę.

I powiem tak:

Książka jest napisana fajnym językiem. Autor zdecydowanie odrobił pracę domową w zakresie nazewnictwa różnych elementów rynsztunku, co przydaje całości autentyzmu. Manewry wojsk są opisane dynamicznie i z jajem. Cynizm i sarkastyczne podejście do świata głównego bohatera (dowódcy tej wojskowej bandy) dodają smaczku i są zdecydowanie lekkostrawne.

Natomiast sama fabuła… No nie wiem. Strasznie liniowa jest.  Ciągle się tłuką, ewentualnie wspominają, jak się inni kiedyś tłukli. Wszystko opisane z rozmachem i w sposób malujący w wyobraźni żywe, kolorowe obrazy… Ale w sumie zawsze sprowadza się do tego, że trzeba komuś spuścić tęgi łomot, ewentualnie nie dać się pobić / sprowokować silniejszemu / sprytniejszemu / lub sąsiad – przeciwnikowi.

Epizod, którego aktualnie słucham, próbuje być nieco bardziej… Hm. Szy. Nieco bardziejszy. Zamiast bitki mamy Tajemnicę. Jakiś stwór z lodowca przyłazi i morduje mieszkańców odludnej wioski, a nasz główny bohater-wieczny-porucznik ma za zadanie wybadać co to za stwór i po co morduje, a najlepiej to go złapać i przyprowadzić przed oblicze Władzy.

Gdybym nie przeczytał wcześniej całego „Wiedźmina”, „Pana Lodowego Ogrodu” czy „Achai”, może bym był trochę mniej w[yb]redny. Ale przeczytałem i dlatego „Opowieści…” póki co dostają ode mnie słabe sześć na dziesięć. Niemniej jednak odsłucham do końca i obiecuję podzielić się z umierającymi z nudów Czytelnikami jakąś koń-kluzją.

A na zakończenie – ankieta profilująca. Chodzi o czytanie SF.

[yop_poll id=”58″]

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Meekhańskie pogranicze – początki"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
5000lib
Gość

A mnie zdumiewa regularność Twoich wpisów.
Ad vocem audiobooków, co polecasz?
Ad vocem fantastyki wolę fantasty, chyba.

Tomek
Gość

Właśnie drugi tom ( Wschód-Zachód) skończyłem. Po przeczytaniu Północy – „Zwiadowcy” w wersji dla dorosłych, czyli cieniutko. Na szczęście potem (Południe) jest lepiej. Do PLO to to nie dostaje, ale poczytać można. Zobaczymy jak reszta…

wpDiscuz